Ant-Man i Osa 7.1

Scott Lang boryka się z konsekwencjami swoich życiowych wyborów tak w roli superbohatera, jak i ojca. Kiedy stara się pogodzić życie rodzinne z obowiązkami Ant-Mana, Hope van Dyne i dr Hank Pym powierzają mu kolejną pilną misję. Scott musi ponownie założyć kostium Ant-Mana i nauczyć się walczyć u boku Osy, aby wspólnie odkryć sekrety z przeszłości.

Recenzje

Bezpieczne buddy movie! 8
  • 2018-08-08
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Krytykanci Kinowego Uniwersum Marvela twierdzą, że w ostatnim czasie wszystkie komiksowe filmy wychodzące ze stajni Walta Disneya niczym się nie różnią. I chociaż schemat samej historii jest znany – no może z wyjątkiem Avengers: Wojna bez granic, które przynajmniej do premiery kolejnej części sporo zmieniło, jeśli chodzi o kino rozrywkowe – to, gdy spojrzymy dokładniej, te filmy różnią się diametralnie. Space opery, komedie młodzieżowe, klasyczne buddy movies i wiele innych. Najnowszą propozycję od Marvel Studios, czyli Ant-Man i Osa zakwalifikowałbym właśnie do tej ostatniej grupy. Podobnie zresztą, jak część pierwszą.

Po tym, jak Scott Lang poparł Kapitana Amerykę i wyruszył z nim do Niemiec, aby stanąć naprzeciwko drużyny Iron Mana, rząd amerykański nałożył na niego karę aresztu domowego. Kilka dni przed zakończenie wyroku w jego domu pojawia się stara znajoma – Hope Van Dyne, która prosi go o pomoc w uratowaniu matki z wymiaru kwantowego. Początkowo niechętny do współpracy Lang ostatecznie się zgadza, co zwiastuje kłopoty.

Peyton Reed, który miał okazję nakręcić również poprzednią część przygód Człowieka-Mrówki, nie zmienił zbyt wiele względem części odsłony. I to jest chyba mój największy zarzut względem Ant-Mana i Osy. Ten film już tak nie zaskakuje – tak, jakby Reed nie za bardzo wiedział, jak może wprawić fanów Marvela w osłupienie. Sceny akcji nie są już tak pomysłowe, jak w przypadku Ant-Mana i nie mają już tej siły, która sprawiała, że widz zastanawiał się, jak to jest w ogóle możliwe. Jak oni stworzyli te efekty specjalne? Produkcja ma jednak sporo innych plusów, które z pewnością przypadną widzom MCU do gustu.

Ant-Man i Osa to film stojący przede wszystkim humorem. To komedia kumpelska osadzona w świecie Marvela. Bohaterowie sypią żartami na lewo i prawo, co w przypadku tej historii sprawdza się znakomicie. Nowa produkcja należąca do MCU jest zdecydowanie lżejsza od poprzedniego filmu, przez co konwencja obrana przez Peytona Reeda nie wyczerpuje się i sprawia nam frajdę od pierwszej do ostatniej minuty.

Pomimo tego, że stawka jest nieporównywalnie mniejsza, aniżeli w filmie Avengers: Wojna bez granic, to twórcy i tak potrafią sprawić, że widz zainteresuje się losem superbohaterów. Reed w swoim filmie często porusza wątki rodzinne. Scott Lang stawiany jest w pewnym momencie w bardzo trudnej sytuacji – pomóc ukochanej czy może wrócić do domu, aby móc zobaczyć, jak będzie dorastała jego córka? Relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami są dobrze zarysowane, dzięki czemu wydają się autentyczne pomimo komediowego tonu całości.

Po raz kolejny można usłyszeć zarzuty względem słabych czarnych charakterów. O ile postać grana przez Waltona Gogginsa – gburowatego gangstera o imieniu Sonny Burch – jest wyjęta rodem z programu do tworzenia generycznych złoli, tak Ghost to inna para kaloszy. Przede wszystkim nie można traktować tej postaci, jako klasycznego złoczyńcę. Dla mnie jest to bardziej anty-bohater, który działa mimo wszystko w słusznym celu i kieruje się dobrze uargumentowaną motywacją. Doskonale wiemy z jakiego powodu i po co robi, to co robi. Sam wygląd Ghost również jest bardzo fajny, a jej moce niezwykle pomysłowe.

Ant-Man i Osa traktuje jako film na rozluźnienie po wielkim widowisku, jakim była trzecia część "Avengers". To historia zdecydowanie bardziej "kameralna", jeśli można tak nazwać film za grube miliony należący do kasowej franczyzy. Sympatyczne postacie, potężna dawka poczucia humoru, dobre sceny akcji (aczkolwiek nie tak pomysłowe, jak w przypadku części pierwszej) oraz gwarancja dobrej zabawy. Warto odhaczyć kolejny odcinek serialu Marvela.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie