Pszczółka Maja: Miodowe igrzyska 3.5

W ulu aż huczy od sensacyjnych wieści! W pszczelej stolicy odbyć się mają Miodowe Igrzyska. Maja marzy, by wziąć w nich udział. Niestety mieszkańcy ula nie zostają na nie zaproszeni. Na domiar złego Cesarzowa żąda oddania połowy miodowych zbiorów na potrzeby sportowców. Królowa gotowa jest się pogodzić z poleceniami przełożonej, ale Maja od dziecka jest buntowniczką. A nic nie złości jej bardziej niż jawna niesprawiedliwość. Wyrusza więc do stolicy, by powiedzieć Cesarzowej, co myśli o niej i jej nakazach. I nawet Guciowi nie uda się jej powstrzymać przed wpakowaniem się w kłopoty. Zuchwałość Mai zostanie ukarana: pszczółka musi wystartować w zawodach, ale jeśli przegra jej ul straci całe zapasy na zimę… Cesarzowa nie podejrzewa nawet na co stać tę małą rozrabiakę i paczkę jej wiernych przyjaciół.

Recenzje

Kontynuacja znakomitego filmu z 2014 roku, niestety już nie tak udana. 6
  • 2018-05-15
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dozwolone do lat 12

Kontynuacja znakomitego filmu z 2014 roku, niestety już nie tak udana.

Zacząć należy od tego, że (podobnie jak w przypadku poprzedniej części) grupą docelową tego obrazu są zdecydowanie młodsze dzieci. Już na starcie film otrzymuje więc 1 punkt na kredyt. W dobie dziecięcych animacji "dla każdego", które w celu zadowolenia dorosłego widza stają się coraz to poważniejsze, dzieci młodsze niż powiedzmy 7 lat mają coraz to mniejszy wybór obrazów do nich skierowanych. Tutaj nie znajdziemy prawie rubasznych dowcipasów skierowanych do dorosłych, tematyki przemijania, śmierci, złoczyńców chcących zniszczyć świat, scen niczym z horroru. Mamy za to słodkie pszczółki startujące w zawodach - a stawką są zbiory miodku. Emocje w sam raz dla przedszkolaka.

I dobrze - takie filmy też są potrzebne. A spracowanym dorosłym też należy się od czasu do czasu półtorej godziny błogiej drzemki. Jednak nawet film dla przedszkolaka można zrobić lepiej lub gorzej. Poprzednia część była świetna, w prościutkiej formie prezentująca zgrabną historię konfliktu pszczół z szerszeniami, która służyła za lekcję tolerancji i pokazywała mechanizm strachu przed odmiennością.

Niestety, dla tego filmu twórcy wybrali wymiotną i zużytą do cna w "dorosłym" kinie formułę komediodramatu sportowego "od zera do bohatera", "sukces wbrew przeciwnościom", bla bla bla... Grupa docelowa oczywiście łyknie i to - jest wesoło, kolorowo i (dla nich) emocjonująco. Jednak dorosłych mających problem z zasypianiem w kinie czeka tym razem poważny test wytrzymałości i ciężka walka z nudą. Rzadkie elementy skierowane do dojrzałego widza (jak np. postać emo-pajęczycy z depresją) są malowane bardzo grubym pędzlem... Broni się właściwie wyłącznie postać karalucha z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, ale nawet tu śmiechu do rozpuku raczej nie oczekujcie.

Niektórzy recenzenci mieszają z błotem stronę wizualną filmu, punktując słabą jakość animacji. Moim zdaniem to przesada - oczywiście, to nie jest Disney ani Pixar, ale jest poprawnie. Wszystko jest ładne, płynne i na swoim miejscu, nawet jeśli bez fajerwerków. Nie uważam, żeby pewna prostota animacji była powodem, aby obniżać ocenę filmu. Bo jeśli tak, to co powiedzieć o animacji w takim "Walcu z Baszirem"? A "Maja" jest przecież skierowana do małych dzieci, więc tym bardziej jakiś olbrzymi artyzm nie jest tu koniecznie niezbędny.

Podsumowując, znajoma siedmioletnia krytyczka filmowa oceniła ten film na 8/10. Ja od siebie daję 4/10. Średnia wypada więc w okolicach szóstki. Pamiętajcie zabrać poduszkę i stopery.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie