Ostatni w Aleppo 8.0

Obraz przedstawiający wolontariuszy Białych Hełmów przeszukujących gruzy zniszczonego 5-letnią wojną Aleppo. Mają nadzieję na odnalezienie żywych osób.

Recenzje

To dokument, który bez emocjonalnego szantażu, podchodzi bardzo blisko poważnego i ważnego tematu, nie pozostawiając nas obojętnymi. 8

Jest jeszcze dokumentalistyka, która nie odrabia wyłącznie lekcji na zadany temat. Kamera obserwująca, intymna, nieperswazyjna, mają na celu zadanie kilku pytań, na które sama nie zna odpowiedzi – bo wie, że obserwuje rzeczywistość spontanicznie. Tak jest z Ostatni w Aleppo, który nie ma na celu swoim dziełem potwierdzanie konkretnej tezy, nie czerpie materiału z cudzej tragedii, a opowiada z empatią, za to bez emocjonalnego szantażu w ogóle o (bez)sensie wojny z bardzo bliska.

Historia tragedii niszczonego z dnia na dzień syryjskiego miasta nie jest żadną panoramą, a zbliża się z kamerą i podąża za kilkoma osobami, należącymi do Białych Hełmów. Są to mieszkańcy, którzy działają jako wolontariusze przeszukujący gruzy zniszczonych budynków. Nie zawsze są niestety ekipą ratunkową, częściej są od przekazywania złych wieści rodzinom. Działają z własnej woli. Wiele ze sobą rozmawiają, mamy z nimi do czynienia poza godzinami pracy, których jest niewiele, ponieważ miasto przestaje przypominać siebie błyskawicznie. Wybuchy, bombardowania i nieustanna walka z reżimem jest widoczna na każdym kolejnym kawałku chodnika a raczej tym, co po nim pozostało. Nie usłyszymy od naszych bohaterów za dużo rozmów o polityce i wystudiowanych przemówień. Raczej będziemy czuli się jakbyśmy siedzieli obok nich, poznamy ich rodziny, obawy, troski i wątpliwości.

Ostatni w Aleppo mimo rozżarzonego tematu, nie onanizuje się bezczelnie tragedią w sposób znany nam z mediów. To bezpośrednia relacja ze środka piekła, do którego nie trafili właściwi ludzie (a powinni ci, którzy im to piekło zgotowali). To nie jest proste filmowe równanie. Porusza nas oczywiście widok zmarłego ciała dziecka, czy bezinteresowna działalność mężczyzn i ryzykowanie życia. Tutaj pada wiele pytań w międzyczasie, nieograniczających się do tego miasta, kiedy nie dostajemy dosyć drastycznych, ale nie wykalkulowanych scen, a pro prostu widoków dla nas niecodziennych, dla nich będących chlebem powszednim.

Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz… ale czy warto wraz ze swoim miastem? To tylko budynki i miejsce zameldowania? Czy warto umierać za nie i z nim? Czym jest patriotyzm w XXI wieku, legendą i mitem, czy realną postawą? Wielu bohaterów zostaje, wiedzą że są mrówkami, nie robią przewrotu. Ryzykują życie swoje i swoich rodzin, gdyż nie chodzi o szlachetne oddanie ojczyźnie i potrzebę tytułu bohaterskiego oraz zdobycia odznaczeń, a ludzki akt przywiązania do swoich i chęć pomocy. Ich ziemia się rozpada, ale jest ich ziemią, a innej obiecanej brakuje. Każda będzie niczyją, co widać po chęci przyjmowania uchodźców – o której tylko wspominają – nie ma tutaj pretensji, czy żalu do kogokolwiek innego, niż do odpowiedzialnego za niszczenie ich kraju.

Padają subtelnie, zza rogu, pytania o ojczyznę, która już jej nie przypomina, ale jej serce dalej bije i to ich powstrzymuje, bo uderza w tym samym rytmie co ich. Te wszystkie refleksje krążą wśród kul i nad głowami i hałasu bomb wybuchających w okolicy, świdrując czaszkę widza i na pewno zostając w niej na długo.

Ostatni w Aleppo to miejmy nadzieję, nieostatni taki wyważony dokument, który nie infantylizuje tragedii, która trwa po napisach końcowych. To co widzimy w dokumencie, dzieje się teraz – kiedy piszę tę recenzję. Ten film nie każe i bez nacisku, ale zbliża naszą twarz wobec problemu, który na co dzień nas nie dotyczy bezpośrednio. Gmera w naszej strefie komfortu, zwiększa świadomość. Jednak stając w doskonałym narracyjnie miejscu – pomiędzy rolą edukacyjną, a rozpaczliwym i ekstatycznym tonem dramatycznym. Sugeruje, nie zmusza. Wychodzi poza historię, o której mówi. Dywaguje o wojnie – po prostu ona nie ma różnych odcieni – chyba że czerń występuje w kilku zabarwieniach.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie