Naznaczony: Ostatni klucz 4.7

W nowym filmie z przebojowej serii Naznaczony ponownie spotkamy się z dr Elise Rainier, wybitną parapsyholożką, która zmierzy się z najbardziej osobistą i przerażającą historią w swej karierze – będzie musiała stawić czoła lękowi w swym rodzinnym domu.

Recenzje

Naznaczony to pozycja solidna, jak wszystkie, za kulisami których stoi James Wan. Szkoda tylko, że szwarccharakter i - przede wszystkim - zakończenie pozostawiają wiele do życzenia. 7
  • 2018-02-01
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dobry horror musi mieć to coś – coś, co pomoże mu umknąć prawu Sturgeona, które wśród horrorów zbiera żniwo wyjątkowo obfite. Czwarta odsłona Naznaczonego to coś zdecydowanie posiada – w osobie protagonistki, Elise, znakomicie zagranej przez 74-letnią Lin Shaye.

To na niej skupia się uwaga w Ostatnim kluczu. Poznajemy więc trudne dzieciństwo Elise, okrutnego ojca nierozumiejącego daru córki, tragiczną śmierć matki, młodość w domu pełnym duchów. Młodość, z której bohaterka, jak sama mówi, wyniosła nie wspomnienia, a blizny. Ponura przeszłość nie daje jednak o sobie zapomnieć. Za czerwonymi drzwiami w piwnicy rodzinnego domu czyha zło, któremu przyjdzie stawić czoła.

Bardzo mocnym punktem filmu jest gra między rzeczywistym a nadnaturalnym i związane z nią zwroty akcji. Duch ci to czy nie duch? Czy bezwzględny kat swojej rodziny naprawdę jest ostatnią szumowiną, czy też coś kieruje jego ręką? Więcej zdradzić nie mogę. Nie sugeruję jednak, że Naznaczony jest najodpowiedniejszą pozycją do szukania odpowiedzi na pytanie o istotę zła czy sens przebaczenia, bo podobne dylematy, choć obecne, schodzą tu raczej na plan dalszy. Ba, nawet jeden bohaterów, rozgniótłszy głowę pewnego szubrawca szafą (po raz pierwszy w życiu, jak nam wiadomo), dość szybko przechodzi nad tym do porządku dziennego, choć przez chwilę jest nawet smutny czegoś.

Najnowszy film ze stajni Jamesa Wana nie unika horrorowego grzechu głównego – jump scare’ów, niekiedy dość przewidywalnych. Choć, gwoli sprawiedliwości, trzeba przyznać, że niemal brak tu jump scare’ów fałszywych. Czyli jeśli już orkiestra grzmotnie, możemy być prawie pewni, że na ekranie dzieje się coś, co się filozofom nie śniło.

Problemem jest za to sam szwarccharakter – ponury klucznik, któremu brak oryginalności demonów z poprzednich (zwłaszcza dwóch pierwszych) części serii. Tu poskrada się poklatkowo, tam podzwoni kluczami. Póki nie widzimy go en face, wypada nawet niezgorzej. Kiedy zobaczymy – zdecydowanie zawodzi. Zresztą od momentu konfrontacji zaczyna się równia pochyła, a zakończenie z jego deus ex machina stanowczo rozczarowuje. Znamienne, że na seansie, na którym byłam, rozwiązanie akcji wywołało salwy śmiechu wśród publiczności. Wielka szkoda, bo Ostatni klucz to pozycja solidna, jak wszystkie, za których kulisami stał James Wan, choćby tylko w skromnej roli producenta. Takie też – solidne – siedem punktów na dziesięć daję filmowi w swojej osobistej wyrozumiałej horrorowej skali. Przy czym „wyrozumiała” to w tym przypadku słowo-klucz.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie