Katie Says Goodbye 2016

Reżyseria
Scenariusz

Obsada

Uzupełnij obsadę dla tego filmu

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Dramat

Szczegóły

Wytwórnia
Parallell Cinéma
Relic Pictures
Kraj produkcji
USA, Francja
Czas trwania
88 minut

Recenzje

Roberts chciał wyśmiać, ale i ostrzec, po drodze coś nie wyszło i popadł w banał – to smutna historia wielu filmowców zza wielkiej wody. 3
  • 2017-06-07
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Każdy, kto zarzuca rodzimej Trędowatej nadmiar tragizmu, z pewnością powinien udać się na seans Katie Says Goodbye. To kolejny tytuł na przepastnej liście produkcji grzmiących o american dream (nightmare), a że o wyobrażeniu USA jako krainy miodem i mlekiem płynącej powiedziano już w zasadzie wszystko, Wayne Roberts zachłystuje się tylko popłuczynami po największych dziełach tej tematyki.

Od Stroszka po najnowsze American Honey – każdy aspekt Katie Says Goodbye, zaczerpnięty z innej produkcji, zostaje napompowany do niebotycznie dużych rozmiarów, a gdy cała konstrukcja już pęka pod nadmiarem irracjonalnych i patetycznych wątków, robi więcej huku niż pożytku. To kinowy debiut Wayne'a Robertsa, jednak reżyser i scenarzysta musi się jeszcze sporo nauczyć. O ile pierwsza połowa filmu stanowi przyjemny pastisz kina melodramatycznego (czy bardziej teenage love story), tak jego rozwinięcie wypada wprost koszmarnie, stając się najczystszą formą potwornego kiczu.

Amerykańska prowincja, przyczepa mieszkalna, w której kilkadziesiąt lat temu mógł zostać ulokowany niejaki Bruno Stroszek oraz nastoletnia prostytutka, Katie (Olivia Cooke). Tak zarysowane elementy fabuły przyzwyczaiły widzów do stałych tarć na polu wzajemnych krzyżówek, jednak dramatyzm filmu Robertsa idzie jeszcze dalej. Sam strzał w kolano nastąpił już w chwili poznania tytułowej bohaterki. Naiwna, małomiasteczkowa Katie nie mówi „goodbye” - znacznie częściej krzyczy bowiem podczas seksualnych uniesień. Twórcy za wszelką cenę starają się usprawiedliwić jej czyny jako młodzieńcze wybryki, a pieniądze z prostytucji mają posłużyć jej do spełnienia marzeń o wyjeździe do San Francisco oraz pomocy równie patologicznej matce. Katie rzuca frazesami z prędkością karabinu maszynowego (naturalnie jest to celowy, udany zabieg), mimo to wciąż wypada wiarygodniej od reszty postaci z jej otoczenia. Oto na przykład jeden z klientów nastolatki, tirowiec Bear (Jim Belushi), pełni rolę dobrego wujka służącego dobrą radą. Dziewczyna poszukuje prawdziwej miłości, która w jej życiu skierowana jest znacznie bardziej w stronę profanum niż sacrum. I choć problem Katie jest wiarygodny, już sam różowy uniform, który ubiera w pracy zwiastuje niepoważne podejście do tematu – początkowo wydaje się ono celowe, później gwarantuje scenopisarską klapę.

Wydaje się, że reżyser nie wiedział za bardzo w którym kierunku podążyć ze swoją historią. Niby infantylna prostytutka, a widz musi ją polubić i jej współczuć. Niby dramat, ale czy melo-, czy też bardziej skupiający się na społecznym kontekście problemu. Katie robi źle, ale nikt zbytnio nie przejmuje się tym – minuty mijają, każda postać powtarza swoją kwestię, klepsydra się obraca, a akcja nie posuwa się do przodu. Finalna wersja wypada równie nierealnie, co większość komedii romantycznych. Bo Roberts zamiast garściami czerpać z produkcji przesadzonych i sprytnie ogrywać je w filmie (tak też robi przez pierwsze 20 minut) woli uderzyć w tony moralizatorskie i sentymentalne; zamiast streszczać – przeciąga; obrazuje to, co powinno zostać opowiedziane.

Jednym z nielicznych udanych aspektów Katie Says Goodbye jest umiejętne ogranie jego konwencji. Formuła filmu współgra z odczuciami tytułowej bohaterki. Cukierkowy start oraz naturalistyczna meta (naturalnie w amerykańskim tego słowa rozumieniu) zgrabnie nadają kształt ukazanym zdarzeniom, choć sama historia męczy, drażni i nudzi, nie potrafiąc w żaden sposób zainteresować odbiorcy.

Roberts chciał wyśmiać, ale i ostrzec, po drodze coś nie wyszło i popadł w banał – to smutna historia wielu filmowców zza wielkiej wody. Twórca udowodnił, że zna grzeszki małomiasteczkowych mężczyzn i kobiet – każda płeć cierpi tu na pewną słabość, a podniosłe banały wypływają z wielu ust, z główną bohaterką na czele. Za wszystkimi podąża zmora XXI wieku, znana jako frustracja.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Współtworzą