Dywizjon 303. Historia prawdziwa 6.9

Po brawurowym, lecz twardym lądowaniu pilot Jan „Donald” Zumbach powraca do zdrowia w sanatorium. W tych okolicznościach zastaje go wybuch II wojny światowej, zmuszając lotnika do ewakuacji z kraju. Podobny los czeka bohaterskiego instruktora pilotażu Witolda Urbanowicza. Obaj przedostają się do Wielkiej Brytanii, by w eskadrach RAF-u kontynuować walkę z okupantem. Ich męstwo i podniebne wyczyny szybko zwracają uwagę dowódców i przyczyniają się do utworzenia Dywizjonu 303 – elitarnej jednostki myśliwskiej, złożonej głównie z Polaków. W jej skład, oprócz Zumbacha i Urbanowicza, wchodzi grupa asów przestworzy, takich jak: Zdzisław Krasnodębski, Witold „Tolo” Łokuciewski, Ludwik Witold Paszkiewicz, Czech – Josef František oraz Mirosław Ferić – pseudonim „Ox”. Kiedy Niemcy rzucają do walki przygniatające siły zbrojne, każdy dzień przynosi pilotom niekończącą się walkę z wrogiem. Lecz również na ziemi czekają ich wielkie emocje – osobiste dramaty, romanse, ale i prawdziwa miłość.

Recenzje

Dywizjon 303. Historia prawdziwa zakłada jaskrawą, biało-czerwoną tapetę w narodowej strefie komfortu każdego Polaka. 4
  • 2018-09-06
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dywizjon 303. Historia prawdziwa zakłada jaskrawą, biało-czerwoną tapetę w narodowej strefie komfortu każdego Polaka. Starcia lotników w powietrzu wypadają znakomicie, natomiast to co dzieje się na ziemi przypomina _backstage_ najgorszego odcinka Wojennych dziewczyn. Piotr Adamczyk pręży dumnie pierś w pozie rodzimego superbohatera - Kapitana Polski, zaś Maciej Zakościelny to jego oddany Wrześniowy Żołnierz. Od patetycznych monologów tego pierwszego nawet Braveheartowi płynie łezka.

Film rozpoczyna się fragmentem przemówienia Winstona Churchilla. Twórcy Dywizjonu 303 zdecydowali się na użycie cytatu traktującego o „zagrożeniu cywilizacji chrześcijańskiej”. Tyle wystarczy, aby zrozumieć z jakiego typu widowiskiem ma się do czynienia. Dywizjon 303 zostaje głęboko zakorzeniony w kluczu narodowej myśli patriotyczno-religijnej, gdzie bezkompromisowy patos przyćmiewa obiektywny obraz świata. Ukazana historia być może jest „prawdziwa”, ale tylko dla jednej ze stron politycznych. Nie chodzi bynajmniej o to, że polscy żołnierze niepotrzebnie zostają docenieni na arenie międzynarodowej ze względu na osiągnięcia z czasów II Wojny Światowej. Znacznie bardziej męczy mnie zero-jedynkowość w kreacji świata przedstawionego, pusta duma – gloryfikacja faktów historycznych rodem z prozy Sienkiewicza. Bez niej fabuła Dywizjonu 303 nie istnieje. Gubi się pomiędzy drętwym romansem i drewnianymi dialogami – wytnijcie je z filmu, usuńcie sceny w pubie. Fabuła się nie zmieni, tytuł będzie za to krótszy i bardziej przystępny.

Po pierwszych minutach Dywizjonu 303 pomyślałem: klasa, Polacy nie tylko pokazali Brytyjczykom, jak lata się za sterami myśliwców – ponad 70 lat później nauczyli ich również, jak tworzy się filmy poświęcone lotnictwu z czasów II Wojny Światowej. Powietrzne starcia łączą tutaj dynamikę kosmicznych potyczek z Gwiezdnych Wojen z wyrafinowaną poetyką samotnych pilotów skąpanych w błękitnym przestworzu, jaką niedawno miałem okazję widzieć w Dunkierce Christophera Nolana. Podczas gdy 303. Bitwa o Anglię realizował podniebne zdjęcia w niezwykle pocięty i narwany sposób (czasem – bez większego uzasadnienia – wspomagając się zdjęciami archiwalnym, co jeszcze bardziej podkreślało budżetowe braki filmu), tak Dywizjon 303 może pochwalić się świetnymi efektami oraz ciekawym sposobem fotografowania samolotów. Polacy zrobili to, czego wciąż brakuje mi we współczesnym kinie dla mas: umiejętnie połączyli praktyczne efekty specjalne z CGI. Niestety, to jedyny naprawdę dobry element widowiska.

Żołnierzyki malowane z uśmiechem na ustach strzelają do przerysowanych nazistów z cygarami. Anglicy to dzika banda snobów, która bez pomocy Polaków nie zabiłaby pół członka wrogiej armii. Akcja z kolei uwięziona zostaje w permanentnej cyrkulacji, w której Polacy najpierw wskakują w kokpity samolotów, później siedzą na połaciach trawy (plener rodzimej prowincji przekształcony w bazę wypadową brytyjskich wojsk), by finalnie spotkać się wieczorem w pubie i wychylić kilka głębszych. Bohaterowie bardzo dużo rozmawiają, ale nie ma to większego znaczenia – ich dialogi cierpią na słowotok pozbawiony treści. Na deser pozostaje wątek miłosny między Janem „Donaldem” Zumbachem (Maciej Zakościelny) a Victorią Brown (Cara Theobold) – romans z Pearl Harbor Michaela Baya wzrasta przy nim do rangi Ich nocy.

W ostatnim czasie na ekrany kin trafiły dwa tytuły traktujące o polskich pilotach walczących w wojnie o Wyspy. Dywizjon 303. Historia prawdziwa i 303. Bitwa o Anglię cierpią jednak na podobne wady, podane w innych proporcjach. Pierwszy film znakomicie radzi sobie w przestworzach, na ziemię ląduje zapominając o wyciągnięciu podwozia. Bitwa o Anglię świetnie sprawdza się, taktując o wydarzeniach na lądzie. Gorzej, gdy któryś z pilotów wzniesie się choć metr nad ziemię. Oba tytuły cechuje przy tym leniwy scenariusz, który rozpoczyna się z impetem – niestety, im bliżej końca, tym fabuła staje się coraz bardziej rozwodniona, miałka i nużąca. Polacy nie wprowadzają nawet kilku równorzędnych wątków i żaden z nich nie znajduje pełnego rozwinięcia, a wręcz gubi się w połowie i ślad po nim ginie. Z drugiej strony na ironię zakrawa fakt, jak bardzo pozbawione pomysłu są obie adaptacje "Dywizjonu 303" pióra Arkadego Fiedlera. Książka napisana przed kilkudziesięciu laty dziś pachnie oldschoolowym konserwatyzmem i kurzem. Należałoby ją odrestaurować, wpisać w ramy współczesnych narracji i postaw, które podejmą polemikę, a nie będą jedynie pustą laurką dla ślepej chwały patriotyzmu. Pod natłokiem takiej ilości podobnych tytułów (jak Historia Roja, Wyklęty) nie jesteśmy w stanie wyzwolić się z romantycznej wizji Polski jako Mesjasza Narodów. Niestety, taka postawa zdezaktualizowała się wraz z opłakanymi skutkami Powstania Warszawskiego.

Dywizjon 303. Historia prawdziwa jest do bólu poprawny, skonstruowany pod polityczny kierunek obecnych rządów. Film nie sprawdza się jako ciekawostka historyczna, zawodzi również w kategoriach kina rozrywkowego (pomijając sekwencje walk powietrznych). Aż dziw bierze, że Jacek Samojłowicz oficjalnie rozpoczął prace nad kontynuacją widowiska – przecież pomysłu zaczęło brakować już pod koniec filmu goszczącego obecnie na ekranach kin! Z dwojga złego lepiej udać się na 303. Bitwę o Anglię – tam przynajmniej twórcy potrafili zachować obiektywizm, wiarygodnie nakreślić realia funkcjonowania Rzeczpospolitej w okresie II Wojny Światowej oraz sytuację kraju po wojnie. Tytuł ciekawie wpisuje się zwłaszcza w dyskurs niedawnego Brexitu. Na Dywizjon 303 szkoda czasu – w gruncie rzeczy chodzi o to, że jesteśmy najlepsi jako naród i nie ma nam równych. Ot! Kino jako sesja psychologiczna na zwalczenie kompleksów.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie