303. Bitwa o Anglię 6.5

Jest rok 1940. Władze i ludność Wielkiej Brytanii z rosnącym przerażeniem patrzą na inwazję niemieckiej armii na Europę. Rozpoczyna się bitwa o Anglię, w której doskonale wyszkoleni i doświadczeni piloci Luftwaffe zaciekle atakują alianckie samoloty RAFu. Z pomocą przybywają doborowi polscy lotnicy: Jan Zumbach, Witold Urbanowicz, Mirosław Ferić i Witold "Tolo" Łokuciewski. To weterani, którzy pragną walczyć w obronie swojej ojczyzny nawet poza jej granicami. Początkowa nieufność Brytyjczyków musi ustąpić wielkiemu szacunkowi, jakim Anglicy zaczynają darzyć polskich pilotów. Tak powstaje Dywizjon 303 imienia Tadeusza Kościuszki, który okazał się być najskuteczniejszym oddziałem powietrznym w trakcie bitwy o Anglię. Bohaterom przypisuje się zestrzelenie ponad 120 niemieckich samolotów – to wynik, jakiego nie udało się osiągnąć żadnemu innemu powietrznemu dywizjonowi.

Recenzje

To film na wskroś przeciętny, niegodny historii, którą opowiada. 4
  • 2018-08-22
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Sierpień jest dla fana polskiego kina naprawdę przedziwnym miesiącem. Na koniec wakacji otrzymujemy bowiem dwie produkcje, które opowiadają o tym samym fragmencie historii polskiego narodu. Dywizjon 303 – legendarny pododdział lotnictwa myśliwskiego Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii wreszcie doczekał się filmu – i to nie jednego, a dwóch! Pierwszy z nich zatytułowany 303. Bitwa o Anglię zawitał do kin w naszym kraju.

Głównym bohaterem historii jest polski pilot myśliwca Jan Zumbach, który przedostaje się na teren Wielkiej Brytanii i dołącza do grupy polskich pilotów. Brytyjski rząd tworzy specjalny pododdział lotnictwa składający się z rodaków Zumbacha. Grupa, w którą z początku nikt nie wierzył pokazuje, że potrafi latać i odpierać ataki nieprzyjaciela. Polskim bohaterom przypisuje się zestrzelenie ponad 120 niemieckich samolotów – żaden inny dywizjon nie może pochwalić się takim wynikiem.

Prawdziwym crème de la crème filmu o pilotach myśliwców powinny być sceny, w których potężne maszyny wzbijają się w niebo, aby walczyć z napierającym wrogiem. Niestety tak nie jest. W filmie otrzymamy wiele krótkich scenek, gdzie możemy ujrzeć pilotów walczących z nieprzyjacielem. Od dawna wiadomo, że dużo nie zawsze znaczy dobrze. David Blair potraktował sceny batalistyczne, jako przerywniki do melodramatycznych wątków głównych bohaterów. Takich sekwencji jest dużo, ale trwają one maksymalnie minutę. Do tego dochodzą także nienajlepsze efekty specjalne, które momentami wyglądają, jak z gry komputerowej mającej grubo ponad dekadę na karku.

To co jednak najbardziej kuleje w tym wszystkim to montaż. O ile efekty specjalne rodem z początku wieku jestem w stanie przeboleć, tak szarpanego montażu już nie. W niektórych sekwencjach walki ciężko połapać się kto jest kim, kto kogo zestrzelił, no i najważniejsze kto zginął. Taki stan rzeczy sprawia, że trudno nawiązać jakąś więź emocjonalną z bohaterami. Nawet głównym bohaterem.

Zresztą sama historia także nie należy do najlepiej napisanych. Na pierwszy plan wysuwa się Jan Zumbach (w tej roli znany z serialu Gra o tron, Iwan Rheon) i jego romans z postacią graną przez śliczną Stefanie Martini. W zasadzie ta aktorka chyba tylko i wyłącznie po to została zatrudniona. Aby twórcy mogli odhaczyć, jakiś wątek miłosny – no bo wiadomo, wojna i miłość idą ze sobą w parze. Poza wprowadzeniem na ekranie chaosu jest ona całkowicie zbędna. Rozumiem jednak, że scenarzyści musieli w jakiś sposób zagospodarować czas ekranowy.

Sam Iwan Rheon jest w swojej roli niezły, jednak z początku ciężko przyzwyczaić się do dubbingu, który zdecydowano się wprowadzić w Polsce. W tym przypadku była to dobra decyzja – wszak mówimy o koprodukcji brytyjsko-polskiej, więc nie powinno dziwić, ze Anglicy chcieli mieć swojego człowieka w roli głównej. Na szczęście Rheon nie poszedł na łatwiznę i przynajmniej poprawnie rusza ustami, przez co sceny z jego udziałem, gdy mówi po polsku nie wyglądają źle. Rozczarowany jestem natomiast Marcinem Dorocińskim, którego potencjał został całkowicie zmarnowany. Mam wrażenie, że zatrudniono go tylko i wyłącznie po to, aby móc promować film w Polsce właśnie jego nazwiskiem. Było go zdecydowanie za mało.

I chociaż filmowi można zarzucać wiele – głównie pod względem technicznym – tak nie można powiedzieć, że David Blair nie próbował pokazać heroizmu polskich bohaterów. Pokazał Polaków, jako pionków w wielkiej grze rządu brytyjskiego, który po zakończeniu II wojny światowej nie miał nawet odwagi przyznać się, kto tak naprawdę pomógł wygrać Bitwę o Anglię. Na szczęście powstał film taki, jak ten. Jasne, boryka się on z problemami czysto filmowymi, jednak jest potrzebny do niesienia prawdy historycznej. I za to chwała reżyserowi i twórcy.

303. Bitwa o Anglię nie jest filmem tragicznym, czy też nawet słabym. To film na wskroś przeciętny, niegodny historii, którą opowiada. Jednak jest on ważny i potrzebny. Mam dziwne przeczucie, że obraz Davida Blaira i tak będzie tytułem, który wyjdzie zwycięsko z batalii o miano najlepszego filmu o Dywizjonie 303 tego lata. Obym się mylił, ponieważ ci bohaterowie zasługują na zdecydowanie lepsze widowisko kinowe.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie