Spider-Man: Homecoming 7.3

Młody Peter Parker/Spider-Man (Tom Holland), poszukuje swojego nowego ego superbohatera. Zafascynowany przygodą z Avengersami, wraca do domu, gdzie mieszka wraz z ciotką May (Marisa Tomei). Cały czas pozostaje pod czujnym okiem swego mentora – Tony’ego Starka (Robert Downey Jr.). Próbuje wrócić do normalnego życia, unikając myśli, że jest kimś więcej niż tylko "Spider-Manem z sąsiedztwa". Jednak kiedy pojawia się Vulture (Michael Keaton), nowy groźny wróg, wszystko, co dla Petera ważne, staje się zagrożone.

Recenzje

Uniwersum Marvela znowu z dystansem do bohaterstwa i z łotrzykowatym charakterem. Sprawdzone i działające metody jeszcze czarują, ale zaczynają być powoli czkawką. 5

Jeżeli coś działa kilka razy, to po co zmieniać metody? Można śmiało stwierdzić, że to zdanie torowało drogę „artystyczną” dla autorów Spider-man:Homecoming. Mamy spuszczone powietrze, bohaterowie są z krwi i kości, no i mają przygotowany zestaw żartów, które mają rozrzedzać atmosferę. To takie bohaterstwo z pierwszym trądzikiem w manierze znanej nam z Marvelowskiego uniwersum. Jak zawsze taktyka – to co wcześniej byłoby wpadkami z planu, tutaj jest pokazywane widzom. To ograne, chwilami działające z charakterem i charyzmą, ale jednak lekko ospałe widowisko. Nikt nie wciska gazu do dechy i trochę za szybko wiemy, co zobaczymy.

Nasz bohater jest podopiecznym Tony’ego Starka, który sam wie, że najlepszym wzorcem do naśladowania nie jest. Dlatego każe Peterowi robić wszystko na odwrót, do tego co on sam robił w jego momencie życia. Już wiemy, że z takim opiekunem to będzie karuzela. Peter wie już o swoich nadludzkich mocach, oczywiście jest całkowicie nakręcony na to, by należeć do teamu Avengersów, ale ekipa nie traktuje go na poważnie. Jest młody, niedoświadczony, więc z nudów w swoim przebraniu łapie złodziei rowerów i tłumaczy staruszkom jak dotrzeć do danego miejsca. Zupełnie przypadkowo zostaje wmieszany w sytuacje handlu niebezpieczną bronią, za którą odpowiedzialny jest Vulture – gra go „Birdman” – Michael Keaton (wszyscy wiemy, że to doskonale przyciągające uwagę widza zagranie). Jednak zupełnie nieprzypadkowo Peter nie odpuszcza, chcąc się wykazać, wiele ryzykując, nie mając właściwego doświadczenia i nie wiedząc z jaką skalę zagrożenia się spotyka. Wykorzystuje brak zainteresowania swojego podopiecznego oraz nieatrakcyjne życie codzienne. Bez przebrania czuje się bez charakteru, więc buzuje w nim od chęci działania, co doprowadza do momentów, kiedy się wykaże odwagą, ale i głupotą.

Reżyser obchodzi się z naszym bohaterem bez osłonek – pokazuje jego wpadki w życiu zwykłego nastolatka, ale i kiedy lata po ścianach. Jest to oczywiście umyślnie lekceważące i luzackie, bo na takim dystansie jest zbudowana narracja całego uniwersum. Jest w tym na początku metoda, jednak opieranie na tej praktyce przekorności całego opowiadania i umyślna nieobyczajność traci temperaturę wrzenia chwilami i jest po prostu jednym z kolejnych ukłonów w stronę fanów uniwersum, a nie kreatywnym dziełem filmowym.

Nie ma tutaj nic zaskakującego w budowaniu postaci Petera Parka, chociaż trzeba oddać twórcom że wybrali naprawdę ciekawie złożoną postać i w końcu adekwatną – niewygłaszającego wielkie mowy, gotowego do działania chłopaka, a bardziej takiego co udaje odważnego. To jeszcze nastolatek, który ma bardzo normalną codzienność, wręcz jest przezroczysty, jednak ludzie go dopiero zauważają kiedy ma na sobie kostium – jest to rozegrane inaczej, niż wcześniej. Chce wykrzyczeć całemu światu kim jest, ale nie może. Jego kumpel dowiaduje się, że ma przyjaciela Spidermana i też chce wszystkim powiedzieć. Spiderman to trochę sparowanie ze sobą, na lepszym poziomie humorystycznym serialu Degrassi: Nowe Pokolenie, w połączeniu z efektownym kinem akcji. Chociaż i ta dynamika, niechaotyczna, na szczęście nieefekciarska, nie wystrzeliwuje nas w kosmos.

Spider – Man: Homecoming to żaden nowy energetyk, ale też nie pigułka nasenna. To waga średnia, z wypracowanym już i oswojonym chuligańskim podejściem do superbohaterstwa wzbogacona o aspekt „tego nowicjusza”. Jednak to tylko w życiu Petera Parkiera jako Spidermana początek, dla nas tak naprawdę to same, znane chwyty.

Bywa trochę wow, sporo haha, ale najczęściej jest no ok. Chociaż chciałoby się KO. Na deskach film nie leży, ale my też nie. Nowy Spiderman nie ma za bardzo czym nas do siebie nowym przykleić. A to co działało już wcześniej, dalej czaruje.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie