Jutro albo pojutrze 1.0

„Jutro albo pojutrze” powstawał spontanicznie jako czysta rejestracja codzienności zaprzyjaźnionych ze sobą deskorolkarzy, ale efektem jest poruszający zapis procesu ich dorastania. Zack zostaje nieoczekiwanie ojcem, a Keire dostaje pierwszą pracę oraz zmaga się z problemem rasowej tożsamości i śmiercią ojca. Bing prowadzi długie rozmowy z matką, która jako chińska emigrantka po traumatycznym małżeństwie nie może się odnaleźć w amerykańskim społeczeństwie.

Recenzje

Niesamowite prześwietlenie tematu dorosłości, które zaczyna się jako niewinna historia o grupie kumpli ze wspólną pasją, a przechodzi do intymnej opowieści na czterech kołach. 8

Niewinna historia o grupie deskorolkarzy podglądana amatorską kamerą przez jednego z ich załogi? Właśnie w tak niepozorny nastrój próbuje nas wmanewrować na początku dokument Jutro albo pojutrze. Ostatecznie zaczyna ewoluować wraz z życiorysami bohaterów do psychologicznego śledztwa autora i jego kolegów, obnaża się całkowicie. Dokument próbuje poważnie pochylić się nad tematem unikania dorosłości, jak poważne często powody za tym stoją. Z energicznej i sowizdrzalskiej opowieści o fascynacji deskorolką tworzy się smutna dysputa o ucieczce od wchłaniającej, nic dobrego nieobiecującej rzeczywistości, od której trudno jest uciec, niezależnie jak szybko skejt jeździ na swoich czterech kółkach.

Stany Zjednoczone, raczej peryferia determinujące życie tam zamieszkujących – Rickford to nie New York. Tam mieszają nasi trzej bohaterowie, przyjaciele – Zack, Keire i Bing, który bierze w pewnym momencie za kamerę i kręci, jak się spotykają, spędzają czas. Wszyscy wyglądają na chłopców, którzy nie chcą wyskoczyć ze swoich szortów, odstawić desek ani dużej ilości piwa, blantów i wziąć się za „dorosłe” życie, cokolwiek to znaczy. Ten moment jednak zbliża się nieubłaganie i większości z nich powoduje strach. Jednak Bing zanurza się głębiej – to nie tylko obserwacja hedonistycznego pokolenia, niczym w serialu „SKINS”, ale nie aż tak poniewierająca bezpośrednią obserwacją zdeformowanego rozumienia pojęcia odpowiedzialności, jak w filmie „KIDS”.

Bing Liu zastanawia się, operując na własnym, otwartym sercu i swoich przyjaciół, unikających szczerości i niestawiających na autorefleksje w swoim życiu (nie spodziewamy się po nich na początku za wielu przemyśleń), nad powodami tej nieporadności we wchodzeniu w dorosłość i z czym ją się je. Niesamowita autonomia twórcza reżysera wyraża się w tych poszukiwaniach i dłubaniach w pępkach (i pępowinach nieodciętych, niosących ze sobą wylęgarnie konsekwencji) społeczeństwa, które nie nie kocha niedojrzałości, a po prostu było niekochane w dzieciństwie. Autor szukając odpowiedzi, nie traktuje nikogo ulgowo, tylko zauważa, że ta ich ucieczka jest spowodowana tym, jaką dorosłość widzieli, jaką definicję ulepili ich im rodzice (czują się pod butem ich DNA, że sięgnąć mogą tylko DNA). Bardziej od samej dorosłości boją się powtórzenia tej, której doświadczyli. A było w niej mnóstwo brutalności ze strony rodziców, ignorancji, przemocy fizycznej i psychicznej. Wychowywanie się w takim środowisku może albo człowieka przestrzec skutecznie przed kontynuowaniem tego łańcucha niezdrowych relacji, albo wpędzić w ujemną wiarę w siebie, brak gotowości na podjęcie wyzwań przez deficyt atencji w dzieciństwie i braku czucia, że jest się najlepszym na świecie.

Jutro albo pojutrze zaskakuje niesamowicie zaangażowaniem i drylowaniem tematu bez cenzurowania czegokolwiek, niezwrócenia kamery tylko w stronę swojego środowiska, ale z widocznym wysiłkiem psychicznym dotarcia do intymności, czego naprawdę nie spodziewamy się po filmie o grupie wyluzowanych kumpli jeżdżących na deskorolkach – raczej myślimy, że dostaniemy jakieś nagraniach ich trików, a nie tak szczery i bezpośredni wgląd. Doskonały dokument udowadniający, że analizowanie, szperanie nie zabija szczerości, bezpośredniości oraz nie wystudza opowiadania.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie