Miłość aż po ślub 6.6

Czasem najlepszym wyjściem jest wyjście za mąż. Juliette (Reem Kherici) zajmuje się organizacją ślubów, ale sama jest zadowoloną z życia singielką. Facetów traktuje dość rozrywkowo i beztrosko korzysta z własnej urody. Szczególnie, że w dzieciństwie była szkolnym "brzydkim kaczątkiem". Wszystko jednak zmienia się, gdy okoliczności zmuszają ją do organizacji wesela Alexii (Julia Piaton), znienawidzonej koleżanki z podstawówki. Co gorsza narzeczonym Alexii okazuje się być Mathias (Nicolas Duvauchelle), uroczy facet, z którym Juliette spędziła niedawno upojną noc. Trzeba być nie lada zawodowcem, by zorganizować szczęście wrednej krowie i mężczyźnie, którego się kocha. Juliette nie może sobie pozwolić na stratę tego zlecenia. Ślub musi się odbyć... ale kto będzie panną młodą, to się jeszcze okaże...

Recenzje

To kino niezobowiązujące, znane nam w swoim układzie, ale też nieszkodliwie opowiadające kolejną historię feel good movie. 5

Jeżeli potrzebujecie rasowej komedii romantycznej, która nie powoduje cukrzycy, ale też nie wywoła żadnego zaskoczenia i zrobi trochę zamieszania na ekranie i spełnia podstawowe potrzeby najczystszej rozrywki w kinie, to doskonałym trafem będzie Miłość aż po ślub. To pełna raz skutecznych, raz mniej, żartów, historia o niepanowaniu nad swoimi uczuciami, zrobiona z energią i urodą, ale przez większość czasu grzecznie siedząca w swoim gatunku. Na szczęście nie tak ulizana, czasami bardzo udolnie roztrzepana.

Juliette to niezależna i silna kobieta, która nie ma zamiaru mieć mężczyzny na stałe, ale o ironio właśnie jej praca temu hołduje – zajmuje się organizacją ślubów. Podczas jednej ze swoich nocnych przygód, balu przebierańców jako Wonder Woman poznaje Supermana – Mathiasa i to bardzo dokładnie… kiedy już są znowu ubrani, daje mu swoją wizytówkę, mimo że ten nie zabiegał ani o jej względy przy barze ani o to co się stało później – to ona sobie go tego wieczoru wybrała. Nie wiedziała jednak, że będzie okazja spędzić z nim jeszcze wiele momentów, jednak nie takich jakie sobie wyobrażała.

Alexia – dziewczyna Mathiasa – na drugi dzień w jego ubraniu znajduje tę wizytówkę i scena zazdrości jednak zamienia się w skrajność – ta jest przekonana że zepsuła niespodziankę zaręczyn. Wynika to z tego, że Juliette dała mu swój numer telefonu na służbowej kartce – czyli oferującej organizacje ślubów. Mathias brnie w to i przytakuje ukochanej. Bardzo długo jest pewny swojej miłości do niej i odczytuje to jako znak. Potem trafiają do Julietty, no i jak się wszyscy domyślamy rozpoczyna się cyrk, a pewność Mathiasa, co do narzeczonej, zaczyna słabnąć. Julietta ma zorganizować ślub mężczyzny, z którym się przespała, a żeby było jeszcze bardziej dziwacznie i wariacko, to Alexia jest jej „koleżanką” sprzed lat, a przynajmniej tak obie to nazywają. Naprawdę nasza bohaterka była prześladowana, wyzywana od grubasek, a w domu było biednie, samotna mama inwestowała najwięcej w alkohol.

Oczywiście wszelkie wątki unikania poważnego zobowiązania z powodu traum z dzieciństwa – brak ojca, buduje brak zaufania do jakiegokolwiek mężczyzny w przyszłości, czy z drugiej strony – walka o bycie kimś więcej niż żoną i matką, zostają podane jako przekąski, które giną pod naporem głównego dania – czyli komediowego i romantycznego charakteru filmu – niewymagającego.

Film nie wpada w żadne pretensjonalne tarapaty, po prostu się nie wychyla i nie posiada większych ambicji. Jest zadowolony z tego, czym jest, a i zadowolony będzie ten kto feel good movie z pazurkiem poszukuje.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Trudno nie odnieść wrażenia, że Miłość aż po ślub to półtoragodzinny przegląd reklam, na siłę zszytych prostą historią. Ale czy to właśnie nie przez tą prostotę odbiorcy pokochali komedie romantyczne? 5
  • 2017-07-05
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Piękne ciała, piękne wnętrza, brudne myśli. W romantycznej komedii Reema Kherici wszystko jest modne, wzbudzające zachwyt wśród współczesnego, komercyjnego społeczeństwa. Nic dziwnego, że twórcy, znający skryte myśli każdego konsumenta, idealnie parodiują jego cechy i słabostki. Próżność wylewa się z każdej kieszeni i szuflady, tłumiąc wiarygodność ukazanych uczuć, a sama fabuła, choć całkiem zabawna, stanowi pretekst do wprowadzenia kolejnych marek znanych firm.

W przepastnej, konsumpcyjnej kamasutrze głównych bohaterów (ale też twórców) nie pojawia się tylko jedno słowo - „skromność”. I choć Kherici portretuje postacie Miłości aż po ślub z olbrzymim dystansem i ironią, nie sposób odmówić mu niesmacznej hipokryzji. Charakterologia bohaterów utkana w bardzo obrazowy sposób, akcesoria, ubrania oraz lokacje, pojawiające się w ich otoczeniu, faktycznie godzą w ich wydumane ego. Z drugiej jednak strony poszczególne sceny czy całe sekwencje stanowią tylko pretekst do wprowadzenia lokowanego produktu. W efekcie Miłość aż po ślub staje się wizualnym magazynem mody. Niestety, nieco przeterminowanym – film swoją światową premierę miał już w kwietniu bieżącego roku.

Na szczęście zaszufladkowanie produkcji Kherici'ego w gatunku komedii romantycznej odbyło się bez większych uproszczeń czy przekłamań. Faktycznie, to zabawna komedia, w dodatku romantyczna – tradycyjnie, w bardzo plastikowym i powierzchownym traktowaniu relacji interpersonalnych. Podejrzewam jednak, że nikt, wybierając się na film zatytułowany Miłość aż po ślub (brawa dla polskiej dystrybucji) nie spodziewa się szczególnie wysublimowanego melodramatu. Trudno nie kibicować Juliette i Mathiasowi w ich wspólnej, wyboistej drodze na ślubny kobierzec – są sympatyczni i całkiem prości, jak na właścicieli tak drogich zegarków.

Niestety, twórcy, aby umotywować Juliettę w walce o serce swoje fajtłapowatego i mało stanowczego amanta, wprowadzają wątek wczesnej młodości głównej bohaterki. Retrospektywność nie sprawdza się tu dobrze – ma pogłębić psychologię postaci, a poprzez scenopisarską nieudolność popada w aż nazbyt przyziemny banał. Toporność wizualnych metafor, jak spotkanie się młodej i dorosłej Juliette'y, to cios wymierzony w samo serce ambitniejszego kina psychologicznego.

Miłość aż po ślub świetnie portretuje pokolenie 30 i 40-latków, zagubionych w życiu uczuciom, skupionym na materialności otaczającej ich rzeczywistości. Film wygrywa też na polu wymagań komedii romantycznej – sekwencja imprezy, otwierająca francuską produkcję, w której Juliette'a ma ubrany kostium Wonder Woman, a Mathiast strój Supermana to rewelacyjna metafora, diagnozująca wymagania gatunkowe wobec swoich postaci. Fabuła stanowi tu największy problem, a widz szybko czuje się, jakby w pośpiechu wertował katalog Vogue'a. Trudno nie odnieść wrażenia, że Miłość aż po ślub to półtoragodzinny przegląd reklam, na siłę zszytych prostą historią. Ale czy to właśnie nie przez tą prostotę odbiorcy pokochali komedie romantyczne?

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie