Szczęśliwy Lazzaro 9.0

Tytułowy Lazzaro (Adriano Tardiolo) jest mieszkańcem zapomnianej przez Boga i ludzi sycylijskiej wsi, bezlitośnie eksploatowanej przez baronową Alfonsinę De Lunę (Nicoletta Braschi) i jej ekonoma. Nieznający ironii, występku ani fałszu chłopak jest wcieleniem najszlachetniejszej dobroci, przez wszystkich uznawanej jednak za zwykłą głupotę. Kiedy więc Lazzaro udzieli schronienia znudzonemu synowi arystokratki, ten postanowi dla zabawy wykorzystać naiwność wieśniaka.

Recenzje

Tytuł filmu wydaje się wytrychem – morałem baśni: jak odnaleźć własną duchowość w wielomilionowym społeczeństwie masek oraz paradoksów. 9
  • 2019-04-21
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Włoskie kino wciąż nie potrafi wyzwolić się z kajdan neorealizmu. Czy działa to na jego niekorzyść? Bynajmniej. Zwłaszcza gdy twórcy częstują nas takimi perełkami jak Szczęśliwy Lazzaro. To wrażliwa baśń, łącząca w sobie cechy realizmu magicznego z przewrotną, biblijną przypowieścią. Wszystko skupia się na cudzie metafizyki, ale też na nas samych – widzianych oczami tłumu.

Geniusz najnowszego filmu Alice Rohrwacher polega na jego niebywałej uniwersalności. Reżyserka rozsiewa kody symboliczne, tworząc z nich nowe parabole i skojarzenia. U samych podstaw tej konstrukcji wznosi wrażliwą baśń o chłopcu z zamkniętej kasty, dowodzonej przez grupę intelektualistów z wyższych (jak się do pewnego momentu wydaje) klas społecznych. Życie mija im w sielance, skąpane naturą oraz przepięknymi krajobrazami włoskich obrzeży cywilizacji. Znój pracy ustępuje sielskiej idylli na łonie przyrody, połączonej z bezgraniczną wiernością tradycji. Poznajemy tutaj Lazzaro, który przenika każdą grupę społeczną (starszyznę, wiejskie „kury domowe”, robotników), podążając za swoją intuicją oraz naiwną wiarą w obce sugestie albo nakazy.

Szybko okazuje się, że chłopak może stanowić rodzaj współczesnego proroka. Posiada metafizyczną cząstkę dziecięcej ufności, która uchyla nieba innym. Dar z pogranicza niebios staje się równocześnie przeszkodą w poprawnym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Wzorując się na konwencji Cudu w Mediolanie w reżyserii Vittorio De Siki, scenarzystka konfrontuje szarą rzeczywistość włoskich zaułków z poetycką warstwą „meta”. Stara się doszukać uduchowienia w oczach swoich bohaterów – uduchowienia, które da się osiągnąć wyłącznie poprzez dążenie do bezgranicznego dobra oraz wolności (mentalnej, percepcyjnej i fizycznej). W przypadku Cudu w Mediolanie mały Totò, znaleziony w zagonie kapusty, jest obdarzony łaską czynienia cudów. W ten sposób ratuje swoich przyjaciół z opresji. Następnie sprawia, że ulatują na miotłach do nieba, zostawiając za sobą pałace bogaczy i lepianki żebraków. Alice Rohrwacher odnajduje podobną wartość w tytułowym Lazzaro. Chłopak nieświadomie przybliża metafizykę najprostszym ludziom, mieszkającym – na modłę neorealizmu – w slumsach wielkiego miasta.

Względna prostota Szczęśliwego Lazzaro graniczy z maestrią reżyserskiego fachu Alice Rohrwacher. Jej wrażliwość tka cienką nić, która łączy ze sobą kolejne sceny czy wydarzenia, postacie i zjawiska, niuanse oraz sfery sacrum – ubrane w łachmany, ale oderwane od znojów i problemów doczesności. Czy świętość bije wyłącznie z Lazzaro? A może znajduje się gdzieś ponad ukazanym społeczeństwem, pośród promieni słońca oraz światła. Doskonałe, naturalne oświetlenie Szczęśliwego Lazzaro sfotografowano w wysokim kluczu, co nadaje mu idylliczną mistykę.

Alice Rohrwacher nie daje prostych odpowiedzi, przeplata ludową bajkę o starym wilku z filmowymi konwencjami kina autorskiego. Chociaż snuje motywy władzy totalitarnej oraz demokracji, nie wchodzi w rozległe dywagacje nad każdą ze wskazanych struktur politycznych. Podrzuca delikatne aluzje, zawarte gdzieś na drugim planie. Brata się z emocjonalnym doznaniem audiowizualnym, ukrytym pomiędzy obrazem a słowem. W końcu: dekonspiruje pewne naleciałości wieloletniej tradycji kina autorskiego, wodząc widza za nos. Czasem wydaje się, że drwi z oczekiwań odbiorców, kładąc na wysłużonych i trawestowanych symbolach nowe kody kulturowe.

Szczęśliwy Lazzaro wybrzmiewa jak poezja o prostych ludziach – ich życiu, nadziejach, wierzeniach oraz oczach. Zwłaszcza druga część filmu wyraźnie czerpie estetykę z włoskiego neorealizmu. Oświetlenie przechodzi do niskiego klucza, podkreślając tragedię wiejskiej społeczności, która zmuszona zostaje do przesiedlenia się do współczesnego miasta. Neorealistyczny efekt podbity zostaje rejestracją obrazu wyłącznie na taśmie 16-milimetrowej. Ziarnista struktura zdjęć nadaje klimatu całej magicznej istocie Szczęśliwego Lazzaro. Sam tytuł filmu wydaje się z kolei wytrychem – morałem tej baśni: jak odnaleźć własną duchowość w wielomilionowym społeczeństwie masek oraz paradoksów.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie