Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw 7.1

Dwóch wrogów jednoczy siły, aby zniszczyć szaleńca, który ma dostęp do broni biologicznej i chce ją użyć.

Recenzje

Wybuchowy miszmasz 6

Umiar, granice wyobraźni i prawa rządzące fizyką otaczającego nas świata to pojęcia nieznane reżyserowi Davidowi Leitchowi. O tym jak daleko posunął się w swoim wizjonerstwie może świadczyć różnorodność gatunkowa, o jaką pokusił się twórca. Mamy tu do czynienia z niewiarygodną wręcz mieszanką wysokooktanowego kina akcji w żartobliwym, komediowym tonie z futurystycznym thrillerem szpiegowskim. Wybuchowy mix wydaję się równocześnie mieścić w estetyce typowej dla soap opera. Brzmi niedorzecznie? No cóż… jak w przypadku wszystkich filmowych tasiemców-akcyjniaków, jedni pieją z zachwytu, a inni zaledwie wzruszają ramionami.

Na przestrzeni wielu lat seria przeszła prawdziwą transformację. Próbując przeskoczyć z pierwszej części, która była zaledwie młodzieżowym wydaniem kina samochodowego z delikatną nutą sensacji, a ostatnią jej odsłoną, trzeba byłoby wziąć solidny rozbieg. Równocześnie mało która może poszczycić się tak wielkimi dochodami i niesłabnącym hype’em, o czym świadczą tłumy podczas premiery Hobbs & Shaw.

W sadze "Szybkich i wściekłych" widzieliśmy już niemalże wszystko. Poczynając od fruwających w powietrzu sportowych aut, ścigających łódź podwodną i kaskaderskich wyczynów głównych bohaterów, do których nie posunęliby się nawet greccy herosi, kończąc na pierwszym w serii spin-offie, który wręcz pęka w szwach mieszcząc w sobie tyle niedorzeczności, absurdów i brawurowych pomysłów.

W Hobbs & Shaw kierownicę przejmują równie szybcy i wściekli, i równie łysi, co tym razem nieobecny na wielkim ekranie ich antagonista Vin Diesel. Duet Dwayne Johnson i Jason Statham, znany już z 8 części, nie zawodzi, lecz przyjemnie iskrzy. Wcielając się w byłego członka MI6 i ex-kryminliste Deckarda Shawa oraz agenta CIA, samoańskiego olbrzyma Luke’a Hobbsa połączą swoje siły- dla dobra swych bliskich i całego świata. Podejmą się próby uratowania Hattie, siostry Shawa, w którą wcieliła się zadziorna i charyzmatyczna Vanessa Kirby. Agentka świadomie wstrzyknęła sobie śmiercionośnego, bioinżynieryjnego wirusa, którego rozprzestrzenienie się będzie skutkować apokalipsą. Jej śladem podążać będzie człowiek-cyborg, wynalazek XXI wieku reprezentujący tajną organizację Eteon- Brixton (Idris Elba), który sam siebie określa mianem „Czarnego Superbohatera”.

Wydawałoby się, że jedna produkcja nie pomieści tak dużej ilości testosteronu, gołych pięści i prężących się muskułów, jednakże jakimś cudem udało im się wyważyć męską rywalizację i uzyskać w efekcie kawał niezłej rozrywki, czystej frajdy i wyczuwalnej na ekranie chemii. Początkowo wydaje się, że protagoniści nie znajdą między sobą wspólnego języka, jednak wizja degradacji całej biosfery sprawi, że wszelki niesmak i uraza pójdą w niepamięć. Można by rzec, że rozsądnie dawkowany humor jest jedynym, przekonującym elementem produkcji. Jeśli ktoś lubi dowcip opierający się na trafionej ripoście jego śmiech nie będzie wymuszony, gdyż to właśnie wzajemne dogryzanie sobie pary bohaterów wyznacza komediowy rytm i kreuje warstwę humorystyczną.

Nad okraszoną sarkazmem produkcją unosi się widmo wciąż realnej katastrofy ekologicznej, a całość w tym kontekście wydaję się być przestrogą przed niebezpiecznym postępem technologicznym i uprzywilejowaniu ludzi bogatych. Idee te jednak nie przekrzyczą w tym wypadku zagęszczonych w fabule huków, eksplozji, pościgów i strzelanin, które przecież tak cieszą oczy fanów serii.

Twórca Johnna Wicka i Atomic Blonde tym razem miał tylko przetrzeć szlaki przed planowaną na 2020 rok premierą Szybkich i wściekłych 9, tymczasem spin-off może okazać się świetną okazją do rozpoczęcia samodzielnej, nowej serii w tym samym uniwersum, gdzie główną siłą napędową będzie sprawdzone już trio bohaterów. Również gościnne występy Ryana Reynoldsa i Kevina Harta mają zadatki na kontynuację i rozwinięcie, w tym zabawny polski wątek, który na pewno nie umknął uwadze naszych widzów.

Hobbs & Shaw to rozrywka idealna na lato, więc jeśli szukacie luźnego hollywoodzkiego blockbustera, nawet gdy nie jesteście na bieżąco z tytułową sagą, dostaniecie to czego oczekiwaliście…pod jednym warunkiem- najpierw musicie zmniejszyć obroty swojego mózgu odwrotnie proporcjonalnie do pędzących na ekranie maszyn. Nie odbierzcie tego źle, bo to wciąż kawał niezłej rozrywki!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie