Krzysiu, gdzie jesteś? 6.7

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Gdy mały Krzyś dorósł i znalazł się na życiowym zakręcie, jego wierni towarzysze dzieciństwa - Kubuś, Prosiaczek, Kłapouchy i Tygrysek – wyruszają ze Stuwiekowego lasu do Londynu, by przypomnieć mu magię dzieciństwa.

Recenzje

Dla starszych film stanowi nostalgiczną podróż w krainę dzieciństwa, młodszych wycisza i bawi w możliwie najmniej szkodliwy sposób. 7
  • 2018-09-04
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Cierpicie na sceptycyzm? Przerost materializmu we współczesnej, konsumpcyjnej i kapitalistycznej rzeczywistości? Walt Disney proponuje Wam powrót do Stumilowego Lasu oraz ponowne spotkanie z Kubusiem Puchatkiem. Krzysiu, gdzie jesteś? przywraca magię dzieciństwa, bawi i wzrusza. Jest jak fotografia z poprzednich wakacji, uwieczniająca bardzo przyjemne chwile – nie sposób przejść obok niego z kamienną twarzą. Prosta fabuła nacechowana zostaje hollywoodzką emocjonalnością, jednak żaden składnik tej eskapistycznej mieszanki ani na moment nie drażni sztucznością. Nawet polski dubbing wypada wyśmienicie – jak nigdy dotąd przy okazji filmu żywego planu.

Amerykańskie koncerny już kilkukrotnie próbowały przenieść bohaterów kultowych wieczorynek z prastarych lasów do miejskiej dżungli, zamieniając czystą i sterylną kreskę rysowników na mierne CGI „Made in China”. Najgorszym znanym przeze mnie przykładem takich praktyk jest duologia Smerfów, choć tegoroczny Piotruś Królik również nie rozpieścił znawców pierwowzoru swoją treścią ani przekazem. Grono malkontentów widowiska znalazło się zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie wciąż istnieje najbardziej ortodoksyjny "fanbase" tytułowego milusińskiego. Nikogo nie powinien zadziwić zatem fakt, że do pierwszych informacji na temat Krzysiu, gdzie jesteś? podszedłem nad wyraz sceptycznie.

Na początku warto pochylić się nad zagadnieniem: dlaczego ikoniczni bohaterowie naszego dzieciństwa tak rzadko otrzymują satysfakcjonujące filmy pełnometrażowe? Odpowiedź wydaje się prosta. Smerfy, Grinch czy szereg innych fantastycznych postaci z najmłodszych lat zostaje mentalnie wysterylizowany przez włodarzy z Hollywoodu. Twórcy konstruują z nich produkt globalny, zrealizowany w uniwersalnym kluczu, który trafi do wszelkich społeczeństw niezależnie od ich stygmatyzacji kulturowych czy religijnych. W ten sposób usunięty zostaje specyficzny rodzaj humoru, cechujący dane dzieło. Znane dotąd postacie zamieniają się w panteon klisz z amerykańskich filmów, a magiczna aura dzieciństwa i nostalgii zostaje bezceremonialnie wtłoczona w jałowy produkt. Jak zatem wygląda sprawa w przypadku Krzysiu, gdzie jesteś?

Odpowiedzialny za film koncern Walta Disneya miał ułatwione zadanie. Jego członkowie w dużej mierze odpowiadają za spopularyzowanie wizerunku Kubusia Puchatka oraz innych mieszkańców Stumilowego Lasu (tudzież Stuwiecznego – w zależności od tłumaczenia). Animacja – powstająca nieprzerwanie od 1966 roku – wiernie odnosi się do literackiego pierwowzoru pióra brytyjskiego pisarza A.A. Milne'a, co w przypadku Walta Disneya nie jest wcale takie oczywiste. Twórcy posiadali zatem ułatwione zadanie, z którego wywiązali się z nawiązką. Kubuś Puchatek, Prosiaczek czy Kłapouchy w niczym nie różnią się od bohaterów znanych z wieczorynek naszego dzieciństwa. Pluszowy miś pozostaje najbardziej urzekającym (choć zupełnie nieświadomym) filozofem popkultury. Osiołek narzeka w najlepsze, a Tygrysek wciąż zachowuje się jak "nafurany" osobnik z zespołem ADHD. Nawet poczucie humoru stoi tutaj na wysokim poziomie, odnosząc się do zabawnych gier słownych oraz celnego slapsticku. Wszystko znajduje się na swoim miejscu. Po seansie Krzysiu, gdzie jesteś? warto docenić umiejętność Milne'a do tworzenia uniwersalnych postaci, które trafiają do widzów niezależnie od wieku czy statusu społecznego, nawet u schyłku apatycznej drugiej dekady XXI wieku.

Twórcy z niesłychaną wrażliwością przedstawiają losy dorosłego Krzysia. Mężczyzna posiada już rodzinę oraz wysokie stanowisko w pracy zawodowej. Niestety, gdzieś pośród szarej codzienności zgubiła się jego bogata wyobraźnia oraz zamiłowanie do eskapizmu. Zastępują ją matematyczne wykresy i liczby, stanowiące zdaniem scenarzystów największe piekło dorosłości. Bohater funkcjonuje w groteskowym świecie, pełnym karykaturalnych osobowości, których nie powstydziłby się Mike Leigh czy Marek Koterski. Wszystko zmienia się, gdy Krzyś spotyka wyimaginowanych przyjaciół z dzieciństwa (paradoksalnie, tutaj przedstawionych jako rzeczywisty element świata przedstawionego, co wydaje się jedynym frasującym motywem w filmie). Widowisko staje się urzekającym traktatem o sile wyobraźni i potrzebie eskapizmu – ucieczki od rzeczywistości w krainę fikcji, marzeń oraz wartościujących złudzeń (czego definitywnym dowodem staje się zakończenie Krzysiu, gdzie jesteś? - wątek wakacji, urlopu).

Przy tym wszystkim twórcy starają się nawoływać najmłodszych do sięgnięcia po zabawki. Dzieci we współczesnych czasach nie potrafią się bawić. Nie jest to wyłącznie moje psioczenie z przepastnej księgi „kiedyś to było”. Wyniki sprzedaży zabawek największych firm maleją z roku na rok. Cyberprzestrzeń stanowi sztuczne przedłużenie wyobraźni najmłodszych – otoczeni czarnymi lustrami rzucają lalki czy żołnierzyki w kąt pokoju. Stają się przy tym gruboskórnymi realistami, jakich wiele w filmie. Sam Krzyś niemal popada w podobne rejony zniesmaczenia, na szczęście z pomocą przychodzi Kubuś oraz inni mieszkańcy Stumilowego Lasu.

Prościutka fabuła pozwala twórcom stworzyć wiarygodny pomost pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Krzysiu, gdzie jesteś? stanowi emocjonalne kino drogi dla dużych i małych, pełne intymnych scen delikatnie drażniących kanaliki łzowe odbiorcy. Widowisko poprowadzone zostaje w klasycznym, hollywoodzkim stylu (niczym tegoroczny Cudowny chłopak), w którym momenty beznadziei ścierają się z urzekającymi dialogami i celnym humorem. Dla starszych film stanowi nostalgiczną podróż w krainę dzieciństwa, młodszych wycisza i bawi w możliwie najmniej szkodliwy sposób. Przy tym wszystkim kreskówkowi bohaterowie z dzieciństwa już dawno nie wyglądali tak dobrze w komputerowej postaci. Pozycja obowiązkowa dla widzów spragnionych szybkiego i mało wymagającego katharsis!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie