Death Race: Wyścig śmierci 7.5

Wrobiony w morderstwo swojej żony Jansen Ames (Jason Statham) trafia do więzienia. Okazuje się, że szefowa miejsca do którego przybył - Warden Hennessey (Joan Allen) - jest organizatorem sławnego na cały świat "wyścigu śmierci". Zasady są proste: kto wygra pięć wyścigów, zdobywa wolność, dlatego kierowcy nie cofną się przed niczym, aby zwyciężyć. Do tej pory faworytem był Frankenstein, który zdobył 4 zwycięstwa, jednakże z ostatniego nie wyszedł żyw. Misją Jensena jest założyć maskę Franka i ścigać się z pozostałymi.

Recenzje

Śmiertelnie dobre kino akcji. 9
  • 2008-09-28
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

„Wyścig śmierci” zabiera nas w podróż do świata bezprawia, w którym najważniejsza jest władza i pieniądze. Obecnie, taką sytuację nie trudno sobie wyobrazić, gdyż wszystko zmierza właśnie w tym kierunku. Wykreowaną w filmie wizję Stanów Zjednoczonych można więc śmiało uznać za prawdopodobną i kto wie, czy za kilkanaście lat przemoc nie będzie główną atrakcją zdemoralizowanego społeczeństwa. Już sama ta myśl jest dla mnie dużym plusem owej produkcji, obnaża bowiem ludzką naturę, pokazując do czego jesteśmy zdolni. Fabuła obrazu Paula W.S. Andersona jest prosta, lecz nie należy jej uznawać za pretekstową. Nie będę jej przedstawiał, bo od tego są opisy. Skupmy się zatem na atutach.

Według mnie największą zaletą „Wyścigu śmierci” jest osoba Jasona Stathama, uważanego przez wielu (w tym przeze mnie) za jednego z najlepszych aktorów współczesnego kina. Wielokrotnie to udowadniał i chyba nie zgrzeszę mówiąc, że każda produkcja z jego udziałem jest przynajmniej dobra. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny zagrał Jensena Aimesa lepiej niż on, w końcu twardziel to twardziel. Na pochwały zasługuje także odtwórczyni Case - Natalie Martinez. Wcześniej o niej w ogóle nie słyszałem, była raczej telewizyjną gwiazdką, niż wielkoekranową aktorką. Oprócz urody, jaką możemy podziwiać, posiada również niemały talent. Nie wypada mi pominąć Joan Allen, która w niezwykle przekonujący sposób wykreowała bezduszną panią naczelnik. Jej postać jest wcieleniem zła i dominacji, władczynią absolutną, osiągającą każdy cel bez względu na wszystko.

Olbrzymim plusem filmu Andersona są efekty specjalne. Liczne wybuchy, wypadki i kolizje są prawdziwym majstersztykiem. Samochody spełniają wyłącznie bojowe funkcje, nie są to fury rodem z „Szybkich i wściekłych”, tylko maszyny do zabijania i schronienia jednocześnie. Obite blachą, wzmacniane pancerzami, z wielką dawką broni zarówno ofensywnej, jak i defensywnej. Krótko mówiąc zbudowano je tak jak należy, realistycznie i z rozsądkiem, czyli do działania, nie na pokaz.

Zaciekawił mnie pomysł umieszczenia całej akcji w reality show. Co chwilę słyszymy o nowych programach tego typu, coraz to bardziej nowatorskich i odważnych. Zabijanie, wyścigi i piękne kobiety, zdają się być idealnym materiałem na sukces. I tak też jest, więzienne potyczki są tak popularne, że nikogo nie przejmuje śmierć uczestników - najważniejsze to dobra zabawa.

Muzyka autorstwa Paula Haslingera potęguje i tak już duże napięcie, dzięki czemu widza dosłownie wciska w fotel, uniemożliwiając mu oderwanie oczu od ekranu.

Podsumowując „Wyścig śmierci” to znakomite i trzymające w napięciu kino akcji, które każdy powinien zobaczyć, nie tylko ze względu na wspaniałe efekty specjalne, muzykę, czy obsadę, ale też po to, by oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o zmartwieniach i przez chwilę zrelaksować siedząc przed ekranem.

9 z 10 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie