Recenzje

Odcinek rozpoczyna się ciekawie – w duchu znakomitych "creepy past" z najmroczniejszych czeluści internetu. Niestety, ostatecznie Kult staje się bardzo mierną makabreską z polityczną szopką w tle. 4
  • 2017-11-08
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Czara się przelała. Jesteśmy właśnie świadkami najgorszego sezonu American Horror Story w historii serialu. Twórcza nieudolność przejawia się tu w nieświadomej makabresce, zamieniając konwencję grozy w gargantuicznie przerysowaną wydmuszkę pseudopolityczną z morderczymi klownami i socjopatami w roli głównej. Zdaniem Ryana Murphy'ego sam Szatan głosował na Trumpa, a formuła AHS po raz kolejny jawi się jako horrory i romanse wprost na "tumblrowego walla".

Fobia, obłęd i tajemnicze morderstwa na spokojnym, amerykańskim osiedlu. Twórcy w banalny sposób podchodzą do ludzkich lęków i paranoi, doszukując się ułamka obłędu w każdym bohaterze Kultu. Nad produkcją unosi się duch anarchii rodem z trzeciej odsłony Nocy Oczyszczenia.

Ryan Murphy stara się zdiagnozować amerykańskie społeczeństwo po ubiegłorocznej elekcji. Stany Zjednoczone widziane przez pryzmat ideologicznych indoktrynacji jawią się tutaj jako państwo chaosu i szaleństwa. Po ulicach miota się konserwatywna prawica z transparentami przeciwko homoseksualistom, a w salonie spotkać można uzbrojonego klowna z pentagramem na twarzy.

Twórcy popadają w hipokryzję, ukazując rozpad amerykańskiej ludności. Ich produkcja – jak żadna inna z dotychczasowych tytułów okołopolitycznych – dzieli naród na tych po prawej i tych po lewej, prowadząc do schizm na tle społecznym.

Mrok American Horror Story przeradza się w nieudolną makabreskę. W 3. odcinku widzimy obleśnego onanistę nachodzącego protagonistki w ich własnym domu. Mamy również do czynienia ze skrajnie irracjonalnymi decyzjami bohaterów, wystawiającymi widza na pastwę czasu i dobrego smaku. No właśnie – Kult cierpi na wyjątkowo ograniczoną liczbę wątków oraz brak jakiejkolwiek postaci, której śmiało można byłoby kibicować.

Protagonista sezonu drażni swoim znerwicowaniem i nieporadnością. Antagonista i wierny poplecznik rządów Trumpa pojawia się z kolei niczym kreskówkowy diabełek na prawym ramieniu, a po ulicach osiedla jeździ tajemniczy pojazd, przypominający maszyny Jokera w interpretacji Tima Burtona. Wszystko unurzano w nieznośnym kiczu najtańszych historii grozy.

Odcinek rozpoczyna się ciekawie – w duchu znakomitych "creepy past" z najmroczniejszych czeluści internetu. Niestety, ostatecznie Kult staje się bardzo mierną makabreską z polityczną szopką w tle. Czyżby 7. sezon oznaczał zupełne wyczerpanie formuły serialu?

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie