Święta w El Camino 6.1

Grupa nieznajomych uwięziona w sklepie monopolowym w Boże Narodzenie podczas próby napadu nawiązuje bliską więź i dzieli się skrywanymi tajemnicami.

Recenzje

Niezabawna komedia świąteczna o wszystkim i o niczym 3
  • 2017-12-09
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Stworzenie dobrego filmu świątecznego to nie lada sztuka. Rozbawić widza jest trudno, a rozbawić i skłonić do refleksji poprzez wykreowanie bożenarodzeniowego klimatu – jeszcze trudniej. Z tego powodu od wielu lat w świątecznych ramówkach goszczą te same tytuły. Nowa pozycja platformy Netflix Święta w El Camino, biorąc pod uwagę przytoczoną definicję, filmem świątecznym nie jest. Czym zatem są?

Zbliża się Boże Narodzenie. W miasteczku El Camino pojawia się Eric, młody mężczyzna poszukujący swojego ojca. Lokalna policja bierze go na celownik, podejrzewając o handel narkotykami. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności przybysz zostaje uznany za przestępcę podejrzewaną o przetrzymywanie zakładników w lokalnym sklepie monopolowym. Nie chcąc nikogo skrzywdzić, Eric musi znaleźć sposób, aby z całej sytuacji wyjść żywym i niewinnym.

W obsadzie filmu Święta w El Camino można znaleźć wiele znanych nazwisk, które lata świetności mają już dawno za sobą i trudno od nich oczekiwać, żeby wznieśli się na szczyt swoich umiejętności, skoro scenariusz nie stara się być w żaden sposób oryginalny. Fabuła, która początkowo zwiastuje lekkie kino klasy B wzorowane na filmach Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza, z czasem okazuje się być próbą psychologizowania płytkich i nieciekawych postaci. Na koniec niemal każdy przechodzi katharsis lub ginie. Tak, krwi tutaj trochę się poleje, ale nie na tyle, aby zadowolić fanów gatunku.

Święta w El Camino nie są filmem dla wielbicieli kina, w którym krew leje się hektolitrami. Nie jest to także pozycja dla osób szukających przejmujących historii. Jest to właściwie produkcja dla nikogo. Nawet umiejscowienie akcji w czasie Bożego Narodzenia nie ma większego sensu, bo gdyby tłem był Sylwester czy Dzień Alkoholu nic by się nie zmieniło i film nadal pozostałby nudny. Ciężko nie odnieść wrażenia, że Święta są tu tylko dodatkiem marketingowym. Scenarzyści mogli pójść śmielej w kino klasy B, ale tego nie zrobili, przez co film, który miał w założeniu bawić, tego nie robi. Gagów i żartów sytuacyjnych jest tyle, co śniegu w słonecznym i upalnym El Camino.

Żaden szanujący swój czas widz nie chciałby spędzać świąt z bohaterami w El Camino. Święta w El Camino ani nie zapewniają rozrywki, ani nie wprowadzają w świąteczny nastrój. Większą frajdę daje oglądanie po raz n-ty oblężenia domu Kevina McCallistera przez dwóch nieporadnych włamywaczy, niż oblężenia sklepu monopolowego w El Camino przez policję.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie