Wszyscy moi mężczyźni 6.4

Po rozstaniu z mężem, Alice (Witherspoon) wraz z córkami opuszcza Nowy Jork. W Los Angeles wraca do rodzinnego domu, znajduje pracę oraz szkołę dla dzieci. I tylko sprawy sercowe odkłada gdzieś na bok. Wszystko zmienia się, gdy w dniu urodzin poznaje trzech uroczych facetów, którzy - podobnie jako ona - przybyli do LA w pogoni za marzeniami. Cała trójka pozostaje bez dachu nad głową i Alice, wbrew rozsądkowi, pozwala im zamieszkać u siebie. Tak rozpoczyna się pasmo damsko-męskich komplikacji, które z czasem przekształcają się w coś o wiele więcej. To jednak nie koniec wrażeń. Prawdziwe emocje zaczną się, gdy do drzwi Alice zapuka jej dawny mąż... Czy dla miłości warto rozpoczynać wszystko od nowa?

Recenzje

Przyjemne, urocze, niezobowiązuje kino, potykające się chwilami o stereotypy, ale wygrywające szczerością i krzepiącą siłą. 5

Jest coś takiego, jak kino lekkie, niezobowiązujące, które nie jest od razu synonimem kina, od którego trzeba trzymać mózg z daleka. Po prostu nie trzeba go tak często używać, a film może sprawić przyjemność. Tak jest w przypadku Wszyscy moi mężczyźni, gdzie gatunkowo Nancy Meyers zawsze się stara nie robić kolejnej komedii z taśmy produkcyjnej, niczym nieróżniącej się od dziesięciu wcześniej i później pojawiających się na rynku. Znowu jej się udaje. Tak jak film nie ma żadnych walorów artystycznych i znamion sięgania gdzieś dalej, tak jest krzepiącą i niegłupią historią o konsekwencjach popadania w stereotypizacje płci oraz przypomnieniem, że we dwójkę jednak zawsze raźniej… a czemu by nie we trójkę!

Naszą bohaterką jest Alice. Jest z mężem w separacji, więc wyjeżdża do rodzinnego Los Angeles z córkami. Obecnie ma etap poszukiwania pracy, „teoretycznej” rozsypki, jednak jest w niej wiele twardo stąpającej po ziemi kobiety, entuzjazmu wobec przyszłości i dla widza wręcz kwitnie w tej kryzysowej sytuacji, bo idzie jej doskonale! Nadchodzą jej urodziny, które ma zamiar świętować, odstawiając wszystkie swoje codzienne zachowania i zrobić sobie „powrót do przeszłości”. Oczywiście koleżanki chcą jej wcisnąć jakiegoś chłopaka podczas celebracji, jednak Alice nie uważa, że jej szczęście jest od tego zależne. Jednak impreza doprowadza do sytuacji, w której w jej mieszkaniu nagle na dłuższą chwilę znajdzie się trzech młodych mężczyzn. Teddy, George oraz Harry, to trójka chłopaków, którzy raczkują w przemyśle filmowym, ale są dosyć nieugięci w swojej wizji i szukają producenta filmu. Okazuje się, że nocują u córki znanego reżysera, a ona (a właściwie jej mama) pozwala im na czas, kiedy są biedni, ale zdolni, zamieszkać w domku na ich podwórku. Alice próbuje zachować zdrowy rozsądek, jednak wydaje się, że ta decyzja nie ma z tym nic wspólnego…

I nagle nie następują hiper przewidywalny ciąg historyjek, gdzie Alice sobie nie radzi z życiem, a chłopcy jej pomagają, a jej świat zostaje wywrócony do góry nogami. Raczej z dziwnej sytuacji i przypadku przechodzą wszyscy do przyjaźni, a film nie jest płciowo stronniczy. Jednak reżyserka też nie robi trudnych plecionek filmowych. Wiadomo, że pojawi się były mąż i wątek miłosny, które zakłócą urocze sceny, kiedy Teddy bawi się z dziewczynkami, a George pomaga jednej z nich napisać sztukę i pokonać strach przed wystąpieniem publicznym.

Nie udaje się twórczyni uniknąć schematów, jednak nie spowoduje w nas ten film zażenowania, a raczej trochę śmiechu, a już na pewno sporo uśmiechu – bo pokazuje jakie korzyści płyną ze stadnego życia i jak człowiek tego naprawdę potrzebuje. Proponuje też bardzo wyluzowane podejście do pojęcia rodzina w podstawowym rozumieniu i jego przestarzałego, często niedziałającego, kształtu. Jest ładnie, trochę pudru i „nieważnych” problemików, ale to kino nie planuje być ostrym działem socjologicznym czy zaangażowanym społecznie.

Dlatego Wszyscy Moi Mężczyźni celuje w serducho, nie do końca w głowę, jest krzepiące, a nie filozofujące. A wiemy, że kobieta od Holiday i To Skomplikowane wie, jak robić feel good movie, gdzie mniej jest dla filmofila, więcej dla stęsknionego przyjemności, nawet nie do końca mającej szansę na zajście w świecie realnym, widza. Prosto, ale nie prostacko. Słodko, ale nie do zachorowania na cukrzycę.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie