Na Mlecznej Drodze 6.3

Trwa wojna, a wokół rozkwita wiosna. Mleczarz Kosta (Emir Kusturica) codziennie przekracza linię frontu, aby dowieźć żołnierzom pożywienie. Los mu sprzyja: kule się go nie imają, piękna Milena (Sloboda Mićalović) oddała mu serce, a jego przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Do czasu. Wraz z przybyciem do wioski tajemniczej Włoszki (Monica Bellucci), życie Kosty wywraca się do góry nogami. Tak wygląda początek namiętnej i zakazanej miłości, przez którą para bohaterów zostanie wystawiona na niejedną niebezpieczną próbę. Skoro jednak połączył ich los, to nikt i nic nie może im zagrozić.

Recenzje

Na Mlecznej Drodze posiada schemat filmu Życie jest piękne – tym razem ograny w znacznie bardziej artystycznej formie. Niestety, ta po pewnym czasie przeradza się w czysty kicz. 5
  • 2018-07-23
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Po blisko 10 latach nieobecności na ekranach kin, Emir Kusturica wyrusza w sam środek wojny na Bałkanach. Twórca żongluje licznymi kodami kulturowymi, na piedestał wynosząc życie stoika na łonie natury. Do tego dochodzi slapstick oraz precyzyjnie skonstruowana scenografia. W warstwie fabularnej, Na Mlecznej Drodze posiada schemat filmu Życie jest piękne – tym razem ograny w znacznie bardziej artystycznej formie. Niestety, ta po pewnym czasie przeradza się w czysty kicz.

Powracając do twórczej formy, Kusturica stawia na gatunek, który w przeszłości zapewnił mu światową sławę. Już Underground łączył w sobie gorzką komedię i motywy wojenne. Podobnie sprawa wygląda w przypadku Na Mlecznej Drodze. Niestety, tutaj formalna strona obrazu zdominowana zostaje jego treścią, tworząc kolorowe pudełko cudów pełne jałowych frykasów z cukru. Szkoda, ponieważ w całej tej historii – na wpół radosnej, na wpół tragicznej – tkwił ogromny potencjał.

Na Mlecznej Drodze posiada zarys fabularny znany z innej klasycznej tragikomedii o działaniach zbrojnych, włoskiej produkcji Życie jest piękne. Wojna pełni tutaj rolę traumatycznego zwrotu egzystencjalnego, w którym dotychczasowa sielanka przeradza się w karkołomny bój o przetrwanie. Do tego dochodzi wątek romantycznej – choć bezpretensjonalnej – miłości w trudnych czasach. I choć Kusturicę trudno posądzić o romans ze środowiskami hipisów, jego ostatnie dzieło dumnie opiewa proporczyk: "make love, not war".

Podobnie jak we wspomnianym wcześniej Życie jest piękne, jugosłowiański reżyser przedstawia najpierw przewrotną komedię z romantycznym zacięciem. Bałkańska sielanka rozgrywa się na łonie przyrody, dorodnej fauny i zielonej flory. Ludzie są spokojni, swoje życie spędzają na zabawie przy kieliszkach mocnej rakii – tylko co pewien czas ich egzystencjalna swoboda zostaje przerwana ostrzałem z ostrej amunicji. W tym sielskim świecie – pełnym jugosłowiańskich tropów kulturowych – rozkwita subtelna historia miłosna pomiędzy piękną panną młodą (Monica Bellucci), a statycznym outsiderem Kostą (w tej roli sam Emir Kusturica). Życie jest piękne dźwigał na plecach Roberto Benigni – natomiast, w Na Mlecznej Drodze aktorzy wydają się zagubieni na planie filmowym, kreując puste i mało charakterystyczne postacie.

Wspomniana gra aktorów nie jest jedynym grzechem produkcji. Tym razem w obrazie Kusturicy dominuje chaos i przeładowanie pustych, nic nie znaczących scen czy motywów. Mitologizacja prowincji przyprawia o zawrót głowy swoją barokowością, zmieszaną ze slapstickiem oraz wodewilową grą. I nie byłoby może w tym nic strasznego, gdyby całokształt nie urósł do rangi nieznośnego harmideru. Montażysta nie wywiązał się należnie z przydzielonego mu zadania, a i sam Kusturica zbłądził nieco na artystycznej ścieżce. W Na Mlecznej Drodze absurd przeradza się w kicz – ten nasila się zwłaszcza w ostatnich scenach produkcji. Skrupulatnie budowana symbolika i wrażliwy ton opowiadanej historii transformuje się w pewnym momencie w autodestrukcyjną pulpę przeładowaną efektami specjalnymi (w tym, co najgorsze: kiepskim CGI). Szkoda, że twórca kina artystycznego zdecydował się na kilka rozwiązań wizualnych, których nie powstydziliby się producenci Atlantic Rim.

Na Mlecznej Drodze jawi się jako dzieło hermetyczne i przesadnie szalone – na każdym kroku rozbudowujące _mise-en-scène_, nie oferujące przy tym szczególnie porywającej czy skłaniającej do refleksji treści. Emir Kusturica zbyt długo czekał z realizacją filmu. Ostatecznie wydaje się, jakby włączył w jego treść każdy motyw, który wpadł mu do głowy na przestrzeni 9 lat dzielących Obiecaj mi! i Na Mlecznej Drodze. Przewrotny dowcip miesza się tutaj ze wstrząsającymi scenami wojny – nad całokształtem dominuje tragiczna aura. I tylko Monica Bellucci jest piękna jak zawsze.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Na mlecznej drodze to oniryczna historia, która próbuje uciec od okrutnego świata wojny miłością, wyobraźnią. 7

Trzeba wiedzieć, kiedy przestać wąchać czas – powiedział kiedyś jeden mądry reżyser w kontekście, że twórczość niepowtarzalna i wyjątkowa nie jest reżyserom dana na zawsze, a ich przydatność do „spożywania” ma określoną datę. Ostatnie dzieło Na Mlecznej Drodze Emira Kusturicy udowadnia, że mimo już pewnej niezgrabności i wszystkoizmów, dalej jest na dobrej drodze. Kocha realizm magiczny i już nie zawsze z tą samą wzajemnością, ale nieustannie z błyskotliwością, a jego wyobraźnia się nie starzeje.

Wojna otacza naszych bohaterów, jednak oni za wszelką cenę próbują wśród hałasu wybuchających bomb czerpać przyjemność z nieunicestwionej jeszcze natury i niezakończonego życia. Pragną zagłuszyć swoim bałkańskim śpiewem i zabawą, strzały, a broń zamienić na kieliszek. Nasz główny bohater Kosta, niczym Don Kichot na swoim osiołku, na przekór zdrowemu rozsądkowi jest do cna szlachetny, dobry i broni ideałów, działając skrajnie inaczej, niż inni próbujący przetrwać w tej gnijącej od przemocy rzeczywistości. Kosta jeździ codziennie po mleko ze swoim przyjacielem, sokołem na ramieniu, mocno przygląda się życiu zwierząt, odwracając tym samym widok od ludzi, bo ci nie mają mu już nic, prócz cierpienia, do zaoferowania. W tym czasie we wsi pojawia się kandydatka na męża brata Mileny, szalonej mieszkanki wsi, Włoszka. Zaślubiny nie mogą się jednak jeszcze odbyć, gdyż przyszły małżonek nieznany Pannie Młodej, walczy w Afganistanie. O nowej przybyszce krążą różne plotki, które okazują się mieć wiele wspólnego z prawdą. Jednak Kosta nie myśli, jak większość, właściwie nic go to nie interesuje i zakochuje się w kobiecie od pierwszego spojrzenia. Oczywiście w charakterystycznie dziwnych warunkach, jak na kino Emira Kustiricy przystało.

Na Mlecznej Drodze, mimo wybojów, to kino trochę creme de la creme artysty. Mamy jego charakterystyczne zagapienie się w przyrodę i symbolikę odczytywaną w jej działaniach. Na przykład wąż popijający białe mleko często oznacza, że to zwierzę będzie sprzyjać temu, co go karmi i przyniesie mu szczęście. Bałkański szał zostaje tutaj przeszczepiony bez utraty chociażby kropelki temperamentu, czy rakii. Główny bohater żyje w kontrze do reszty, jest artystą, nie umie i nie chce walczyć, co tylko ma udowadniać, że dobroć to najbardziej dziurawy pancerz w codziennym życiu. Do tego Panna Młoda, która piękna i mądra, doprowadza swoją postacią do tego, że świat staje na głowie – z Kostą również, który myślał, że już nigdy nic nie poczuje. Jednak mimo chwilowych zawrotów głowy, nie można tego nie obejrzeć.

Wszystko jest tutaj oniryczne, z nastrojem z Paragrafu 22, czy M.A.S.H i mnóstwem absurdu. Ale w tym całym barłogu 1993 roku, chodzi o realne uczucie, nawet w nierealnych warunkach i w tym jest uroda tego filmu. Kusturica mimo swojej magicznej różki, która mu się czasami zawiesza, nie przebiera w kolorowe stroje wojny. Artysta pokazuje w groteskowy sposób jej bezsens, nie oszczędzając nikogo i niczego. Cierpią niewinni ludzie i jeszcze bardziej niewinne zwierzęta.

Doskonale za to rozgrywa wątek miłosny, z charakterystyczną dla siebie skrajnością uczucia, nie mającą podstaw w zdrowym rozsądku, a tylko w sercu i dlatego z sercem jest zrobiony. Specyficzny pościg jaki trwa za nimi w celu schwytania włoskiej piękności, jest pełen niewiarygodnej wiary, zwrotów akcji, specjalnego „udziwnienia”. Jednak też od początku wspólnej ucieczki czujemy, mimo wielkiej nadziei, jaką mają i zakochani, że z pewnych sytuacji nie da się uciec. To te drugie znaczenie Paragrafu 22, które pokazuje swoje lico w całej okazałości.

Dlatego mimo pięknych pejzaży, cudownie kontaktowej z bohaterem przyrody, ta ponosi porażkę z przemocą i okrutny jęk świata cierpiącego, dostającego nieustannie ciosy, wśród zapierających dech w piersiach przestrzeniach, jest jeszcze głośniejszy. Zostaje tylko ledwo słyszalne echo. Bo ginie piękno – dosłowne i te dotyczące uczuć bohaterów. Jest też w tej historii dużo dziecięcej percepcji, ale czego się można spodziewać innego po Emirze Kusturicy.

Czasami to wszystko się zacina, jak zegar w filmie, bo ile można być autoepigonem, gdzie nie następuje moment „hop na drugą nóżkę” przez co chwieje się równowaga między sposobami prowadzenia narracji. Jednak Na Mlecznej Drodze to historia wzruszająca prawdziwą treścią, podaną w często nieprawdziwej formie. Świat to nie kraina mlekiem i miodem płynąca.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie