Zbrodnia i kara 6.8

Recenzje

Zbrodnia przeciwko dziełu literackiemu 2
  • 2009-12-17
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Możliwe spoilery Na pewno trudno jest pozbawić życia człowieka. Dla głównego bohatera powieści Fiodora Dostojewskiego znacznie łatwiejszą rzeczą było planowanie zbrodni, niż jej wykonanie. Uważał się za niezwykłego. Tkwił w przekonaniu, że jest silny psychicznie i że nie straci panowania nad sobą. Okazało się jednak inaczej. Zderzył się z rzeczywistością i ucierpiał na tym. Powszechnie wiadome jest więc, że łatwiej jest o czymś mówić, aniżeli zrobić.

Rodia Raskolnikow, były student prawa, żyje w ubóstwie. Jest utrzymywany przez matkę i siostrę. Dla dobra ogółu popełnia morderstwo na starej lichwiarce, Alonie Iwanownie, którą uważa za złą i wykorzystującą ludzi wesz. Zdarzyło się jednak coś, czego nie zaplanował. Lichwiarkę odwiedziła jej siostra Lizawieta, która staje się największą przyczyną jego obłędu. Sędzia śledczy Porfiry od początku jest pewny, że to Raskolnikow zamordował. Jednak nie posiada żadnych dowodów wskazujących na to, poza swoimi własnymi przekonaniami. Postanawia podpuścić go do przyznania się, wciągając go w sieć genialnych intryg.

Joseph Sargent w niezbyt wierny sposób wyreżyserował adaptację Zbrodni i kary. Większość ważnych i interesujących dla czytelnika fragmentów zostało pominiętych. Oglądając miałam wrażenie, że czytam najkrótsze z możliwych streszczeń. Dlatego po raz pierwszy przyznam, że książka bardziej przypadła mi do gustu i to po nią chętniej bym sięgnęła. Poza tym, wiadomo, że reżyser jest Amerykaninem, więc nie potrafił spojrzeć z właściwej strony na życie w Rosji. Czytając książkę wydawało mi się ono bardziej ubogie i przejmujące. Osoby, które nie przeczytały książki przed obejrzeniem, prawdopodobnie wyciągną inne wnioski z fabuły i nie zrozumieją wszystkiego. Obłęd Raskolnikowa był przedstawiony w sposób śmieszny i bez jakiegokolwiek napięcia. Wygląda na to, że Joseph Sargent nie zapoznał się z dziełem Dostojewskiego wystarczająco dobrze.

Aktorstwo jest kolejną przyczyną, dla której Zbrodnia i kara nie powinna zostać zekranizowana. Książka w całkiem inny sposób przedstawia psychologię postaci. Można o wiele więcej się dowiedzieć. Patrick Dempsey wyglądem pasuje do roli Raskolnikowa. Jednak zachowaniem nie dorównuje książkowej postaci. W zły sposób zagrał głównego bohatera. Nie przekonywał ukazując obłęd Raskolnikowa. Poza tym był bardziej beztroski niż w powieści. Fatalnie ukazał złożoną i fascynującą osobowość swojej postaci. Jednym z kluczowych bohaterów jest Porfiry, lub też miał nim być. Stanowczo za mało było go na ekranie. Zbyt mało dialogów z jego strony. Ben Kingsley nie oddał się w pełni swojej postaci. Jest bezbarwny i szybko znika z pamięci. Sonia, grana przez Julie Delpy, również nie zachowywała się jak ta w książce. Miałam nadzieję, że będzie to strachliwa, nieśmiała i małomówna dziewczyna. O ile dobrze pamiętam scenarzyści obdarzyli ją większą ilością dialogów, niż Porfirego i bardziej skupiono się na jej postaci.

Scenariusz zawierał niezbyt inteligentne dialogi, co wydało mi się bardzo dziwne. W końcu scenarzyści mieli idealny wzór do naśladowania, w którym dominują przebiegłe i rozbudowane wymiany słów. Oglądając czułam, że bezmyślnie pomijane są najciekawsze fragmenty. Na pierwszy plan nie wysunięto Raskolnikowa ze swoją chorobą, tylko wątek miłosny. Całkiem miłe dla oka są kostiumy, pomimo że nie są do końca wierne książce. Raskolnikow miał być biedakiem, ubierającym się w podartą, brudną odzież oraz mieszkającym w ciasnym mieszkaniu. Jednak na ekranie nie wyglądał na wiążącego koniec z końcem mężczyznę.

Można powiedzieć, że Amerykanie przerobili Zbrodnie i karę w sielankę, która nie jest warta uwagi. Gdzieś tam w tle jest dramat i trochę kryminału, lecz w tak małych dawkach, że po seansie pozostaje niedosyt. Być może dlatego czułam, że czegoś zapomniałam. Patrząc na obsadę miałam nadzieję, że będzie to udana produkcja. Niestety bardzo często zdarza się, że ekipa filmowa nie potrafi poprawnie zrealizować tematu dzieła literackiego. Film ma bardzo duży potencjał, ale zmarnowany. Adaptację Zbrodni i kary w reżyserii Josepha Sargenta można określić jedynie mianem profanacji.

2 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie