Pełnia życia 6.6

Życie Robina było jak marzenie. Przystojny, błyskotliwy, odnoszący sukcesy młody mężczyzna, przykuwający uwagę kobiet, stojący u progu życiowego sukcesu. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko przekreślić może jedna diagnoza brzmiąca jak wyrok: polio. Wyniszczająca choroba przykuwa Robina do szpitalnego łóżka, a w końcu doprowadza do para­liżu. Jak w takiej sytuacji odnaleźć siłę do walki? Gdzie szukać nadziei?

Recenzje

Pełnia życia nie jest w pełni udanym filmem, ale przyzwoitym kinem afirmującym życie, skromnie zrobionym o nieskromnej rewolucji, która wyrosła z miłości do życia i drugiej osoby. 5

Wielka tragedia, przerywająca sielankę i ogród Eden za życia nawadniany miłością oraz szczerością wyznania „oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”? To naprawdę niebezpieczne rejony twórcze. Wielu idąc tą drogą twórczą i zapuszczając się w ten temat, uwikłało się w tanią dramę, nadużywało ckliwości albo robiło nadętą pieśń pochwalną do siły uczucia oraz coachingu w kinie. Pełnia życia w pełni udana nie jest. Jednak film wymanewrowuje i ucieka z tych pułapek, by stworzyć seryjny melodramat. Nie pozostawia schematów daleko w tyle, ale potrafi się z siebie zaśmiać i zachować dystans bez nieznośnej egzaltacji.

Historia, którą oglądamy opiera się na faktach. To ma duże znaczenie dla odbiorcy, bo wzmaga pobudzenie jego wrażliwości i połączenie z historią. A ta opowiada o zakochanych w sobie Robinie i Dianie, którzy pewni swojego uczucia, błyskawicznie biorą ślub. Niejedna kobieta powiedziałaby, że Dianie trafiła na „żyłę złota”. Robin to mężczyzna, który był na wojnie, działa na wielu polach, jest przebojowy, przystojny i wiele kobiet zamieniłoby się z nią miejscami… do momentu.

Robin w bardzo krótkim czasie z buchającego energią młodzieńca, zamienia się w człowieka, który chce umrzeć. Trafia do szpitala i słyszy wyrok – polio. Do małżeństwa Diany z chorym mężem dołączy pompa umożliwiająca mu oddychanie. Resztę życia (czyli według lekarzy niedługi czas) mężczyzna musi spędzić przykuty do łóżka, a jeszcze chwilę temu czarował kobiety, imponował facetom wkoło, żył pełnią życia, jak w tytule. Jednak czarne chmury jego przyszłości, której sobie nie wyobraża rozgoni zdeterminowana Diane, napędzana uczuciem miłości do męża nie pozwoli mu umrzeć i razem sprawią, że polio nie będzie wyrokiem i pożegnaniem ze światem zewnętrznym oraz ratalnym umieraniem, a doprowadzą do rewolucji w traktowaniu pacjentów i myśleniu o chorych.

Oczywiście to film, który puszcza w naszą stronę bańki mydlane i ma na celu przekazywanie prawie samych optymistycznych bodźców – chce być antydepresantem kinowym – nie przymykając oczu na realia. Ich wariacka chęć życia doprowadza do zmian na ogromną skalę, żadne z nich nie żałuje takiej egzystencji, mimo że wyobrażali sobie inną – obrazek spełnia swoją funkcję. To kino do wzruszenia i poruszenia, ale nie kombinuje jakoś specjalnie w tym celu narracją. Oczywiście zawyża swoje noty wprowadzając mruganie okiem, nie będąc takim poprawnym i wykoncypowanym produktem, jak podobny tematycznie film Teoria wszystkiego, gdzie mamy wszystko WIELKIE i oczywiste. Tutaj dramat jest ogromny, ale ograny skromnie, czasami aż za spokojnie, ale z umiejętnością zachowania równowagi, bez bombardowania widza emocjami. Widać w tym brytyjską rękę.

Pełnia życia z jednej strony zyskuje na nieuwznioślaniu i niedekorowaniu każdej sekundy historii nadmiernymi mądrościami z ciasteczek, a z drugiej traci, bo jest jednak dosyć przezroczystym filmem. Rewolucyjne jest to o czym opowiada, ale film sam nie umie być rewolucyjny w narracji ani rozwiązaniach fabularnych. Są momenty naprawdę celne, rozładowujące atmosferę, a potem umiejętnie je zagęszczające. Postać kobieca jest również tutaj wyeksponowana mądrze, nieschowana za parawan. Głośno się opowiada i zwraca uwagę na cichą bohaterkę, która robi naprawdę rzeczy wielkie i nie traktuje tego jako poświęcenie.

Jednak finalnie produkcja nie będzie długo trwała w naszej głowie po wyjściu z sali kinowej. Powstaje przeciętny film o ponadprzeciętnym związku i wydarzeniach mu towarzyszących. Ale jest przyzwoity, przyjemny i unika karykaturalnego dramatyzowania oraz siłowego rozrywania nam serca. Samo zabije, nie z tak wielką perswazją. Przyzwoita afirmacja życia!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie