The World Is Yours 6.7

Romain Gavras w swoim drugim filmie, uznanym już za jedno z największych odkryć tegorocznego festiwalu w Cannes, pozwala sobie na brawurę. Cytując "Człowieka z blizną" Briana de Palmy i wizualne rozpasanie "Spring Breakers", reżyser znany dotychczas głównie dzięki niezapomnianym teledyskom do utworów M.I.A. czy Jaya-Z snuje żywiołową opowieść gangsterską. Karim Leklou wciela się tu w rolę drobnego cwaniaczka François, który bardzo nie chce, ale jednak musi znowu zejść na złą drogę. Jego nie do końca uczciwą mamusię gra Isabelle Adjani, na ekranie zobaczymy też Vincenta Cassela, z którym Gavras współpracował już przy debiutanckim "Our Day Will Come" z 2010 roku. Francuski reżyser w "The World Is Yours" udowadnia, że choć przestępstwo nie popłaca, czasem okazuje się wręcz histerycznie zabawne. Jedno jest pewne - Guy Ritchie będzie pewnie zgrzytał zębami z zazdrości.

Recenzje

Francuska komedia nigdy nie rozpieszczała moich receptorów wzrokowych. Tym razem nie jest źle, choć nie zabrakło taniego rasizmu oraz obraźliwego szowinizmu. 5
  • 2018-11-06
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Złote czasy komedii kryminalnej przypadają na lata 90. ubiegłego stulecia, gdy swoje najlepsze filmy realizował Quentin Tarantino i Guy Ritchie. Właśnie do tego drugiej próbują upodobnić się twórcy The World Is Yours. Z jakim skutkiem? Cóż, francuska komedia nigdy nie rozpieszczała moich receptorów wzrokowych. Tym razem nie jest źle, choć nie zabrakło taniego rasizmu oraz obraźliwego szowinizmu.

W latach 90. XX wieku komedia kryminalna utożsamiana była z takimi tytułami jak Pulp Fiction czy Snatch. Przekręt – ewentualnie z wczesnym kinem Roberta Rodrigueza. Wydaje się, że duet Tarantino & Ritchie powiedział już wszystko, co można zawrzeć w humorystycznych historiach o policjantach, gangsterach, drobnych opryszkach i wielkich przegranych. Kolejne postacie, wydarzenia czy całe wątki były później reprodukowane na wiele możliwych sposobów w niekończącej się ilości filmów – specjalistą w tej dziedzinie był m.in. Olaf Lubaszenko, tworzący „kultowe polskie komedie” przełomu dwóch milleniów. Zresztą: w polskim kinie żonglerkę motywami wspomnianych twórców można zauważyć również w Weekendzie reżyserowanym przez Cezarego Pazurę. Dzisiaj konwencja komedii kryminalnej bardziej kojarzy mi się z nieudolnymi próbami łamania schematów oraz postmodernityczną zabawą „męskimi” gatunkami: Amerykanie rzucali w widza Bodyguardem Zawodowcem, Francuzi karmili odbiorcę koszmarnym Taxi 5, a w moim osobistym rankingu filmów ścinających białko w oczach w 2018 roku na pierwszym miejscu plasuje się o-Boże-jakie-to-było-złe Dorwać Gunthera (dodając estetykę paradokumentu do czerstwego dania pozornie humorystycznego, łatwo stworzyć kinematograficzną bombę percepcyjnej zagłady).

Jak przystało na szanującą się komedię kryminalną, także tutaj fabuła rozpięta zostaje na przestrzeni niezliczonej ilości postaci z przestępczego półświatka wchodzących we wzajemne interakcje, knujących własne intrygi oraz nieustannie zdradzających swoich towarzyszy. Osią fabuły – jak zwykle – staje się motyw pieniędzy i narkotyków: ktoś ma, ktoś nie ma, ktoś kradnie, ktoś szuka. Wszyscy myślą o czubku własnego nosa. Podjęte klisze pływają w basenie prostych lokacji (słoneczne hotele w Hiszpanii, rybackie kutry przemytników narkotykowych) i czytelnych karykatur (dowódca gangu jako "nafurany" szczyl, zamiast sexy laski gangstera równie atrakcyjna matka). Z tym wyjątkiem, że w przypadku The World Is Yours głównym wątkiem fabularnym jest podróż ciamajdowatego gangstera Françoisa (Karim Leklou) z łona zaborczej matki (Isabelle Adjani) po cienkiej linie pępowiny aż do zupełnego usamodzielnienia się i funkcjonowania z dala od rodzinnych stygmatyzacji. Po drodze nauczy się, czym jest przyjaźń i (prawdziwa?) miłość.

Zauważyłem, że wszystkie francuskie komedie kilku ostatnich lat mają wspólny problem: zbudowane zostają na jednym żarcie. Oczywiście, podobną analogię można odnieść do całego gatunku, jednak kino żartu i uśmiechu z ojczyzny Napoleona szczególnie choruje na wspomnianą przypadłość. Idąc na Dusigrosza, widz skazany zostaje na półtoragodzinny set dowcipów o gościu z wężem w kieszeni. Agentka specjalnej troski od początku do końca stara się rozbawić kobietą w męskim zawodzie policjanta – ot! komedia o względnej zamianie miejsc osadzonych w patriarchalnej kulturze. W przypadku The World Is Yours na pierwszy plan wysuwa się nieporadność głównego bohatera oraz jego chorobliwe uzależnienie od matki. Jest również drugi dowcip, upchnięty gdzieś na dalszym planie – o gościu, który paranoicznie boi się organizacji rządzących światem (moda na teorie spiskowe związane z Iluminatami ucichła kilka lat temu, a tutaj wydaje się wiecznie żywa). Na szczęście w tym wypadku przeciągnięcie żartu – niczym u Taikiego Waititi – służy fabule na plus. Nie udałoby się tego osiągnąć, gdyby w postać paranoika nie wcielił się Vincent Cassel.

Faktem jest, że w XXI wieku każda drugorzędna komedia kryminalna posiada w sobie kultowego aktora. Niektórzy kończą z pistoletem w tyłku (najgorsza scena z udziałem Bruce'a Willisa w Jak dogryźć mafii), na szczęście Cassel nie zalicza się do nich. Odpowiednio wypośrodkowany dystans nie poniża aktora – nie sprawia, że przy powtórnym seansie Nienawiści albo Nieodwracalnego trudno będzie spojrzeć mu w oczy.

Wątek tajnych organizacji kontrolujących ludzkość jest nieprzypadkowy. Film nawołuje do stania się kowalem własnego losu, skoro „świat leży nam u stóp” - jak wydaje się mówić tytuł. Szkoda zatem, że reżyser nie wziął sprawy w swoje ręce, tylko powyciągał co lepsze kawałki z kina wczesnego Ritchiego i wrzucił je do własnego filmu. Zwiększył tylko skalę żałosności swoich postaci. Świetnie pokazał kicz brytyjskich dresów z wytatuowanymi nazwami ulubionych drużyn piłkarskich na ramionach oraz jaskrawą modę opryszków z francuskich zaułków. Problemem jest gigantyczna dawka rasizmu i szowinizmu, którą raczy nas Romain Gavras. Można podejść „na luzie” do faktu, że żaden z przedstawionych gangów nie posiada białoskórych obywateli Francji – wydaje się to jednak dość stronnicze, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość przedstawionych postaci. Jak Arab to "Allah Akbar", jak Żyd – targowanie, jak kobieta – chytra na kasę, którą załatwi jej chłop, ewentualnie zaproponuje usługę seksualną za wygórowaną stawkę. Szkoda, że właśnie w ten sposób twórcy budują humor produkcji. Nie mówię o poziomie szaletowej ksenofobii, którą nakarmił nas Philippe de Chauveron w Czym chata bogata, uważam jednak że podobne tytuły ustanawiają pewne stygmatyzacje społeczne i szkodliwe stereotypy.

The World Is Yours posiada kilka celnych dowcipów. Fabuła sprawnie klei się ze sobą, zwłaszcza w ostatnich sekwencjach, gdy wszystkie przedstawione postacie wchodzą we wzajemną interakcje, chcąc osiągnąć jeden cel. Również tempo narracji oraz dynamiczny montaż nie budzą większych zastrzeżeń. Problemem jest ksenofobia i szowinizm (bo jak widać danie w mordę podstarzałej Azjatce może być śmieszne) – z bólem przyznam w takim razie, że większość rodzimej widowni będzie śmiała się do łez.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Ryzykownie Gavras pogrywa, ale wygrywa - absurdalna komedia gangsterska. Niegłupia, ale o głupich ludziach. 7

Absurdalne, irracjonalne, Guy Ritchie podobny nastrój wytwarza u siebie… Jakie hasło wpisać w krzyżówce? The World Is Yours. Mamy do czynienia z komedią gangsterską, gdzie wiele momentów jest na granicy kiczu, czy przejaskrawienia, ale Romain Gavras ryzykownie pogrywa i wygrywa. Jazda, podczas której kierowca osiąga ogromną prędkość i nie patrzy na znaki, ale czasami zatrzymuje się na światłach.

Poznajemy Francoisa, jednego z najnormalniejszych i najbardziej zrównoważonych bohaterów jakich spotkamy w tym filmowym lunaparku. Jest on dilerem działającym na małą skalę. Jednak podejmuje decyzje zmiany swojego życia. Chciałby zająć się biznesem, ku zdziwieniu ludzi go otaczających – legalnym. Jego matka zamiast uściskać syna, węszy co się za tym naprawdę kryje, gdyż sama nigdy nie żyła i nie planuje w porozumieniu z prawem. Kiedy się okazuje, że nie ma już żadnych oszczędności wiele lat trzymanych dla niego (ah te kasyna!), właśnie w tym momencie potrzebnych Francoisowi do rozkręcenia pomysłu, musi on wstąpić do świata, w którym jego rodzinka ma samych znajomych i dokonać przekrętu, by uzyskać szybko dużą ilość pieniędzy w krótkim czasie. Cyrk przyjechał!

Zlecenie ma wykonać wśród prawdziwych osobliwości – z byłą dziewczyną oraz uduchowionym, bardzo wrażliwym na swój sposób i ekscentrycznym, starym wyjadaczem w branży Henrym. Pomagają mu oni w przechwyceniu towaru. Już pierwsza scena nam sugeruje jak prześmiewczy wobec światka mafii, macho menów i podziemia będzie reżyser. Doskonale udaje mu się pogrywać z konwenansami i klasycznymi zagraniami przypisanymi gatunkowi gangsterskiego kina, podmieniać przewidywalne sceny na kompletnie osobliwe i zmieniać bieg torów w ostatniej chwili, a lokomotywa daje cały czas parę i wcale się nie wykoleja. On – najnormalniejszy, ma najgorzej w tym poprzekręcanym świecie, bo kompletnie zbędnie bierze pod uwagę konsekwencje i jest zbyt pragmatyczny. Henry to fantastycznie, przekornie napisana postać – z jednej strony człowiek, który nie myśli za długo póki wyciągnie broń, z drugiej ogląda na youtube filmy związane z illuminati i jest zatroskany o losy wszechświata. Do tego kociołka oryginalnych postaci dorzucamy niewątpliwie jego matkę. Kobieta chytra, przenikliwa, mająca swoje słabości, ale jej działanie na ekranie ma więcej brawury i jest pokazane z większą temperaturą, niż ośmiu, innych kobiet w Ocean's 8. Bez rezerw, z wielką werwą buduje kino, w którym się cały czas dużo dzieje, a my czujemy się super nie wiedząc dokąd dopłyniemy i czy się po drodze nie rozbijemy. Nie ma czasu na ziewnięcie, za to jest dużo na śmiech.

Reżyser skutecznie celuje w komedie omyłek, trochę podsuwa nam postaci skrojone, jak w filmach Coenowów. Niegłupi film pełen nie zawsze najmądrzejszych postaci, a już na pewno na niewłaściwym miejscu – jak Francois. To prowokuje tylko sytuacje nonsensów, na których oparta jest cała narracja. Mamy tutaj ekstra specyficznie opowiedziany temat odcięcia pępowiny, wymiana doświadczeń z dzieciństwa z rodzicami – przestępcami, filozoficzne poszukiwania – czyli wszystko, czego w filmach takiej maści nie znajdziemy. Nawet sam tytuł nawiązuje do klasyki gatunku – Scarface. Do tego jest to wykonane w żwawej estetyce, chwilami teledyskowej, nieskupionej na efekciarstwie, ale na pewno efektownej i przede wszystkim z wyobraźnią.

The World is Yours to kino mające dystans do siebie i tego też poszukujące u widza. Sensacje wzbudzają w nas relacje i to dokąd dążą sytuacje – to naprawdę przebojowe i ze sprytnie oraz zabawnie zdezorganizowaną rzeczywistością kino!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie