To przychodzi po zmroku 7.7

Paul zrobi wszystko, żeby ochronić swoją rodzinę przed nadciągającym tajemniczym wirusem. Na całym świecie nie ma dla nich bezpiecznego miejsca, oprócz opuszczonego domku w środku lasu. Żyją według surowych zasad, chcąc przetrwać najgorsze. Sytuacja komplikuje się, gdy do chatki trafia kolejna rodzina poszukująca schronienia... Jak daleko można się posunąć, by ocalić najbliższych?

Recenzje

Pewna rodzina stara się przetrwać w czasach nieznanej zarazy 8
  • 2017-07-19
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Osoba, która lubi oglądać horrory niekoniecznie tylko i wyłącznie pragnie odczuwać strach i grozę. Taki typ kina może zaserwować nam filmową ucztę wzbogaconą o takie smakołyki jak wyśmienite aktorstwo, ciekawą fabułę i historię, które mogą w złożony sposób prezentować psychikę ludzką oraz reakcję ludzkości w obliczu konkretnego zagrożenia

To także spojrzenie w lustro, w odbiciu którego dostrzegamy swoje lęki, obawy, jak również czasami przerażającą prawdę o naturze ludzkiej. Od jakiegoś czasu pisze się o tym, iż horror jako gatunek nie ma już nic interesującego do zaoferowania. Nie mogę się z tym zgodzić, niedawno w kinach można było obejrzeć Raw - krwiste danie podane w wersji hardcore. Jeszcze wcześniej Babadook czy Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii pozwalały nam odczuwać strach i oddziaływały na naszą wyobraźnię. Teraz nadszedł czas na horror To przychodzi po zmroku, który straszy tym co nieznane, niezdefiniowane, nieuniknione.

Nie wiemy dokładnie gdzie dzieje się akcja ani jaka zaraza dziesiątkuje ludzi. Mamy przed oczami trzyosobową rodzinę, która po prostu stara się przetrwać. Wszystkie zdarzenia obserwujemy z perspektywy nastolatka, którego życie nie rozpieszcza. Najpierw na jego oczach zostaje zabity jego dziadek,potem ginie jego ulubiony pies, na końcu musi się zmierzyć z okropnymi myślami czy jest zarażony chorobą czy nie. Dodatkowo do jego domu wprowadza się nowa familia. Chcemy wierzyć, że za tą pomocą nieznajomym kryją się tylko dobre intencje, a nie chłodna kalkulacja. Nikt nikomu nie ufa, a drobne kłamstwo jednej ze stron tylko umocni i tak już napięte relacje domowników pewnego domku w głuszy leśnej. Cały czas zastanawiamy się co się dalej wydarzy, kto jest zarażony, kto będzie miał pecha i zginie. Najmocniejszym atutem filmu jest ciągłe utrzymywanie w widzu umiejętnie budowanego napięcia i niepewności, które co krok potęgowane są sennymi koszmarami Travisa. Ciekawie prowadzona gra światłem i cieniem zanurza nas w ten klaustrofobiczny klimat z pogranicza jawy i złego snu. Do końca mamy nadzieję, że obu rodzinom uda się utrzymać sielankę, a Travis w końcu zaśnie spokojnym snem. Niestety wystarczy jedno zrządzenie losu, jedna zapalna iskra, by bańka mydlana pękła, a na wierzch wyszły skrywane głęboko najgorsze instynkty natury ludzkiej.

Każda z postaci nosi w sobie znamiona jakieś wewnętrznej tragedii. Paul grany przez Joel Edgerton w przeszłości nauczyciel historii, musiał "zamienić się" w nieco socjopatycznego łowcę, który jednocześnie chce aby jego rodzina przeżyła zarazę. Sarah ( Carmen Ejogo ) cierpi po stracie ojca i martwi się o psychikę swojego syna, który już wiele przeszedł. Travis ( Kelvin Harrison Jr. to tak jak wspomniałam - targany różnymi emocjami, przeżyciami i lękami młody chłopak. Młode małżeństwo Will ( Christopher Abbott i Kim ( Riley Keough ) - cały czas boją się o zdrowie i życie ich synka. Najlepiej z nich wszystkich zaprezentował się Edgerton, który pokazał całą paletę emocji, kreując postać człowieka załamanego całą sytuacją w której się znalazł, wiele razy robi dobrą minę do złej gry. Scenariusz tego obrazu czasem szokuje, przeraża,na pewno pozwala wciągnąć się w przedstawianą historię.

To przychodzi po zmroku to horror w którym największym potworem okazuje się natura ludzi, chęć przetrwania kosztem innych istnień, to zezwierzęcenie w kwestii moralności i sumienia, które zagłuszone zostają przez proste instynkty. To horror, który oddziałuje na naszą psychikę, stopniowo podając nam na tacy nasze przerażające wizje (odnośnie nas jako ludzi) czające się w odmętach podświadomości. Możemy poczynić refleksję: jak byśmy się zachowali w obliczu takiego zagrożenia? Czy potrafilibyśmy okazać komuś człowieczeństwo i miłosierdzie w tak skrajnych warunkach?. Koniec filmu jest jak koszmar z którego chcemy szybko się wybudzić, lecz czy możliwym jest wybudzić się z beznadziei swojej egzystencji?!.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
To horror, którego ambicje na odcięcie się od swoich nieudanych kolegów tego gatunku widać z kosmosu, ale brakuje scenariusza do doskonałego pomysłu i klimatu. 5

Horror to gatunek coraz mniej brany na poważnie w kinematografii, często nawet już niekwalifikowany jako kino, które winno posiadać walory artystyczne, nie tylko straszyć widza. Wystraszyć to może poziom horrorów produkowanych ostatnimi czasy. Nie licząc kilku wyskoków, to jednak skonwencjonalizowana, ślepa uliczka. To przychodzi po zmroku miało ogromne ambicje na horror minimalistyczny, bez całego schodzenia do piwnicy, antycypowania reakcjami przez bohaterów tego co nadejdzie i potworów z zewnątrz. W skupionej formie niestety nie realizuje się, bo kończy się niedotrzymanym słowem, obietnicami i wielokropkami nie do namysłu, a ewidentnie wynikającymi z braku pomysłu…

Wyjaśnienie oglądanej teraźniejszości jest bardzo ekspresowe, a jednocześnie niesamowicie fragmentarycznie i dowiadujemy się tylko szczątków historii, w której tkwią nasi bohaterowie. Wiemy, że Paul wraz z żoną i synem chowają się przed jakąś zarazą szczelnie pozamykani w domu na odludziu. W pierwszych scenach widzimy jak żegnają dziadka, którego dosięgnął prawdopodobnie jakiś wirus. W ich mieszkaniu pojawia się tajemniczy nieznajomy i niczym w filmie Borgman będzie polemizował swoją rolą z powiedzeniem Gość w dom… Bóg w dom. Will chce ich okraść, przekonany że nikogo tu nie ma. Potem jednak opowiada swoją historię Paulowi i wprowadza się do ich domu wraz z żoną i dzieckiem. Rodziny dzielą się pożywieniem, wodą i spędzają razem czas, cały czas będąc czujnymi.

Miał byś suspens, ale ten nie znajduje ujścia i uzasadnienia. To wygląda jak kolejny film o zarazie w ciemnych okolicznościach, bo wtedy jest straszniej, tylko z powycinanymi wtórnymi fragmentami z wielu znanych nam fabuł. Wszystko byłoby aromatyczne i świeże, gdyby nie to, że na miejsce tych wyeliminowanych kalk narracyjnych, reżyser nie wkłada nic.

Wszystko odbywa się w błyskawicznym tempie, a jednocześnie ta minimalistyczna, obiecująca forma, jak gdyby w stylu Sundance, zaczyna nużyć. Oglądamy trailer, który trwa 1 godz i 37 min. Próbują się tutaj wychylać zgrabne pytania o to, jak czuje się człowiek decydujący o życiu drugiego, jak musi grać w ruletkę żywymi, ale brak głębi psychologicznej bohaterów oraz ciekawy pomysł nie ma ciągłości i wychodzi filmowa mimoza.

Widać z kosmosu chęć twórców na wprowadzenie strachu biorącego się z człowieka, a nie z istoty pozaziemskiej oraz z niewiedzy. Są też obecne ogromne ambicje byśmy czuli dezorientacje, jak nasi bohaterowie. Nawet za dnia mamy czuć się, jakbyśmy tkwili w ciemności, bo nic nie wiemy. Jednak to zadanie „uzupełnij puste pola” zaczyna po pewnym czasie drażnić, a ta metoda w żaden sposób nie daje widzowi spełnienia.

To przychodzi po zmroku, nie przychodzi w ogóle, nawet jak jest ciemno. Pewnie właśnie o to chodziło, o napięcie oczekiwania, jednak z racji braku działania, zamienia się w rozleniwienie i rozprężenie dzieła, które jest bardzo spójne estetycznie w swojej surowości i w warstwie wizualnej nie można mu nic zarzucić.

Może pojawić się satysfakcja zobaczenia po seansie czegoś, wyróżniającego się od tego, co spotykamy regularnie w dystrybucji, tylko wcale ta zmiana, to nie udana odmiana. Ta postapokaliptyczna wizja świata, gdzie jest obecne jakieś zło, nie znamy jego kształtów, ogranicza się do dwóch rodzin, jednego domu, ale też do zera pomysłów co dalej z tym obiecującym opowiadaniem zrobić.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie