Valerian i Miasto Tysiąca Planet 6.7

Valerian (Dane DeHaan) i Laurelina (Cara Delevingne) to kosmiczni agenci, odpowiedzialni za utrzymanie porządku na terytoriach zamieszkałych przez ludzi. Podczas misji w Mieście Tysiąca Planet - kulturowym i politycznym centrum galaktyki - przyjdzie im zmierzyć się ze złowrogą siłą, która zagraża bezpieczeństwu całego wszechświata.

Recenzje

To kino intrygujące i pełne efektów specjalnych, ale niespecjalnie dbające o ciekawość fabularną i narracyjnie wtórne. 5

Luc Besson to zbyt inteligentny i ambitny reżyser, więc nie zrobiłby wyłącznie filmu zbratanego z nowoczesną technologią, próbując nie tchnąć w obrazy treść. Ten skok na ideologiczne kino sci-fi i trochę wyluzowanej przygody w Valerian i Miasto Tysiąca Planet, nie kończy się pójściem na dno głębokiej wody, ale bezpiecznym jednak kinem, zachowawczym i w swoich wnioskach mało wywrotowym.

Historia zaczyna się od momentu, kiedy nikt nas nie oswaja już z informacją, że świat od dawna jest po pierwszym odkrywaniu obcych cywilizacji. Nawet już nie ziemia, a galaktyka staje się przepełniona. To stan faktyczny – tak wygląda rzeczywistość – Reżyser naprawdę powędrował daleko.

Bohaterami, za którymi będziemy podążać, jest para kosmicznych agentów – Valerian i Laurelina. Od początku ten ją podrywa, ta wie, że jest kobieciarzem i nie wierzy w jego wyznania miłosne, a nawet propozycje małżeństwa – na każdy jego żarcik ma przygotowaną silną i ciętą ripostę. Mimo jednak uszczypliwości są doskonałym duetem i zostają zatrudnieni do ochraniania najważniejszego człowieka odpowiadającego za dobre relacje ludzkiej rasy w galaktyce z innymi. Plan jednak psuje nagły atak nieznanej nikomu spośród 800 gatunków grupy, która kilkoma zwinnymi ruchami porywa komendanta. Valerianowi i Laureline udaje się przeżyć ich atak i ruszają na poszukiwania, nie wiedząc że tak naprawdę ich priorytety i sens wyprawy zacznie zmierzać w zupełnie innymi kierunku, niż zakładali na początku. Dowiedzą się o rzeczach, które zmienią bezpowrotnie ich spojrzenie na swoje obowiązki i posługę.

Besson wykreował świat od zera do zjawiskowej, z wizualnym buftem oraz poczuciem nieskończoności, krainy. Jest to niesamowicie dynamiczna produkcja, gdyż charakter rzeczywistości co chwile wprowadza nowe postaci, kształty i przestrzenie. Te nasycone kolorami i historiami przykuwają uwagę, ale naprawdę nie tak, żebyśmy stwierdzili: Nigdy wcześniej tego nie widziałem. Są momenty – shoty wizualne i operatorskie – jednak mówimy tutaj cały czas o opakowaniu, a zawartość jego jest dosyć przewidywalna i trywialna.

To historia o dwóch takich co musieli poznać „innego”, by zrozumieć jak zdezelowany jest „swój”. Oczywiście reżyser uruchomił te światy oraz wizje, by przekazać coś, co wcale nie zadzieje się w przyszłości, bo ma miejsce już teraz. Jeszcze mamy wątek tęsknoty za pacyfizmem i przekonania, że to ten daje szanse na to, by utopia i idylla miała miejsce w realiach, a nie w marzeniach. Takie komunikaty, postulaty i refleksje dodają filmowi wagi i dodatkowych znaczeń, jednak nie wybrzmiewa to finalne jak filozoficzne sci-fi. To po prostu większa szczypta mądrości w historii opartej na francuskim komiksie. Jednocześnie mimo scen walk, konfliktów, jest to narracja bardzo potulna, niepyskata, pruderyjna – taka by nawet można było zakwalifikować to do kina familijnego.

Valerian i Miasto Tysiąca Planet mieni się i popisuje wyobraźnią oraz efektami specjalnymi, ale nie ma nic więcej w warstwie narracyjnej do zaproponowania – jest bezpiecznie i asekurancko. Może też szybko, interesująco oraz intrygująco, ale bardziej jak się na nich wszystkich patrzy, niż słucha i zastanawia nad tą historią. Nie ma w tym filmie żadnego ładunku wybuchowego, który miałby wysadzić przyzwyczajenia widza. To bardziej film tysiąca obietnic i nadziei.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie