Nominowany do Oscara Noah Baumbach staje za kamerą filmu, który we wnikliwy i pełen współczucia sposób przedstawia rozpadające się małżeństwo i odważną rodzinę.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Sceny z życia małżeńskiego 2.0. Walka żywiołów w inteligentnym i czułym studium relacji wciągającym nas w sam środek. Historia boleśnie codzienna. 9

To, co ci powiem wyda ci się banalne, ale w sferze uczuć jesteśmy analfabetami. (…) Nasza wiedza o nas samych jest przerażająco mała –Słyszymy od jednego z bohaterów Bergmana w filmie Sceny z życia małżeńskiego. O dorastaniu w świadomość o sobie poprzez zakończenie czegoś, co nie szybko jest obojętne dla archiwum serca opowiada w humanistycznym dramacie bez nadużywania i szantażowania widza emocjami Noah Baumbach w filmie Historia Małżeńska. Doskonale rozłożone akcenty tego inteligentnego i czułego studium wciągają nas w sam środek i bez widowiskowych wybuchów potrafią pokazać eksplozje. Historia boleśnie codzienna.

Historia małżeńska (2019) - Scarlett Johansson

Spotykamy Nicole i Charlie, gdzie tak naprawdę bliżej im do pokazania nam swoich historii post małżeńskich. Mają synka i obydwoje nie chcą go mieszać od początku planowania rozwodu w sytuacje, którą chcą rozwiązać subtelnie i z szacunkiem dla drugiej osoby. Rozwodząc się chcą pamiętać o wartości ich relacji i ważności dla siebie nawzajem i zachować spojrzenie na nią, które jednak już należy do przeszłości. Ta świadomość zacznie przybierać na sile, a sprawa rozwodowa zacznie ewoluować i dążyć w miejsca, w które żadne z nich nie chciało. Prozaiczne historie z ich wspólnego życia staną się nabojami do walki na froncie ich prawników, a oni sami sobie uświadomią, że nie przejdą przez to z takim nastawieniem i wzajemnym szacunkiem, jakie mieli wcześniej. Puls się zmienił, gdyż są tylko ludźmi, ale też dla siebie staną się już nieodwołalnie innymi.

Noah Baumbach świetnie pokazuje złożoność ludzkich emocji w sytuacjach niecodziennych. Te w Historii małżeńskiej mają przeróżne temperatury – od absurdalnych scen przepełnionych poczuciem humoru z rodziną Nicole po erupcje negatywnej energii i wewnętrzne ruchy tektoniczne wydostające się podczas jednej rozmowy, gdzie jeszcze małżonkowie uparci i zżyci pozwalają sobie na ich ujście. Dlatego tak pięknie są tutaj pokazane niewykalkulowane uczucia i ich różnorodność. Noah nie stawia w swoim naturalistycznym i szczerym opowiadaniu nacisku i nie robi zbliżeń na całkowity bajzel i rozkład jaki następuje pomiędzy dwojgiem rozstających się ludzi i przepełnia tylko smutkiem swój obraz, jak w Drodze do szczęścia. Bliżej mu skromnością i intymnością do Blue Valentine, gdyż tam sceną kończącą są dosłownie pokazane, wymowne fajerwerki. Właśnie Noah Baumbach koncentruje się na wyciągnięciu nauki przez bohaterów, zrozumienia siebie, lepszego poznania siebie mimo wszystko. Czołgająca historia, którą przeszli nie musi dążyć w oczywisty sposób, jak w wielu produkcjach i osadzać się na fatalistycznym wydźwięku. U Noaha to nastrój zmieszany – cierpko i gorzko, ale również jest czas na słodko. I nadzieja na owe „słodko” nie odeszła nieodwracalnie. Bohaterowie dowiadują się wiele o swoim egoizmie, zaniedbaniach, niespełnieniu. Jednak to nie jest game over. Dodatkowo jest to wygrane trochę w narracji teatralnego przedstawienia, ale nie chodzi broń Boże o sztuczność, czy sztampowość, a obecność prologu, epilogu i nawiązania do zawodów naszych bohaterów.

Historia małżeńska (2019) - Adam Driver (I)

Historia małżeńska nie jest przyklejona do instytucji małżeństwa i pokazaniu sensowności bądź nie jej istnienia, a jest historią o dwójce najbliższych dla siebie ludzi. Niezależnie od następujących zdarzeń nie skreślą piękna przeszłości i tego ile o sobie wiedzą. Za to ewoluuje ich relacja pomiędzy samymi sobą, o to tu chodzi. Jego bohaterowie dojrzewają, zmieniają się, to clue opowiadania Baumbacha, podobnie jak w innych jego produkcjach. To znowu walka żywiołów. Utożsamiamy się z bohaterami, współodczuwamy, a świetnie przyglądający się ludziom niezależny amerykański reżyser nie popada w skrajności takich opowiadań i bez sztucznego wywołania wzburzeń. Robi to niemalże, jak gdyby bez dubli i „cięcia scen”.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

PolepioneKadry

Czytając recenzję ciągle myślałem o innym filmie. ONA Spike’a Jonze’a. Scarlett gra tam tylko głosem i tak sobie myślę, że obok Toma Hardy’ego jest najlepiej grającym głosem aktorem "na topie". I tak sobie myślę, że dawno nie odebrałem jakiegoś filmu tak różnie przy pierwszym i drugim obejrzeniu. Za pierwszym razem film spłynął po mnie jak po kaczce, a myśli i twierdzenia w nim zawarte przeszły gdzieś obok mnie, niby potrąciły mnie gdzieś w biegu, ale nawet nie zwolniłem dla nich kroku. Ostatnio obejrzałem ONA, kiedy puszczali ją w tv. Wierzcie mi, po raz pierwszy poczułem się oszustem i zdrajcą filmowym, bo jak mogłem nie docenić takiej perełki. Ile ONA mówi… o związkach, pragnieniach, emocjach, uczuciach, potrzebach, nadziejach…. o życiu. Cudowny, absolutnie oryginalny i genialny film. "now we know how to love"

Proszę czekać…