U Pana Marsa bez zmian 5.0

Philippe zostaje sam z dwójką nastoletnich dzieci. Córka spędza całe dnie na nauce. Syn odkrywa uroki samodzielnego decydowania o życiu. Ojciec nie może nawiązać z nimi porozumienia. Z podobnymi kwestiami zmaga się w pracy. Jego nowy współpracownik to zamknięty w sobie dziwak, który… obcina mu ucho tasakiem. Ta czarna komedia stanie się thrillerem, kiedy oprawca zapuka do drzwi domu Philippe’a, który ukojenie znajduje tylko w sennych lewitacjach w stroju kosmonauty. Jakby tego było mało – wkrótce pojawi się wielka miłość kłopotliwego kolegi z czasów jego pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Nowi przybysze znajdują wspólny język z jego synem i… planują atak na zakład przetwórstwa drobiu…

Recenzje

To film pokazujący w całkowicie szalony i zgrabny sposób do jakiego stanu może doprowadzić człowieka utkiwenie w miejscu. 8

Ale na ziemi za to wiele. Parafrazując tripową książkę, trafiającą do jądra szaleństwa Marka Vonneguta "Eden Express" to obłęd jest zdrową i racjonalną reakcją na chore i irracjonalne społeczeństwo. O tym też w czarnej komedii, wymieszanej z kinem drogi, a nawet z familijną posypką, opowiada bez zachowania zasad BHP Dominik Moll w filmie U Pana Marsa bez zmian.

Historia zaczyna się niewinnie. Nasz bohater to ojciec dwójki dzieci, rozwiedziony z żoną, pracujący w firmie bez większego entuzjazmu, czy zaangażowania. Kolejny w szeregu taśmy produkcyjnej codziennych fantomów życia. Życie bez entuzjazmu ze strony Marsa, urozmaica dołączenie w zepsole do kolegi i pomoc mu w pewnym programie – ich praca jest tak nudna, że reżyser sugeruje nam to, umyślnie unikając dłuższej refleksji na temat ich zajęcia. Jerome to postać, która zdecydowanie nie pasuje do obecnego miejsca pracy. Mars siedzi w krawacie uciskającym mu szyję, a ekcentryczny kolega bez butów konstruuje coś z materiałów biurowych. Naszego bohatera uwiera i uciska nie tylko strój, ale z czasem się okaże, że również monotonia życia. A nośnikiem zmian w nim będzie Jerome, który podczas napadu szału w pracy rzuca tasakiem i niechcący ucina ucho naszemu bohaterowi.

Vincent van Gogh odciął sobie ucho podczas pewnego szaleńczego epizodu. Tutaj jakby utrata ucha, zaczyna dodawać kolorów w życiu naszego bohatera. Jerome niechcący wprowadza się do niego, uciekając ze szpitala psychiatrycznego, a potem pojawia się Chloe, która boi się dotyku, ale została wypuszczona wcześniej z ośrodka i wpada "na chwilę" odwiedzić zakochanego w niej Jarome. Mars paradoskalnie wydaje się być skrajnie dobrym i wyrozumiałmy, co doprowadza do tego że pozwala mieszkać u siebie człowiekowi, który odciął mu ucho. Jednak w tej dobroci jest raczej mnóstwo bezczynności, bierności oraz obojętności, która krzywdzi (na przykład miliony zwierząt – trochę w tym Pokotu). Cały cyrk, którzy przejeżdża przez jego życie, tak naprawdę wiele mu uświadomi. Odbierze spokój, ale wybije z automatyzmu i życia z przyzwyczajenia. Destrukcja jest częsot niezbędna do wprowadzenia nowego porządku. Elementy oniryczne, jak objawianie się martwych rodziców i symobliczne latanie bohatera w skafandrze, gdyż czuł się na ziemi obcym, tworzą doskonały duet z narracją.

U pana Marsa bez zmian, to dzieło bezkompromisowe i szalone, jak jego bohaterowie, ale podejmujące narracyjnie o wiele bardziej przemyślane decyzje, niż jego postaci. Nie pokazuje wycinka dziwności, a z odwagą i brawurą cały przekrój. To doskonała perora na pragamtyzm. Wywraca życie bohatera do góry nogami, ale on sam od dawna stał już na głowie. Bo cóż normalnego jest w wykonaywaniu czynności, których się nie lubi i pracowaniu w miejscu, które nas nudzi.

To gorzka, ale przede wszystkim rymowana z absurdalnym humorem, satyra na prawdziwy absurd, jakim jest tkwienie w czymś z nawyku, a nie z chęci i miłości. Bez dużego ciężaru interpretacyjnego, ale z doskonałą energią, impetem i konkretem. W tym filmowym obłędzie nie ma błędu.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie