Roksana Goly użytkownik
Pod płaszczykiem skandalizującego erotyku kryje się poruszający traktat o przemijaniu, stracie i dojrzewaniu do miłości.
Tureckie owoce w reżyserii Paula Verhoevena to jeden z najważniejszych i najbardziej bezkompromisowych filmów w historii kina europejskiego. Fabuła skupia się na gwałtownym, pełnym pasji i ostatecznie tragicznym związku rzeźbiarza Erika oraz Olgi – dziewczyny z bogatego domu. Do nakręcenia filmu doszło dzięki producentowi Robowi Houwerowi, który dostrzegł potencjał w wydanej w 1969 roku powieści Jana Wolkersa pod tytułem „Rachatłukum”. Książka stała się w Holandii obyczajowym skandalem i literackim hitem. Scenariusz wiernie podąża za duchem oryginału, jednak istnieją między nimi pewne różnice. Książka Wolkersa ma bardziej fragmentaryczną, nieliniową strukturę i jest silniej zakorzeniona w wewnętrznym monologu bohatera. Verhoeven nadał opowieści filmową dynamikę, łagodząc niektóre najbardziej drastyczne opisy literackie, ale jednocześnie podkręcając tempo wizualne i emocjonalne. Oryginalny tytuł książki to „Turks fruit”, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza turecki przysmak (rachatłukum). Tytuł ten ma głęboką symbolikę. Rachatłukum to słodycz niezwykle intensywna, lepka i mdła, jeśli zje się jej za dużo. Dokładnie taka jest miłość Erika i Olgi – na początku przynosi euforię, by z czasem stać się destrukcyjnym uzależnieniem. W polskim tłumaczeniu film funkcjonuje jako „Tureckie owoce”, co również dobrze oddaje metaforę zakazanego, egzotycznego i niezwykle słodkiego owocu, który niesie za sobą nieuchronne zepsucie.
Historia miłości Erika i Olgi rozpoczyna się w sposób absolutnie szalony – od przypadkowego spotkania na autostradzie, gwałtownego wybuchu namiętności i spontanicznego ślubu wbrew woli bogatej, burżuazyjnej rodziny dziewczyny. Reżyser pokazuje Erika jako artystę, który czerpie życiową i twórczą energię z ciała ukochanej kobiety. Szybko jednak nadchodzi proza życia. Presja ze strony matki Olgi, zazdrość, niedojrzałość obojga partnerów oraz proste, codzienne problemy zaczynają niszczyć ten idealny świat. W relację wkrada się chaos, Olga zaczyna zachowywać się histerycznie i nieprzewidywalnie, aż w końcu odchodzi do innego mężczyzny. W tym momencie sielanka definitywnie się sypie, a film z radosnego manifestu wolnej miłości drastycznie skręca w stronę mrocznego dramatu. Prawdziwy test dla dojrzałości Erika nadchodzi w finale, gdy u Olgi zostaje zdiagnozowany śmiertelny guz mózgu (co retrospektywnie tłumaczy jej wcześniejsze, irracjonalne zachowania). Jak ocenić postawę Erika w obliczu tej tragedii? Choć wcześniej został przez nią głęboko zraniony, mężczyzna bez wahania wraca do Olgi i zostaje z nią do samego końca. Erik opiekuje się nią w szpitalu, kupuje jej perukę, gdy ta traci włosy po chemioterapii, i przynosi jej ukochany przysmak – rachatłukum (jedyne, co Olga jest w stanie przełknąć). Został z nią, ponieważ jego miłość, choć wcześniej destrukcyjna i neurotyczna, okazała się głęboka, bezwarunkowa i prawdziwa. Ta konfrontacja z chorobą całkowicie go przewartościowała. Śmierć Olgi bezpowrotnie niszczy jego młodzieńczą naiwność. Erik uświadamia sobie, że uciecha ciała była tylko wstępem do znacznie głębszego, duchowego i bolesnego zjednoczenia z drugim człowiekiem.
Sukces filmu nie byłby możliwy bez odtwórców ról głównych, dla których ten projekt stał się przepustką do wielkiej kariery. Rutger Hauer i Monique van de Ven stworzyli na ekranie duet absolutnie magnetyczny. Ich angaż do filmu wiąże się z ciekawą anegdotą. Verhoeven początkowo planował zatrudnić do roli Erika innego aktora (Hugo Metsersa), jednak po zdjęciach próbnych uznał, że Hauer posiada w sobie unikalną, pierwotną energię i zwierzęcy magnetyzm, który idealnie pasuje do dzikiego rzeźbiarza. Z kolei Monique van de Ven była wówczas młodą, niedoświadczoną dziewczyną, która przyszła na casting do roli drugoplanowej. Verhoeven natychmiast dostrzegł w niej idealne połączenie niewinności i bezwstydnej zmysłowości, decydując się powierzyć jej główną rolę. Aktorsko oboje wypadli genialnie. Hauer bezbłędnie balansuje między brutalną męskością a skrajną bezbronnością. Van de Ven jako Olga jest jednocześnie hipnotyzująca, kapryśna i tragiczna. Chemia między nimi jest wręcz namacalna, co sprawia, że ich ekranowy związek ogląda się z zapartym tchem.
Lata 70. to złota era kina erotycznego, czas premier takich filmów jak Ostatnie tango w Paryżu (1972) czy Głębokie gardło (1972). Na tym tle Tureckie owoce wyróżniają się brakiem hollywoodzkiego blichtru oraz unikalnym, europejskim naturalizmem. Sceny erotyczne w filmie Verhoevena są odważne, surowe i pozbawione pruderyjnego montażu. Nie mają one jednak charakteru czysto pornograficznego – służą jako kluczowe narzędzie narracyjne, pokazujące ewolucję emocjonalną bohaterów. W Holandii film stał się gigantycznym sukcesem komercyjnym i do dziś pozostaje najchętniej oglądaną rodzimą produkcją w historii tego kraju. Na świecie wywołał niemały skandal obyczajowy, ale zyskał też ogromne uznanie krytyków, czego dowodem była nominacja do Oscara w 1974 roku dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
Tureckie owoce Paula Verhoevena to film, który dobrze zniósł próbę czasu. Pod płaszczykiem skandalizującego erotyku kryje się tu poruszający traktat o przemijaniu, stracie i dojrzewaniu do miłości. Dzięki genialnym kreacjom Hauera i van de Ven, odważnej reżyserii oraz poruszającej muzyce Tootsa Thielemansa, film ten do dziś potrafi zachwycić, zszokować i autentycznie wzruszyć. To pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika ambitnego kina europejskiego.
Naturalnie aż do przesady :) Szczery, obleśny i pełen humoru obraz