Księżyc Jowisza

Aryan zostaje postrzelony podczas nielegalnego przekraczania granicy. Trafia do obozu o zaostrzonym rygorze, gdzie odkrywa w sobie nadprzyrodzone moce. Kiedy opiekujący się nim cyniczny lekarz dowiaduje się, że chłopak potrafi lewitować, pomaga mu w ucieczce. Jest przekonany, że na cudownych zdolnościach przybysza znikąd, którego wiele osób bierze za anioła, można zbić fortunę.

Recenzje

Niestety ryzykant łączenia gatunków w kinie, tym razem poszedł za daleko. Jest czytelny, pompatyczny, wszystkie jego przewidywalne zabiegi i niezgrabna fabuła są widoczne z tytułowego Jowisza. 4

Zabawa różnymi substancjami, które nie wiemy jak na siebie zareagują, to albo szaleństwo, albo oznaka geniuszu. Węgierski reżyser Kornel Mundruczo przyzwyczaił nas do chodzenia na dużej wysokości po linie gatunków. Tak jak w Biały Bóg nie przekrzywił się na żadną ze stron, odnosząc sukces totalny, przez co mógłby wykładać przedmiot „jak ryzykować skutecznie w kinie”, tak w przypadku Księżyca Jowisza znowu spaceruje, ale spada w przepaść. Wywraca się nie dlatego, że tak jak na plakacie wykręca naszą strefę komfortu do góry nogami. On po prostu spadł na głowę, a na dole przywitał go kicz. Z tylu gatunków i inspiracji, wyszedł gatunek trudny do zniesienia swoją rozproszoną narracją.

Wiodącym tematem jest wątek uchodźców – nieprzypadkowo. Nasz główny bohater, Aryan nielegalnie ucieka z kraju ogarniętego wojną, ale zostaje w trakcie ucieczki postrzelony. Trafia do obozu dla uchodźców, który naprawdę bardzo realistycznie i naturalistycznie, z zacięciem paradokumentalnym i socjologicznym, pokazuje wartościowanie istoty ludzkiej. Aryan tam właśnie, podczas leczenia, uświadomi sobie, że ma wyjątkowy dar – potrafi latać. Doktor, który się nim zajmuje, na początku nieprzejęty, podręcznikowo narysowany jako postać niewierząca, cyniczna i będąca na krawędzi, zaczyna w tym węszyć interes. Pod pretekstem pomocy Aryanowi, chce zrobić z niego niemalże atrakcje turystyczną i stworzyć z człowieka żywą reklamę cudu, za którego "show" trzeba zapłacić.

Księżyc Jowisza to nie jest żadna inna planeta filmowa, chociaż bardzo chce nią być. Zostajemy na ziemi. Mimo, że bohater unosi się nad nią, to reżyser wcale nie umie być tak samo nieskrępowany, a wręcz przeciwnie – narracja, którą buduje i sposób są toporne. Oczywiście wybrańcem z niecodziennymi zdolnościami jest uchodźca. Dosyć bezpośrednio odczytujemy, ile nas kosztuje ignorancja uciekających przed śmiercią z własnego kraju. Ludzi odseparowanych od społeczeństwa, tułających się, obśmiewanych i niezrozumiałych – jak Jezus. Tutaj zaczyna się też bardzo prostacka lawina nawiązań do religii, motywu wybrańca, symboliki z Biblii, która nie pozostawia wątpliwości i też przestrzeni do naszego działania w filmie własnym umysłem. Reżyser jest prostym demagogiem, który łatwo prowokuje skojarzenia, łącząc sacrum z profanum, zastanawiając się głośno nad ludzkim odrzuceniem i strachem przed wszystkim co inne – czyli jakby się zachowali ludzie, gdyby Jezus pojawił się ponownie, mimo że tak wielu z nich przecież o jego powtórne przybycie się modli. A może właśnie nim jest Aryan, ale przy bezpośredniej konfrontacji bezpieczna wiara i „związek na odległość", nie dają sobie rady. Niestety nijak się to wszystko klei z kamerą, która jest tak niesubtelna, a chwilami wygląda, jakby opowiadała historię o superbohaterze.

Oczywiście najintensywniejszym przykładem tego zepsucia, wykorzystywania wyjątkowości naszego bohatera, jak małpy w cyrku, dziwoląga w klatce, jest doktor. Skonstruowany, jak cały film, metodami rozumianymi i czytelnymi z kosmosu, nawet z tego tytułowego Jowisza. Niewierzący, od "szkiełka i oka", z pokiereszowanym kręgosłupem moralnym i wątpliwą przeszłością, przejdzie, w pewnym momencie czytelną i oczywistą od początku przemianę.

Księżyc Jowisza to film straconych szans. Temat uchodźców połączony z obecnością istoty z niezwykłymi zdolnościami, jest doskonałym testem na wszystkie wielkie słowa o empatii i akceptacji, które padają z ludzkich ust. Film też tu i teraz, bez przygotowania, robi wejściówkę dla ludzkiego miłosierdzia, czy istnieje w praktyce. Gdzieś ta refleksja, poprzez gatunkowy zawrót głowy, ginie. Intencje jednak nie tworzą kiną, ale są ważną składową do pracowania nad jego powstaniem. A te nie jest nawet proste, a prostackie i nieznośnie emfatyczne.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie