Zabicie świętego jelenia 6.5

Steven jest wybitnym kardiochirurgiem, a jego żona, Anna, szanowaną okulistką. Mają dwójkę dzieci: 14-letnią Kim i 12-letniego Boba. Są zamożni, zdrowi i toczą szczęśliwe, rodzinne życie. Steven przyjaźni się z 16-letnim Martinem, który nie ma ojca i którego niejako przyjął pod swoje skrzydła. Pewnego dnia Steven przedstawia chłopaka swojej rodzinie. Od tego czasu sprawy przybierają nieoczekiwany, katastrofalny w skutkach obrót. Idealny świat zamienia się w chaos. Steven zmuszony zostanie do złożenia szokującej ofiary lub zaryzykowania utraty wszystkiego, co ma. Hipnotyczny thriller z inspiracjami sięgającymi greckiej tragedii.

Recenzje

Zabicie Świętego Jelenia to subtelne, niekrzykliwe kino, które wywołuje u nas dreszcz, niepewność oraz świetnie operując groteską, nawiązuje do mitologii i opowiada o odpowiedzialności i fatum. 9

Yorgos Lanthimos stworzył swój własny rezerwuar narracji, stając się ważnym i charakterystycznym głosem w Greckiej Nowej Fali. W swoim najnowszym eklektycznym i przewrotnym filmie Zabicie Świętego Jelenia, ustawia gdzieś ekscentryzm pomiędzy, najłatwiejszym jednak do przyswojenia, tragicznym Lobsterem, a koktajlem Hanekego, Von Triera, Gus Van Santa z własną autorską kreską z Kła. Jego nowy film to uczta dla zmysłów i dreszczowiec znowu rozprawiający w surowy i specyficzny sposób o wątłości ludzkości. Jest to kino bezlitosne.

Naszym bohaterem jest kardiochirurg Steven, którego odwiedza w szpitalu, z coraz większą częstotliwością, Martin – spokojny chłopak – którego sens obecności będzie będzie nam bardzo długo nieznany, a reżyser zaprowadzi nas kilka razy w ślepe uliczki. Steven żyje w „niebezpiecznie” poukładanym małżeństwie. Rozsądna żona Anna, dwójka zdolnych dzieci, sielanka, która od początku budzi w nas niepokój. Tylko jeszcze nie wiemy dlaczego…

Reżyser doskonale potrafi wywołać atmosferę napięcia w widzu, chociażby niepozornym, rozpędzonym wiatrakiem w pomieszczeniu albo długim korytarzem, czy językiem swoich bohaterów – referują zdania jak roboty, maszyny odtwarzające czynności, na które zostały zaprogramowane. To sztuka – boimy się czegoś, ale jeszcze nie wiem czym jest to „coś”. Najciemniej pod latarnią, jak się okaże.

To film ciężkiego kalibru, bo beznamiętnym językiem i groteskowo opowiada tragedię odpowiedzialności za swoje czyny i unikania za nie kary. To bardzo łatwo mógłby być melodramat, ale reżyser jest bezwzględny wobec bohaterów. Jest zbrodnia, jest i kara. Tylko to nie Roskolnikow, a Steven i ma szwankujące sumienie człowieka współczesnego oraz przekonanie, że „tak się zdarza”. Nie przyznaje się do winy, także nie dostaje rozgrzeszenia. Pokuta mu nie jest zadana, kiedy on przyjmuje pozycje na klęczkach – oko za oko, żadnej religijnej poprawności i wykładu o moralności.

To fatum, którego nasz bohater nie uniknie. Sytuacja beznadziejna. To współczesna grecka tragedia, gdzie pojawiają się jej elementy, z chórem na czele. Mamy postać tragiczną, która wraz ze swoimi działaniami zbliża się do upadku. Pojawia się hybris – kara bogów – a kto jest tym bogiem będzie sporym zaskoczeniem. Steven przekracza swoją dumą miarę, która została mu wyznaczona. Pojawia się też kolejny element greckiej tragedii – Hamartia. Bohater błędnie rozpoznaje sytuacje, co tylko prowadzi do kolejnych węzłów wraz z jego dezorientacją. Ojciec ostatecznie musi złożyć ofiarę w celu przebłagania bogini/boga. Niestety dla rodziny jest przewrotnie, bo Łania, czy w tym przypadku Święty Jeleń, się nie pojawia. Dlatego mitologia u Lanthimosa, która wyrzuca nas ze strefy komfortu, bo ma miejsce w XXI wieku, jest umyślnie połamana i podziurawiona – bo człowiek współczesny nawet wobec takiego wymiaru sprawiedliwości staje oporem, a na dodatek uważa, że żadne prawa go nie obowiązują, jeżeli nie został przyłapany.

Historia jest doskonale opisana, świetnie sparowana z kulturą i piekielnie inteligentnie ewoluuje, od pewnego dyskomfortu widza oglądanego pejzażu (który czujemy że runie), po narrację z twórczości Hieronima Boscha, chociaż wizualnie dalej jest tak samo „spokojnie”. To właśnie konsekwencja artysty buduje w nas potrzebę krzyczenia, za milczącą rzeczywistość. Ryba zaczyna się psuć od głowy – symboliczne sceny są tutaj skromne, ale wymowne. To Steven jest odpowiedzialny za wszelkie następstwa tej greckiej tragedii. Jednak chce on uniknąć odpowiedzialność, mimo że codziennie decyduje o ludzkim życiu, to nagle sytuacja go przerasta. To charakterystyczne dla greckiego twórcy – podglądać ludzi, kiedy są nadzy i bezradni.

Zabicie Świętego Jelenia to utwór trudny, bo gubiący tropy jak na polowaniu, jednak to nasz bohater jest na muszce. Mamy tutaj mitologię zmieszaną ze współczesnością, z takim smakiem, spójnością i logistyką, bez rozrzutności czy bezpośredniości. Zabicie Świętego Jelenia to utrzymywanie przy życiu sztuki, która nawiązując do dalekich tradycji, przenosi się na współczesne warunki, trochę z nią polemizując. Ostatecznie jednak odbiera nam na długą chwilę wiarę w cokolwiek. Wysysa z nas wiarę, ale nie w kino!

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie