Wonder Woman 6.7

Księżniczka Diana żyje na odciętej od świata wyspie Amazonek. Kiedy na wybrzeżu rozbija się pilot i opowiada Dianie o niszczącym świat konflikcie, Księżniczka postanawia wyruszyć na pomoc i ocalić świat przed zagładą, odkrywając przy tym swoje prawdziwe moce.

Recenzje

Nadmiar kina bohaterskiego paraliżował historyczne i poboczne wątki. Twórcy zrobili jedynie niezły film. 6
  • 2017-11-24
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Klęska dwóch panów z supermocami i paczki kolorowych samobójców postawiła studio DC pod ścianą. Szefowie podjęli decyzje. Do boju wysyłamy Wonder Woman. Jak poradziła sobie piękna Diana?

Pewnego dnia Diana, księżniczka amazonek, wychowana w duchu strachu przed Bogiem Wojny odnajduje na swojej wyspie rozbitka. Pomaga rannemu pilotowi. Ten opowiada jej o wielkiej wojnie. Bohaterka porzuca swój dom i wyrusza walczyć u boku ludzi o pokój na świecie.

Wonder Woman to chwile piękna i niedosytu. Dostajemy cudowny, chociaż krótki wątek amazonek, które intrygują umiejętnościami. Ich liderki (Robin Wright i Connie Nielsen) swoją charyzmą wygrywają każdą scenę.

Gal Gadot emanuje empatią. Przybliżenie bogini do widza to element skutecznej strategii. Mądra i wykształcona kobieta przetwarza napływające ze świata ludzi informacje. Staje się realistką. Jest gotowa stawić czoła Aresowi, symbolowi wielkiej wojny. Raz po raz studio DC przypomina widzom, z jakiego powodu ich nie lubimy. Postać boga wojny to niespodzianka. Czar pryska, kiedy wstawiony na zielone płótno bohater nie dźwiga ciężaru dziwnych efektów specjalnych.

Czasami bliżej mu do karykatury niż budzącego strach herosa. Najbardziej przeszkadza sama koncepcja, która o dziwo w dużej części filmu jest rewelacyjna. Relacje między bohaterami buduje i spawa bardzo dobry scenariusz. Reprezentant najjaśniejszej strony filmu. Aktorzy są dobrze dobrani. Chris Pine potwierdza talent komediowy, wygrywając półtony z oszałamiającą Gal Gadot.

W takim ciekawym rytmie wędrujemy urzekani piękną scenografią, makijażami, kostiumami...aż tu nagle pojawia się niepotrzebne slow motion i muzyka psująca klimat. Usilne wracanie do kina akcji zepsuło wielki potencjał tego filmu. Historyczne nawiązania i sceny oparte na dużej grupie statystów są wspaniałe. Przykładem jest obóz niemiecki albo bal z udziałem niemieckich towarzyszy. Entuzjazm, jak zawsze burzy duma twórców. Przez cały film bohaterowie bawią się językami. Diana uchodzi za specjalistkę, zna ich ponad sto. W takim wypadku, dlaczego w obozie Niemców mówimy po angielsku? To zaburzenie wcześniej wykreowanego realizmu przeszkadza.

Kobieta-superbohater, na pierwszym planie to wybitny ruch. Pokochałem postać Diany. Wzbudziła moją sympatię. Chcę więcej, ale bez paskudnych wizji producentów. Nadmiar kina bohaterskiego paraliżował historyczne i poboczne wątki. Twórcy zrobili jedynie niezły film.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Wonder Woman wraz z przyjaciółmi na misję ratowania świata przed Aresem 7
  • 2017-06-17
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

"Narodziny Super Półbogini"

Nie należę za bardzo do fanów produkcji powstałych na podstawie dzieł komiksowych. Bardzo reklamowani Avengers czy Deadpool – te filmy mocno mnie rozczarowały. Zaś Legion samobójców okazał się koncertem gry aktorskiej Margot Robbie i jej Harley Quinn. W kinie od dłuższego czasu brakowało mi silnych, niezależnych bohaterek płci pięknej, które potrafiłyby skopać tyłki różnym przeciwnikom. Po ostrym wejściu w tę lukę Harley, czas nastał na Wonder Woman. Wonder Woman w reżyserii Patty Jenkins pokazuje nam poruszającą historię nowej super heroski, czerpiąc z pozostałych filmów z uniwersum między innymi epickie sceny walk, ale dodając do tego pewne uniwersalne przesłanie i refleksje podane w sposób bardziej wartościowy.

Jak to często bywa z superbohaterami, ich przeszłość bywa niejasna, tu na szczęście krok po kroku zostaje nam wyjaśnione kim jest Diana – główna postać, skąd pochodzi i do czego najprawdopodobniej została stworzona. Gadot udała się ciekawa sztuka, w jej bohaterce splatają się w jedną nić kilka różnych cech jak odwaga, zadziorność, urokliwa naiwność i wrażliwość. Ta postać jest waleczna, ale jednocześnie rozważna, uparta – jednak wtedy, kiedy trzeba potrafi ustąpić. Nie jest skalana jakąś dziwną manierą. Kiedy już zostajemy zapoznani z Wonder Woman, akcja rusza do przodu i pojawia się Steve – szpieg, który przypadkiem trafił na wyspę Amazonek. Tuż za nim podążają niemieccy żołnierze. On i Diana będą zmuszeni z nimi walczyć. Znów akcja przyśpiesza i nasza para bohaterów przybywa do Londynu w czasie wojny, gdzie mają misję ratowania świata przed nową bronią, a Wonder ma dodatkowo chęć unicestwić Boga wojny czyli Aresa. W tej misji przywrócenia spokoju pomagają im Arab, Szkot i Indianin. Cała piątka ma jeden cel za który będzie w stanie nawet oddać życie. Patty Jenkins i Gal Gadot stworzyły Wonder Woman – wojowniczkę, która autentycznie i po prostu chce dobra i pokoju na świecie, ona nie bajeruje, nie pożąda sławy, chwały czy uwielbienia. Ma swoje zadanie i konsekwentnie i z pełną świadomością pragnie jego zrealizowania. Jest przy tym stanowcza, ale nie zaślepiona i sama potrafi ocenić czy warto pomóc ludziom czy nie. W końcu zdaje sobie sprawę, że każdy człowiek ma w sobie i zło i dobro i to my decydujemy, którą drogą podążymy. Liczy się w to co wierzymy, a jeśli wierzymy w dobro to powinniśmy starać się o nie walczyć. Nie wystarczy czasem tylko patrzeć, trzeba działać oraz aktywnie przeciwstawiać się złu. Ciekawie przedstawiona została kolorystyka w tym obrazie, w świecie Amazonek dominują żywe kolory, zaś Londyn pokazany jest w mrocznych, szarych barwach. Efekty specjalne jak i same sceny walk między postaciami robią wrażenie choć momentami balansują na granicy kiczu na przykład scena jak Wonder Woman sama staje naprzeciw niemieckim żołnierzom w okopach i nie imają się jej żadne pociski i granaty – dojrzałego widza coś takiego może przyprawić o ironiczny uśmiech. Natomiast należy pamiętać, że w większości filmów o superbohaterach pojawiają się momenty w których są łamane wszystkie znane nam prawa fizyki. Kto by się tym jednak przejmował, grunt, że mamy epickość, trochę oszałamiającego slow motion i w sumie o to chodzi w takim kinie. To typ kina rozrywkowego, skierowanego do mas. To nie kino psychologiczne ani ambitne. To rozrywka, dobra zabawa i humor. Wonder Woman w wykonaniu Gal Gadot to przekonująca, oszałamiająco piękna kobieta i najchętniej sama bym ubrała jej kostium, który świetnie został dla niej dobrany. Potrafi ona także doskonale walczyć, ale również bardzo dobrze radziła sobie w scenach komediowych na przykład podczas przymierzania strojów z epoki. Chris Pine jako Steve to czarujący, ujmujący mężczyzna, który czasem ma coś zabawnego do powiedzenia, niektórym nie bez powodu może się skojarzyć z postacią Indiany Jonesa. Reszta postaci nakreślona jest dość stereotypowo, ale przynajmniej od razu wiemy z kim mamy do czynienia, choć i tu pojawiają się przezabawne wątki satyryczne z nimi związane. Scenariusz całkiem udanie ukazuje nam historię, możemy sprawnie odnaleźć się w fabule i jest on przepełniony komicznymi dialogami. Humor filmu też nadaje pewien rys postaciom i jest sporym atutem tego dzieła. Rozczarowaniem jest główny villain i antybohater Ares w wykonaniu Davida Thewlisa. Niestety gra on tu mało wiarygodnie i bez wyrazistości. Nie budzi grozy jak na rangę takiego Boga. Zdaje się, że nie jest to winą scenariusza lecz nietrafnego wyboru aktora do roli. Na szczególną uwagę zasługuje tu charakterystyczny, zagrzewający do walki przewodni utwór muzyczny – idealnie dobrany do Wonder Woman. Fani tego typu filmów dostaną tu dużą dawkę walk, świetnych efektów, pełnokrwistą oraz wyedukowaną poliglotkę Wonder Woman, interesujący wątek miłosny – nienachalnie rozrysowany oraz pewne mocne wzruszenia. Głównym przesłaniem filmu jest to, że miłość jest światłem życia, że warto o nią walczyć i dla niej umierać. Możemy dla niej poświęcić wiele. To miłość pcha nas do wielu szlachetnych, heroicznych czynów. Miłość może odmieniać serca ludzi – tylko trzeba dać szansę jej w nich zakiełkować.

Wonder Woman to po Harley Quinn kolejna silna, wyemancypowana osobowość kobieca. Nie znajdziemy w tym filmie znużenia, lecz widowiskowość i lekki humor. Wybierając takie produkcje trzeba mieć na uwadze to, że nie będzie tutaj głębokiej psychologii ani traktatu filozoficznego, bo taki rodzaj obrazów jest adresowany do innej widowni niż tej przyzwyczajonej do niszowego kina. Ten typ dzieł ma dawkować emocje i uczucia, być uciechą i ucieczką w ten fantazyjny świat od szarej rzeczywistości. To tylko rozrywka, czasem udana bardziej, czasem mniej. Wonder Woman to przyzwoity, całkiem sprawnie nakręcony film o kobiecie półbogu. Ja się na nim po prostu dobrze bawiłam, a głównie tego oczekiwałam – dobrej zabawy.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Wonder Woman to przebłysk szansy na to, że DC ma coś do powiedzenia ciekawego o swoich superbohaterach, a tutaj o superbohaterce! 5

Nareszcie! Można zakrzyknąć bez znaków przystankowych! Produkcja DC to bardzo porządny, charyzmatyczny i efektowny produkt. A mieliśmy powody, by stracić nadzieję. Wonder Woman nie jest tutaj infantylnie zaprezentowana, ani pokazana, jak w komiksowych konwencjach ku uciesze mężczyzn – w bardzo ciasnym stroju z lateksu, niczym erotyczny sen – a nie prawdziwa wojowniczka, w której żyłach płynie więcej pacyfizmu, niż u reszty superbohaterów. Jest scenariuszowo dosyć tendencyjnie i emfatycznie, ale to jednak solidna produkcja, która zwróci uwagę.

Na wyspie, którą zamieszkują amazonki, rozbija się mężczyzna – Steve Trevor. Uświadamia obecne tam mieszkanki, że na ziemi jest piekło i trwa wojna. Mimo zainteresowania i zatroskania sytuacją, tylko Diana decyduje się wyruszyć z pilotem do Londynu, by zapobiec katastrofie i powstrzymać odpowiedzialnego za masowe mordy generała Ludendorfa. Opracowuje on plan przejęcia władzy nad światem (zaskakujące?), a Diana ma zamiar mu w tym przeszkodzić.

Wszystko jest bardzo linearne i pisane, jak gdyby, od gotowego szablonu. Nieustraszona bohaterka chce ratować świat w majestatycznych pozach – no ale konwencjonalność wpisana jest w to kino. Tak jak produkcja nie spełnia się na poziomie scenariusza, przewidywalnego od pierwszej do ostatniej sekundy, tak daje satysfakcje poprzez konstrukcję nowej bohaterki. Żeby powiedzieć, że to feministyczna fala opakowana w ekranizację komiksu, to może za wiele, ale ruchu girl power trochę tutaj poczujemy. Poza tym naprawdę to superbohaterski film, gdzie kobieta nie pełni funkcji dekoracyjnej, a przewodzi akcji. Cały film również został wyreżyserowany przez płeć żeńską. Nie chodzi tutaj tylko o realizacje jakiś pro-kobiecych wolt i zabieranie głosu, bo to jednak kino rozrywkowe, wcale nieangażujące się w takie dyskusje, to postać Diany jest widowiskowa, zwraca uwagę i przyciąga wzrok, nie z powodów estetycznych. Jest zabawna, ma przygotowane cięte riposty i przyprawia tę historię, która byłaby mdła bez niej, bo nie ma w fabule nic niepowtarzalnego.

Jeżeli DC Extended Universe ma jeszcze zrobić wrażenie na widzu i nie zaliczyć, tak spektakularnych potknięć, a raczej zacząć robić spektakularne kino z rozmachem dla fana sagi i „dziania się” na kranie, to musi tam być Wonder Woman. Film stoi tą bohaterką. Gdyby nie ona, przewróciłby się.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie