Podwójny kochanek 7.0

Młoda, wrażliwa Chloé (Marine Vacth) zakochuje się w Paulu (Jérémie Renier), swoim terapeucie. Kobieta nie ma przed nim tajemnic, a z czasem zafascynowany nią mężczyzna również całkowicie się odsłania, przekraczając granice swojej profesji. Kilka miesięcy później, gdy mieszkają już razem, Chloé zaczyna podejrzewać, że jej kochanek coś przed nią zataja. Poznając kolejne fantazje erotyczne Paula, zaczyna odkrywać coraz mroczniejsze wymiary zarówno jego, jak i swojej seksualności.

Recenzje

Ozone robi supełki gatunkowe, bawi się kinem, bawi się z widzem, ale to niebezpieczna zabawa, nie pełna niewinności, a psychoanalizy. 8

Nafaszerować widowisko filmowe inspiracjami, lawirować między kilkoma gatunkami, nie wysłać na wakacje ani nie umniejszyć głównemu wątkowi: problemowi psychicznemu, to sztuka – nie sztuczka. W znanym nam, nasyconym stylu, Francois Ozon wraca do pytań o niebezpieczne związki, nasze ukryte żądze, ale tak naprawdę Podwójny kochanek to film o podwójnej osobowości, o podwójnej rzeczywistości, tej widzianej oczami osoby mającej problem psychiczny. Ozon z podniesionym ciśnieniem, bez oszczędzania, ładuje działo i manipulując widzem tworzy też opowiadanie o manipulacji drugim człowiekiem przez swój własny umysł, który może być pułapką.

Tym razem główna bohaterka zmaga się z nieustannymi bólami brzucha. Lekarka sugeruje, że mogą być to objawy, które pochodzą z miejsca wyżej w jej ciele – z mózgu. Być może to sygnał psychosomatyczny z powodu jakieś niewyjaśnionych problemów, jak potwór w Dziecku Rosemary rosnący w jej brzuchu. Chloe idzie do psychologa, z którym szybko przejdzie na Ty. Paul jest jednym z tych terapeutów co mało mówią, a o wiele więcej słuchają pacjenta. Okazuje się, że to właśnie naszej bohaterce pomaga. Opowiada ona o braku miłości ze strony matki, byciu niechcianą. Potem została modelką, bo pragnęła, by ludzie na nią patrzyli i się zachwycali, ale za bardzo nie zbliżali – wybieg jest idealny do takiego unikania życia z kimś blisko i naprawdę. Było kilka romansów, potem to zostawiła, bóle się nasiliły i teraz szuka nowego zajęcia.

Po kilku tygodniach terapii znajduje pracę w muzeum. O ironio, w miejscu, w którym pełni zupełnie odwrotną funkcję do tej, jaką wykonywała występując w pokazach. Ludzie patrzą na eksponaty wkoło, na nią nikt. Ewidentną potrzebę uwagi, o której zabieganiu i wręcz uzależnieniu mówi jej przeszłość, rekompensuje na spotkaniach z Paulem. Brzuch przestał boleć, bohaterka się o to boi, bo chce być słaba, by ktoś taki jak on ją obronił i był silny. Okazuje się, że Paul chce zakończyć spotkania, bo poczuł coś, co nigdy wcześniej i nie mogą dalej kontynuować terapii… więc zaczynają związek.

I tu reżyser zastawia na nas zasieki i bałamucąc symyluje kolejny, romantyczny dramat psychologa zakochującego się w swojej pacjentce. Tam jednak, gdzie się filmy kończą, u Ozona dopiero "odlatują" z linii startu i możemy zrozumieć to słowo na kilka sposobów. Za chwilę jednak historia nabiera takiego zrywu, że w towarzystwie inspiracji Żuławskim, Polańskim, thrillerem nabuzowanym erotyką (jednak nie tą z nastrojem love story), odrobioną lekcją z psychologii, utopijna wizja naprawionej Chloe, to tylko cisza przed prawdziwą burzą. Narracja jest zbudowana tak, że współuczestniczymy z bohaterką w postępowaniu jej choroby. Nikt nam nie opowiada o jej stanach, my ich doświadczamy – jej zmysłami – oczami. Sami popadając w nastrój psychodelii, gęstego mroku, niepewności, odczuwamy dezorientacje. Granica między prawdziwym, a zmyślonym zacierana jest przez reżysera umiejętnie i zgrabnie, ale nie tylko podkreśla wielkie akrobatyczne umiejętności tworzenia narracji przez Ozona różnymi językami, bez skutków niezrozumiałego hałasu. Udaje mu się dzięki temu doprowadzić do sytuacji, że gdy bohaterka tonie, my nie stoimy na brzegu i się przyglądamy – idziemy na dno razem z nią. Oniryzm, "groteska i absurd", słowa których używa jeden z bohaterów to właśnie budulce filmu.

Ozon chwilami przesadza bawiąc się analogiami, podpowiedziami, wodzeniem nas za nos, nawet wprowadzeniem nastroju „rozwiążmy zagadkę”, ale udaje się mu rzecz najważniejsza dla autentyzmu historii, a nie zabawy w kinowego Iluzjonistę – zamknąć nas w głowie Chloe, co powoduje klaustrofobiczny nastrój i sprawia, że film jest nieprzewidywalny – a większość jego surrealistycznej natury uzasadniona.

Przy takiej ilości zabawy konwencjami filmowymi, można krzyknąć, czego tutaj nie ma dla filmofila i często się odpowiada: fabuły! Ta jednak jest na szczęście, pełna intensywności, chwilami drepcząca na graniczy campu. Jednak autor nie przeszarżował, a pokazał nam wszystkie odloty Ozona – a przede wszystkim mądrą, lecz ryzykownie opowiadaną, historię o szaleństwie. Opowieść o bezradności często psychologii i manipulowaniu nią. Dobry psycholog nigdy nie mówi zdania: wyleczę cię. Człowiek bezradny, popadający w otchłań, wkraczający coraz głębiej w obłęd, uwierzy we wszystko, co podpowie mu ktoś inny – z zewnątrz lub wewnątrz głowy.

To miks nastroju Odmiennych stanów świadomości z Odmiennymi stanami moralności. To wchodzenie bardzo głęboko w ciało i umysł człowieka, z obawą odczuwalną po obu stronach ekranu. Nie ma potworów, są tylko ludzie. Chociaż Ozon jest sam potwornie nadpobudliwym twórcą i dlatego nam zaproponował szaleństwo – całodobowe – nie tylko nocne. Nie ma w tym jednak tylko zabawy, a strach i dużo psychoanalizy.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie