Połowa lat 90-tych. 13-letni Stevie (Sunny Suljic) spędza swoje wakacje w Los Angeles. Balansuje pomiędzy kłopotliwym życiem rodzinnym (samotna matka, agresywny brat), a nową grupą przyjaciół, deskorolkowców, których poznał w skate shopie.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Deska ostatnią deską ratunku. Prostoduszny i spontaniczny kolaż emocji dorastania. 8

Najlepsze lata nie muszą zawierać samych wspomnień z wyszczerzonymi zębami. Taki jest też film Najlepsze lata. Spontanicznie, energetycznie i prostodusznie pokazuje kolaż emocji dorastania. Tworzy zadziorne, słodko-cierpkie kino coming-of-age o wielu minach.

Najlepsze lata (2018) - Na-kel Smith

Steve ma trzynaście lat i chce, jak najczęściej uciekać z domu. Nie ma tam zero-jedynkowej patologii, a on nie jest jednowymiarowo zbudowanym nastolatkiem, u którego bunt to odruch bezwarunkowy. Mama, jak i brat są przytłoczeni własnymi dramatami i dlatego nie potrafią umiejętnie wywiązać się ze swoich ról wobec młodego chłopaka. Każdy z nich jest przekręcony przez życie, draśnięty i przez to nie ma totalnie kompetencji, by przeprowadzić chłopaka przez pole minowe doświadczeń, bo sami się uczą, opatrują własne rany. Miłość to nie tylko wyznanie, ale działanie. Dlatego Steve ma naturalną potrzebę przynależeć do jakiejś grupy dającej mu bezpieczeństwo i serwującej mu szanse na pierwsze doświadczenia bez ochraniaczy. Mimo, że z początku bez deski, chce należeć do środowiska skaterów. Clue nie jest jeżdżenie, a uciekanie na desce od życia poza skateparkiem, który staje się takim schronem przed dorosłością i destruktorami marzeń. Młody chłopak nie ma specjalnych umiejętności, czy zdolności do jeżdżenia, bo rozchodzi się tutaj bardziej o relacje rodzące się w grupie, niż o to kto zrobi lepszy trik. Inicjacja ze światem i proces kreowania własnej osobowości na czterech kółkach.

Jonah Hill zrobił film tak skromny i jednocześnie żywiołowy, że takiego nieskażonego nadużyciami i przepychem debiutu może mu wielu/wiele pozazdrościć. Reżyser wytwarza doskonałą relację pomiędzy nami, a głównym bohaterem i jego powolnym procesem odnajdywania się w określonej grupie społecznej. Ten dystans jest bardzo naturalnie niwelowany i niezobowiązujące chwile zabawy wymieniają się z dramatycznymi historiami każdego z bohaterów. Wszyscy oni wolą poobijać się podczas jazdy na deskorolce, niż często w kontaktach z rodziną.

Najlepsze lata (2018) - Jonah Hill

To nie jest wyłącznie utwór, który ugościmy na długo w sobie z powodu sentymentalnego tripu jaki serwuje nam autor. Najlepsze lata rozczulają, ale swoją bezpośredniością, a nie wybiórczością wobec realizmu. Film można spokojnie zaklasyfikować ciężarem, nieobojętnością, ale jednak bez ton zaangażowania społecznego w środowisko pomiędzy Skate Kitchen, a Jutro albo pojutrze. Mamy do czynienia z nostalgiczną wycieczką, ale też widocznie porysowaną pocztóweczką z lat ’90. Nikt nas w tym filmie nie nabiera, nie próbuje zahipnotyzować, a zabiera w podróż, którą prawdopodobnie wielu z nas przeżyło z różnym natężeniem. Środowisko skaterów to pewna figura do poprowadzenia lekkiej, ale bez dodawania słodzika refleksji o potrzebie przynależności i akceptacji. Na dodatek nikt nie deprecjonuje ani nie infantylizuje sytuacji dotykających naszego bohatera. Jego życie nie jest bez ostrych krawędzi tylko dlatego, że ma 13 lat. Ta uczciwość wobec każdej emocji i rozumienie ważności przeżyć w młodości dla ciągu dalszego życia jest tutaj mądrze i czule sportretowane.

Najlepsze lata to utwór przekorny, bo przymiotnik „najlepsze” nie oznacza wcale bezbolesne, niezobowiązujące, a jednak z perspektywy czasu uruchomione są dla nas właśnie takimi. To adorowanie siły wspomnienia. I to jest wielki sukces reżysera. Spotyka nas tym kinem trochę z nami samymi, ale równolegle tworzy autonomiczną historię, gdzie deska jest ostatnią deską ratunku. Chce się żyć!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…