Hikari 5.0

Recenzje

To kolejna historia o poznawaniu się dwojga zakochanych, pochodzących ze sprzecznych środowisk. 5
  • 2017-07-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

O ile naiwny sentymentalizm wykreowany w Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli faktycznie skutkował owocnym wzruszeniem wśród bardziej wrażliwych uczestników seansu, tak kolejny film Naomi Kawase to zwykły, nieangażujący banał – nużący, nawet na ułamek sekundy nie drażniący się z kanalikami łzowymi swoich odbiorców. Twórczyni po raz kolejny sięga po (melo)dramatyczne klisze, by jeszcze bardziej podkreślić tragizm opowiadanej historii. W Blasku ckliwym asem staje się postać niewidomego fotografa oraz zakochanej w nim Misako, zajmującej się profesjonalną audiodeskrypcją.

Choć Blask nie należy do najcięższej wagi kina zaangażowanego, jego fabuła męczy percepcję odbiorcy – może to przez nieudolne epatowanie czynnikiem łzotwórczym, a może przez naiwną obserwację ludzkich zachowań. Na szczęście postać niewidomego Masaya nie staje się wyłącznie głównym składnikiem tragicznej wymowy produkcji, jak miało to miejsce przy okazji Gwiazd naszych wina. To kolejna historia o poznawaniu się dwojga zakochanych, pochodzących ze sprzecznych środowisk.

Film zdaje się być niespójny już na poziomie dwóch płaszczyzn fabularnych – podczas gdy pierwsza połowa Blasku przedstawia próby stworzenia idealnej audiodeskrypcji przez Misako, tak pozostała część produkcji to klasyczny melodramat z każdą jego wadą i zaletą. Blask nie wkracza na terytoria zgubnego harlekina, z drugiej jednak strony reżyserce nie udaje się ukryć naiwności produkcji pod emocjonalną kołderką z płatków róż i sztucznych emocji. Naomi Kawase balansowała na cienkiej granicy kiczu i bajkowości już w poprzednim widowisku, Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli – tym razem nie udało jej się zachować wymaganej równowagi. I choć cała konstrukcja nie runęła w przepaść, trudno jest wyjść z projekcji w pełni zachwyconym.

Kinematograficzna innowacja wiąże się w Blasku z motywem przedstawienia pracy głównej bohaterki. Audiodeskrypcja polega na dostosowaniu języka kina, do oralnej formy opisującej zdarzenia na ekranie. Efekt końcowy odczytany zostaje obecnym na danym seansie osobom niewidomym. Aby wywołać skrajne emocje wśród swoich słuchaczy, Misako musi zrozumieć najpierw punkt widzenia osoby niewidomej – poznać jej odczucia i percepcję. Naomi Kawase nie wikła się w filmoznawcze spekulacje nad istotą adaptacji dwóch mediów. Technologiczny świat niewidomych – zaprezentowany niemal z dokumentalną precyzją – ma na celu łączyć dwa autonomiczne środowiska. Stopniowe zbliżenie Misako i Masaya opisane zostaje w barwnych zdjęciach, rozświetlonych przez promienie słońca. Tytułowy blask nie tyczy się tyleż obrazu widzianego (czy bardziej odczuwanego) przez bohaterów produkcji, co łez wzruszenia, pojawiających się w ich oczach.

Powierzchowność fabuły wynika tu z braku wymaganego rozwinięcia postaci – gdy bohater/bohaterka rozpoczyna zwierzać się ze swojej przeszłości, szybko okazuje się, że jego charakterologia wyrosła na klasycznym kinematograficznym schemacie. Naomi Kawase tylko sprytnie i mało umiejętnie uformowała ją i dostosowała do potrzeb Blasku. Prócz tego motywowi audiodeskypcji brakuje poetyckiego pazura w wyszukiwaniu odpowiednich słów, opisujących rzeczywistość przedstawioną w filmie. Nie sprawdza się nawet fabularny sentymentalizm związany z postacią zmarłego ojca. To kolejna nuta, nie współgrająca z uwerturą, mająca wnieść wyłącznie tragiczny półton.

_Bajkowy realizm_ – to dobre sformułowanie, opisujące filmowe clue produkcji Naomi Kawase. Szkoda tylko, że Blask jest tak powierzchowny i mało wyrównany. Film rozpoczyna się od „dramatyzmu”, a kończy na „melo” - brak w nim odpowiedniego wyśrodkowania. Z drugiej strony tak karkołomne wykreowanie świata przedstawionego tylko męczy percepcję odbiorcy. Widz jest szczęśliwy właściwe z jednego powodu – poznał nowy kinematograficzny zabieg, zwany audiodeskrypcją.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie