Walc w alejkach 5.5

Christian rozpoczyna pracę jako osoba odpowiedzialna za wykładanie towaru na sklepowe półki i zaczyna poznawać skomplikowane, nieco surrealistyczne zaplecze wielkiego supermarketu. Młody mężczyzna nawiązuje też nowe znajomości, a w jednej z koleżanek z pracy, Marion, nawet się zakochuje. Niestety, wybranka jego serca jest już mężatką, a dodatkowo pewnego dnia idzie na dłuższe zwolnienie lekarskie. Wówczas Christian wpada w emocjonalny dół i niewiele brakuje, by demony jego starego życia znów go dopadły.

Recenzje

O uczuciach między półkami sklepowymi z realizmem magicznym pięknie wygranym i złamanym, nietendencyjnym love story. 8

Posypać brokatem półki sklepowe, zrosić magią surowe hale sklepowe. Taką uroczystość dla codzienności, w której szparkach znajduje się ciepło pokazuje Walc w alejkach. Tą skromnie przedstawioną magią są relacje międzyludzkie, a w półtonach pojawiające się uczucia. Zaplecze supermarketu może naprawdę tętnić życiem.

Christian jest jednym z wielu szeregowych dnia powszedniego. Wykłada towar na półkach sklepowych w potęgującym jego poczucie marazmu i pustki w życiu ogromnym supermarkecie. Im dłużej tam jest, tym więcej doświadcza zaskakujących dla niego, jak i dla widza spotkań. Mikrospołeczność pracowników to prawdziwy przekrój ekscentryków, ludzi doświadczonych życiem. Mamy tutaj wygadanego Bruno, który służy pomocą na wózku widłowym, jak i swoim towarzystwem na papierosie. Jest i Marion, którą poznajemy jako bardzo komunikatywną, żywiołową i ekstrawertyczną osobę. Wie wszystko o produktach w sklepie, ale też wiele o życiu poza nim. Najważniejszą jednak postacią, wyzwaniem i punktem centralnym dla Christiania, ale i całej ekipy jest Marion. Delikatna, krucha pracownica działu słodycze, która jest właśnie tym najsłodszym miejscem w całej chropowatej i przygnębiającej rutynie dla Christiana. Przekornie cała brygada nie wykorzystuje wcale „nowego” , nie pastwi się nad nim, a przyjmuje do teamu i kibicuje jego mini kroczkom wykonanych w stronę tajemniczej Marion.

Reżyser bardzo mądrze i konsekwentnie, bez żadnych niedyskretnych wyskoków pokazuje nam ludzi, którym nigdy nie spojrzymy w oczy, chyba że będziemy chcieli zapytać o jakiś produkt. Większość z nas nie upatrzy sobie w nich atrakcyjnej ferajny, która mogłaby być materiałem na film. Natomiast Thomas Stuber podszedł do kreacji postaci i obrazu z wielkim humanizmem, pokazując siłę ludzkiej komunikacji, która potrafi przyodziać zziębniętego, spragnionego napoić, znaleźć uśmiech tam, gdzie do wyjścia się odlicza. W tej lekko surrealistycznej, baśniowej narracji nie ma wcale wyłącznie bezpiecznych lądowań. Są powoli, ale bez taranowania bohaterów ich poważne dramaty i problemy. Nic nie jest tutaj statyczne,a ewoluuje. Ile emocji krąży i się uciska między półkami.

To nie jest wyłącznie seans realizmu magicznego, a przełamanie też pewnej konwencji love story. Mamy wiele naturalności i wyzwań stojących przed samymi bohaterami. Czerpanie czystej, nieskażonej lękami i obawami przyjemności z obecności drugiego człowieka dla wielu jest wysokim szczytem, więc unik i ucieczkę powoduje strach, a nie ignorancja, poczucie wyższości. To film, który doprowadza do starcia różnych stanów i nastrojów, przez co nasza empatia w stronę bohaterów jest naturalnym odruchem.

Jednak rozwinięciem tej afirmacji pojęcia nadzieja, w warunkach z pewnością niesprzyjających jest wprowadzenie prócz poklepania po ramieniu scen wykoncypowanych, zamkniętych sekwencji, które mają pozwolić nam i bohaterom poczuć, że czasami można umknąć przyciąganiu ziemskiemu.

Walc w alejkach to utwór niepozorny, ale bardzo zgrabnie i z ogromną wrażliwością zrobiony. Nienapastliwie wtrącający refleksję o złożoności człowieka. Pod uniformem skrywa się życie wewnętrzne. Utwór co przystawił ucho, by wysłuchiwać, a nie podsłuchiwać.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie