Tulipanowa gorączka 5.3

W siedemnastym wieku w Amsterdamie wybucha mania tulipanowa. Malarz Jan Van Loos (Dane DeHaan) zakochuje się w młodej zamężnej kobiecie Sophii (Alicia Vikander). Ma zlecenie namalowania jej portretu. Kochankowie decydują się złączyć razem i uciec sprzedając cenną cebulkę tulipana.

Recenzje

To zgrabnie zrobione kino kostiumowe, które akcje z czasem spadają, jak i temperatura - poprawne, pruderyjne i bezpieczne kino, z tendencyjną historią o zakazanej miłości i konsekwencjach pożądania. 5

Kino kostiumowe boryka się często z problemem zrobienia większego wrażenia na widzu, niż tego na poziomie wizualnym, odtworzenia realiów i namalowania pięknej widokówki z przeszłości. Na panaceum zapowiadała się Tulipanowa gorączka. Zmysłowe, namiętne, powodujące gorączkę kino… mogło być. Jednak tulipan szybko więdnie, a opowieść zgrabnie poprowadzona jest jednak przede wszystkim schludnym, zbyt poprawnym, pruderyjnym, o temperaturze pokojowej, kinem kostiumowym.

Mamy XVII wiek. Bogaty Cornelis po stracie żony i dziecka próbuje ponownie wstąpić w związek małżeński. Wybiera sobie za żonę (ratuję od ubóstwa – wykupuje – tak naprawdę) piękną, o czystym sercu Sophia. Ich małżeństwo jest pełne porządku i harmonii, jednak brak w nim namiętności i pożądania – szczerej miłości. Sophie okazuje szacunek mężowi. Nie ma w niej jakiejś skrytej nienawiści, czy uczucia bycia więzioną. Nawet odwiedza miejscowego doktora w celu zasięgnięcia rady, co musi zrobić by dać mężowi potomka – traktuje to jako odwdzięczenie się za wygodny i bezpieczny świat jaki podarował jej Cornelis. On również nie jest tyranem, wykorzystującym żonę, terroryzującym dom frustratem, czy agresorem. Obydwoje są ludźmi wierzącymi i tak też jest w ich życiu – niemalże sielankowo. Ich gosposia Maria natomiast cały czas biega po domu i podśpiewuje, jako jedyna wprowadza energię w jego ściany, bo jest po prostu szaleńczo zakochana ze wzajemnością. Jednak historia skręci w inne rewiry i nie będzie to wyglądało, jak słodki pejzaż.

Właśnie, malarstwo! Cornelis wpada na pomysł, by wynająć artystę, który uwieczni go wraz z żoną na obrazie, który przetrwa dłużej niż oni – nawet nie wie jak prorocze są to słowa. No i pojawia się młody, nieokrzesany Jan Van Loos. Jak możemy się domyślać, bardzo szybko przestanie patrzeć na Sophia jako pozującą mu do zlecenia małżonkę jego pracodawcy, a jak na kobietę. Na kobietę, w którą malując tak długo się wpatruje, oddaje jej piękno tak doskonale i idzie mu to z taką łatwością, że zaczyna rozumieć – zakochał się. To samo czuje Sophia. Jednak ich miłość jest zakazana, niemożliwa. Kochankowie w zmowie z opiekunką Marią, która wie o wszystkim planują intrygę, będąc w tytułowej miłosnej gorączce, graniczącej z szaleństwem.

No i wraz z filmem para opada, reżysera Justina Chadwicka o wiele bardziej interesuje drugi plan filmu – czyli ta tulipanowa gorączka – tylko nie w znaczeniu kreacji wyjątkowej historii miłosnej. W tych czasach ludzie licytowali, jak szaleńcy obstawiali różne kwoty, by zdobyć prawo do tulipanów rosnących w pobliskim zakonie, a potem sprzedawali ich cebulki o wiele drożej. Zdarzało się ubić na tym doskonały interes, a roślina i przyroda to nieprzewidywalna istota, więc można było trafić na naprawdę coś wyjątkowego. Jednak to się nie dzieje w przypadku widza oglądającego ten film. Mamy do czynienia z wyjątkową, ale w swojej przeciętności, historią o zdradzie, pożądaniu i intrydze. Zdrada jest taka oczywista, pożądanie odczuwalne na poziomie wystudzonej kąpieli, a intryga wprowadza nas na takie manowce naiwności, że wręcz nie możemy uwierzyć, że idzie tak błyskawicznie i skutecznie, od punktu A do punktu B, gdzie jest kilka nieścisłości. Wręcz absurdalnych – które kotłują nam się po głowie w filmie, chociaż to inne myśli miały nam zaprzątać głowę po seansie. Niestety udany i fragmentaryczny humor wprowadzony do fabuły, mimo że jest bardzo przyjemny i niekoślawy, nie działa na korzyść filmu, a infantylizuje jego znaczenie. To przeciętny melodramat z dobrymi kreacjami aktorskimi, ale bez duszy, nawet nie wzruszy.

Mimo że scenariusz celuje naprawdę w intrygującą przygodę i wysokiej temperatury kino, gdzie gorset ma pęknąć, to jego rozsznurowywanie jest równe podnieceniu rozwiązywania buta. Historia jest mocno uproszczona, a wszystko przewidywalne. Więc tak – kino dalej często boryka się z problemem zrobienia z filmu kostiumowego czegoś ważniejszego, a Tulipanowa gorączka nie ma w sobie ani mocy, ani siły, by to zmienić. Taki to ładny bukiecik, ale mało wody mu dolewają.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie