Super Spark: Gwiezdna misja 2.5

Trzynaście lat temu wszechmocny Generał Zong przejął kontrolę nad Planetą Bana. Jego kolejnym celem jest opanowanie całego wszechświata. Jeżeli zdobędzie moc bestii - Krakena, będzie nie do pokonania. Plan szaleńca przejrzał dzielny i odważny Spark. Wraz z przyjaciółmi: Vix i Chunkiem wyruszają, by ocalić świat. Przed nimi wielka przygoda i mnóstwo niebezpieczeństw. Gwiezdną misję czas zacząć!

Recenzje

Dziecku się spodoba, gorzej z fanem gwiezdnej sagi – ten wróci do domu i w przypływie nostalgii zobaczy nawet Mroczne Widmo. 4
  • 2017-09-26
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Super Spark to produkcja podpinająca się pod światowy sukces Gwiezdnych Wojen. Ani trochę oryginalna czy innowacyjna. Garściami czerpiąca z historii o rycerzach Jedi. Czarne dziury, powstałe przez motywy których nie można było skopiować w trosce o posądzenie o jawny plagiat, załatano absurdalnymi wątkami. Te, o których zapomniano, wessały wszystkie żarty z filmu, pozostawiając ciężkostrawne suchary. Dziecku się spodoba, gorzej z fanem gwiezdnej sagi – ten wróci do domu i w przypływie nostalgii zobaczy nawet Mroczne Widmo.

Znacie tę historię, ograną na setki możliwych sposobów, za pomocą mniej lub bardziej wysublimowanych środków. Zły władca i młody wybraniec; historia o dorastaniu i ratowaniu galaktyki przy pomocy gigantycznego... Krakena? Trudno zrozumieć taki dobór nazwy do potwora, gdyż temu o wiele bliżej do Moby Dicka. Ścieżka bohatera prowadzi od niesubordynowanego chłopaczka ze złomowiska do władcy planety (nie mówcie, że to spoiler – wiadomo to właściwie od pierwszej sceny).

Jest to animacja tworzona wyłącznie dla dzieci. Za jej sterami zasiadł filmowiec wcześniej nie związany z produkcjami dla najmłodszych, Aaron Woodley, co widać w jego naiwnym podejściu do historii. Nie byłoby nic złego w tym infantylnym małpim gaju na odległej planecie Banan (sic!), gdyby Super Spark nie stanowił kalki 1:1 najsłynniejszej opery kosmicznej współczesnej kinematografii.

Miecz (prawie)świetlny? Jest. Wojowniczka w stroju księżniczki Lei z Powrotu Jedi? Jest. Spektakularna bitwa w kosmosie, ze statkami przypominającymi w locie roje robaków z kilkoma głównymi okrętami? Jest! Nawet soundtrack brzmi tutaj jak zmiksowana wersja ścieżki dźwiękowej Gwiezdnych Wojen. Polska dystrybucja też zdecydowała się wprowadzić kilka „żartobliwych” nawiązań do Star Warsów. "Niech moc śmiechu będzie z Wami" – brzmi hasło na plakatach (jakby w filmie faktycznie było się z czego śmiać), a sam podtytuł musiał posiadać w sobie „galaktyczną” cząstkę.

Jednak czy faktycznie trzeba aż tak krytykować ten film? To znakomita zabawa dla dzieci, które nie dorosły jeszcze do seansu Gwiezdnych Wojen. Akcja nie hamuje ani na moment, a małym poszukiwaczom przygód trudno jest nie utożsamić się z protagonistą Super Sparka. Naiwność fabuły tym bardziej przykuwa ich uwagę, a żarty o małpach i bananach trafiają wprost w ich poczucie humoru (twórcy w sumie dobrze to przemyśleli – sytuując akcję na „planecie małp” automatycznie posiedli możliwość skorzystania z każdego wyrażenia czy przysłowia dotyczącego człekokształtnych).

Jeśli koniecznie chcecie zabrać swojego milusińskiego do kina, nic nie stoi na przeszkodzie do wskoczenia w wir gwiezdnych przygód Sparka. Jeśli oczekujecie bardziej wysublimowanej animacji, poczekajcie z tym wypadem jeszcze chwilę. Nie chodzi mi nawet o fabułę produkcji, lecz o jej szatę graficzną, która nie dorównuje nawet pierwszej odsłonie Toy Story z 1995 roku.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie