Piękne dni 5.0

Piękny letni dzień. Ogród. Taras. Kobieta i mężczyzna siedzą przy stoliku pod drzewami, muska ich miękki letni wiatr. W oddali, w rozległej równinie, sylwetka Paryża. Zaczyna się rozmowa: pytania i odpowiedzi między kobietą i mężczyzną. Zajmują się doświadczeniami seksualnymi, dzieciństwem, wspomnieniami, różnicą między mężczyznami a kobietami. Ilustrują zarówno, kobiecy i męski punkt widzenia percepcji.

Recenzje

To kino specyficzne, slow cinema, gdzie nośnikiem zdarzeń jest dialog. Melancholijny obraz, gdzie pozornie nie ma ruchu, jednak dynamika ma miejsce w opowiadanych historiach - literacki film. 7

Wim Wenders to reżyser znany z różnych podróży filmowych – i po świecie i gatunkach filmowych. Tym razem serwuje nam w Piękne dni prawdziwą ucztę przypominającą o dialogu jako nośniku zdarzeń. To film bardzo literacki, nawołujący o uwagę, celebrujący minimalizm, wywołujący maksymalizm naszego spoufalenia się z bohaterami. Teatr dwojga aktorów, którzy nie wiedzą, że są aktorami i inspiracją do czyjejś pracy artystycznej. To też ciekawa refleksja o miejscu pisarza w rzeczywistości i uspokajające, ale nieusypiające kino minimalizmu.

Budowa jest naprawdę prosta, pod wieloma względami – co nie jest żadnym zarzutem – jeżeli ogląda się to czujniej, niż niejeden film w okularach 3D. Dzbanek, jabłko, stolik, ogródek, dwie osoby prowadzące dialog. On mężczyzna, ona kobieta, nie mają imion, ale mają wiele historii. On dużo pyta, ona wiele opowiada. O przeszłości, o miłościach, o relacji kobieta – mężczyzna i ich miejscu w świecie. Spontaniczna filozofia dwojga ludzi. Głębi ich relacji nie znamy. Melancholijny nastrój towarzyszący bohaterom jest obserwowany. Mało tego – jest inspiracją dla znajdującego się w środku domu pisarza. Słucha ich opowiadań i spisuje – to oni tworzą jego historię. Nie jest protokolantem, ale czerpie garściami z ich nostalgicznej aury i słów. Do tego wskakuje nam Nick Cave i wykonuje utwór bardzo adekwatny do okoliczności i powietrza unoszącego się w filmie. To fabuła, której ruch i życie, mimo że sami bohaterowie bardzo dynamiczni nie są, zasadza się w przeszłości. Bez błyskawicznych retrospekcji i innych nowoczesnych zagrań – stoicko i hipnotycznie, ale nie nużąco.

Wim Wenders zbratał się znowu z Peterem Handke i realizuje na ekranie jego sztukę i prócz podglądanej, wręcz intymnej rozmowy dwojga ludzi, wyszło im dzieło w dziele oraz refleksja o miejscu pisarza w świecie. Może slow cinema styl i bardzo delikatna czcionka tego filmu utrudnia wyłapanie tej wartości, ale wychodzi z tego naturalna esencja tworzenia. Pisarz, twórca, traktuje ludzi jako materiał, budulec do swoich historii. Bez podsłuchiwania, nie ma pisania. My obserwujemy to samo, co pisarz, mamy tę samą optykę – skupienie i słuchanie daje plony pod postacią satysfakcji i mądrości. Dla pisarza w formie stukania w klawiaturę, dla widza w filmową. A to wszystko dzięki formie opartej na tradycji kina, które mówi, a nie tylko się mizdrzy i kusi błyskotkami współczesności. Trochę w tym stylistyki z kina Nowej Fali, umaszczenia w trylogii Richarda Linklatera z Julie Delpy i Ethanem Hawke.

Piękne dni, to piękny dzień, ale pełen nie tylko pięknych, ale i poruszających historii, nie zawsze delikatnych i z temperaturą pokojową. To kino kontemplacji, specyficzne, ale mówiące dużo i nie tylko dlatego, że jest tutaj nieustannie prowadzony dialog.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie