Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej 6.7

Film opowiadać będzie historię walki Wisłockiej o wydanie przełomowego dla Polaków poradnika o życiu intymnym tytułowej Sztuki Kochania. Książkę, która sprzedała się w ponad 7 mln egzemplarzy, przez wiele lat czytały kolejne pokolenia z wypiekami na twarzy.

Recenzje

Michalina Wisłocka walczy o wydanie jej książki "Sztuka Kochania" 4
  • 2017-07-04
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Wybierając filmy związane z przedstawieniem biografii wybranej znanej postaci mam żywą nadzieję na poznanie interesującej prawdy o jej życiu, o tym co ją spotkało, co wyjątkowego zrobiła czy też dokonała. Film Sztuka Kochania- Historia Michaliny Wisłockiej zabiera nas w podróż w czasie, do Polski za PRL-u, kiedy podejście do sfery intymności człowieka nie było tak swobodne jak dziś, a osobistości jak główna bohaterka dzisiaj uważane za ekspertów, wtedy postrzegane były bardziej jako ekscentrycy. Dzieło Sadowskiej to niestety nie wykorzystany potencjał, dostajemy sztuczną wydmuszkę, a nie całą prawdę o tej nietuzinkowej kobiecie.

W filmie zostaje nam ukazana sylwetka Michaliny, jej dziwne życie w trójkącie, walka o wydanie jej publikacji na temat sztuki kochania i bitwa o swoje badania naukowe. Z marszu zostajemy zbombardowani scenami z sekwencjami wyuzdanego uprawiania miłości na różne sposoby ( miałkie soft porno)- co po jakimś czasie zaczyna już tylko nużyć i spłyca głębię kreowanej przez Boczarską postaci. Wracając do jej szalonego związku między mężem, a przyjaciółką: tak naprawdę nie wiadomo po co sobie oni tak skomplikowali życie?!, Wisłocka wychodzi tu na irytująco niezdecydowaną kobietę, która nie wie czego konkretnie oczekuje od związku z drugą osobą, która miota się, okłamuje sama siebie i niestety też niewinne niczemu dzieci. Zdecydowanie lepiej tu zostaje zobrazowany motyw jej bitwy i starań o polepszenie świadomości Polaków w temacie uprawiania miłości. To jak chodzenie od Annasza do Kajfasza, odbijanie się od muru niezrozumienia obecnej władzy i ignorancji Kościoła. W końcu nasza bohaterka może zaistnieć w prasie. Z dużą pomocą zaprzyjaźnionych Pań – żon wysoko postawionych mężczyzn, udaje jej się osiągnąć zamierzony cel. Wmieszany jest tu momentami błyskotliwy, pikantny humor. Nie sposób pominąć romansu tej kobiety z byłym marynarzem. Wątek ten również został spłycony tylko do jednego. Najmocniejszym atutem filmu jest gra aktorska Boczarskiej, która zaprezentowała tu cały wachlarz przeróżnych emocji. Dodatkowo scenariusz wypełniony komicznymi i zabawnymi dialogami, oraz muzyka, która nadawała odpowiedniego klimatu temu obrazowi. Niestety na tym plusy tego filmu się kończą. Pominięto parę istotnych faktów z życia Michaliny, choćby jej aborcje, późniejszą depresję, walkę z nią i chęć mówienia i uświadamiania o tym jak istotne jest to aby dziecko pojawiło się w odpowiednim momencie życia człowieka i było chciane. Również z wywiadów z jej córką wyłania się bardziej kochająca matka niżeli jak to zostało ukazane tutaj, wciąż tylko pracoholiczka. W filmie jej relacja z dziećmi została zepchnięta na bardzo odległy tor.

Sztuka Kochania Marii Sadowskiej na wielu polach nie przekonuje prezentowaną fabułą, zbyt mocne skupienie się tylko na jednym aspekcie życia Wisłockiej – nie wypada tu korzystanie. Miałam nadzieję, że to co zostanie tu pokazane pozostanie mi w myślach na długo, iż będą mogła poczynić jakieś inspirujące refleksje. Niestety po obejrzeniu, myślałam tylko o jednym, iż nie chciałabym filmowego ukazania historii swojego życia czy kogoś z rodziny bądź dobrze mi znanego człowieka, kto stałby się sławny na takim poziomie jak w przypadku Sztuka Kochania – Historia Michaliny Wisłockiej. Dzieło to jest do obejrzenia na raz, nie jest to obiektywna biografia tejże postaci, momentami nawet nie przypisałabym tego filmu do takiego gatunku, bo była to bardziej wizja reżyserki – nie mająca czasem za wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Odnoszę wrażenie, że tej Pani lepiej wychodzi śpiewanie niż kręcenie filmów.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Sztuka kochania, to temperamentna historia ale epizodami, bo niestety za często jest nieskupiona i chce powiedzieć wszystko jednocześnie. 6

Odczuwa się deficyt girl power movie w polskim kinie, a już na pewno by była to myśl przewodnia i główne źródło energii produkcji. Czymś takim miała być, powinna być, Sztuka Kochania, bazując na życiorysie Maria Składowskiej-Curie seksu i orgazmów, Michaliny Wisłockiej. Z kultowej postaci i wielkiej historii zrobili film nierówny, który jednak częściej się popisuje, niż wywraca świat do górny nogami – mimo nóg podniesionych w filmie nieraz. Ze Sztuką kochania jest jak z rock and rollową piosenką, ale coverovaną, co czasami uwiera nieznośnie, czasami rozpala. Tutaj tego buchającego ogniska się za dużo nie pilnuje, bo się odbiega w inne strony, przez co często przygasa.

Michalina Wisłocka chce wydać książkę, przewodnik po miłości. Używa różnych określeń, omijając pojęcie gorszącej, czy prowokacyjnej – chociaż na tamte czasy wszechobecnej cenzury i kultury w szponach socjalistycznej narracji, to niebezpieczne dla państwa dzieło – bo nie dość, że jest postulatem bardzo feministycznym, to jeszcze pisze o rzeczach, które w samczych głowach się nie mieszczą. Chociaż i tak większość z nim myśli tym co w spodniach – hipokryzja jest tutaj bardzo ładnie odmalowana. Problemów napotyka o wiele więcej, niż sukcesów, a jej wyzwolona natura i biologiczne wykształcenie nie jest brane na poważnie, kiedy naukowiec chodzi w hippisowskich sukienkach, chustce na głowie i ma mocny temperament.

Michalina Wisłocka to była kobieta wyzwolona seksualnie w głowie, na zewnątrz nie do końca. Przez waginę do serca i umysłów docierała, była ginekologiem i psychologiem, który w swoim gabinecie w ramach oczywiście praktyki lekarskiej włączał jazz. Oczywiście to wszytko jest tutaj obecne w barwnej narracji, tylko w formie niewinnej, popcornowej, "jadą wozy kolorowe" i wszystkie przeszkody które napotykają nie stawiają realnego oporu. Nie chodzi o wierność życiorysowi, a średnie zainteresowanie ciężarem historii, która nie jeden odważnik ze sobą nosiła – w tym jest kobieca siła – a nie tylko w głośnych postulatach słownych głównej bohaterki.

Maria Sadowska stosuje kilka taktyk i strategii kreowania świata i zaczyna się w pewnym momencie powtarzać, zapominając o płynnym przechodzeniu do kolejnych wątków, a raczej niemiłosiernie i niezgrabnie „rąbie je” – nie ma co szukać eufemizmów do niekonsekwencji. Kolejna rozgrywka Wisłocka kontra ktoś tam na zmianę z jej własną historią miłosną – Miśka przestała o niej opowiadać, a zaczęła doświadczać sama do czego nawoływała pacjentki. Właśnie tutaj pojawia się ta najprawdziwsza energia kompatybilna z historią. Spotkanie Jurka to ten rozdział w książce, którego wydać nie chcą, sensualność i rozkosz. A nie przebieranki i odgrywania zamiast grania – taka udana i spójna, na chwilę nie maskarada.

To nie jest tak, że przez historię Michaliny Wisłockiej kreuje nam się w głowie zespół wymagań, które reżyserka musi spełniać. To jest tak, że mimo pięknej serpentyny filmowej, ozdób najróżniejszych, nadpobudliwej narracji pełnej emancypacji, staje w rozkroku z którego nie potrafi się pozbierać – bo chce opowiedzieć szybko wszystko, by nie uszczknąć nic z tak bogatej i bezpruderyjnej historii (samej jednak będąc zbyt pruderyjną), a z drugiej stylizuje to filmowo i jednak niewolnikiem biogramu być nie chce. Oczywiście – są sceny i piosenki, które długo będziemy wspominać i nucić, bo film opowiadany epizodami i poszatkowany, nie wyklucza chwilowych fascynacji, a i rola Magdaleny Boczarskiej i Eryka Lubosa do takich będzie należeć.

Wychodzi film intrygujący i chwilami kopiący prądem, ale zazwyczaj niepoważny i prowadzący do zwarcia z nadmiaru sztucznych świecidełek – główny postulat filmu „atrakcyjny” to nie jest najlepsza strategia. Sztuka kochania to za dużo sztuczek, a za mało jednak miłości.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie