Film opowiada historię Mietka Kosza, zapomnianego geniusza fortepianu, niesamowitego jazzmana, który żył tylko 29 lat.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Nie czarno-biała biografia, jak najwierniejszy i najważniejszy bohaterowi - fortepian 8

Robiąc kino biograficzne trudnym jest zbalansować narracje, by nie uznać świętym za życia bohatera i ukuć pomnik, ale też nie skusić się na prowokacyjny, tabloidowy obraz, a na dodatek nie skończyło się to przezroczystością. Maciej Pieprzyca w historii Ikar. Legenda Mietka Kosza nie stworzył czarno-białej, jak życiowy towarzysz muzyka – fortepian – biografii. Nie jest brawurowy, raczej częściej gra czysto z nut częściej, niż improwizuje, jak bywa w jazzie, ale potrafi rozejrzeć się wkoło. Dlatego powstaje nie tylko portret wyjątkowego muzyka z bliskim, czułym i wrażliwym spojrzeniem na niego, ale też refleksja niekonotująca z jedną postacią - o kompleksie narodowym, miłości bezwarunkowej do sztuki, fascynacji i panicznego strachu przed opuszczeniem.

Ikar. Legenda Mietka Kosza (2019) - Jowita Budnik

Oglądamy losy Mieczysława Kosza, bezdyskusyjnie czarodzieja fortepianu, który był niewidomy. Maciej Pieprzyca wędruje po jego życiorysie, nie trzymając się stabilnie i linearnie chronologii wydarzeń, przeplatając momenty największej sławy bohatera z upadkami oraz jego osobiste doświadczenia z dzieciństwa i konsekwencje sytuacji z przeszłości w teraźniejszość. Mietek w bardzo młodym wieku zaczyna tracić wzrok, sytuacja nieodwracalna. Rodzice bardzo szybko reagują oddając go pod opiekę sióstr zakonnych. To pierwsze odrzucenie, pierwotne, bo na młodym etapie życia, który zdeterminuje wiele zachowań naszego bohatera na etapie dorosłości. Z wycofanego, ale zakochanego od maleńkiego w rytmie, biegnącego spontanicznie wszędzie, gdzie usłyszy fortepian chłopaka, trafia do szkoły muzycznej, a później na największe polskie wydarzenia muzyczne, stając się legendą za życia. Jednak prywatnie Mietek zaczepia się i wywraca i nie z powodu tego, że nie widzi. To gorzko-słodkie opowiadanie o wzlotach i upadkach.

Maciej Pieprzyca potrafi zapakować wielkie historie w skromne opakowania, nie deprecjonując talentu swojego bohatera. Nie robi skoku na główkę swoją narracją i bywa chwilami nierówny, ale jest bezpośredni. Pokazuje złożoność bohatera bez znaków przystankowych. To pięknie pokazane wędrujące palce, szukające fortepianu i rytmu, ale też szczęścia w miłości oraz utulenia samotności już o wiele mniej skutecznie.

Ikar. Legenda Mietka Kosza (2019) - Dawid Ogrodnik

Reżyser nie wybiera oczywistej postaci z panteonu gwiazd, co również ma wielką wartość dodatnią dla filmu. Dlatego wprowadza trochę sytuacji zapoznawczych. Nie poznajemy Mietka tylko poprzez twórczość, ale śledzimy losy jego kariery. Cały czas jednak reżyser świetnie stara się, by wielki muzyk był dla nas namacalny. Dlatego też pochyla się nad jego powracającym problemem strachu przed odrzuceniem. Mietek jest kompletnie nieodporny na odmowy. To nakręca spiralę frustracji i irytacji, co próbuje stłumić alkoholem. Nie ma tutaj na szczęście pornografii cierpienia, a reżyser z uczciwości wobec widza i potrzeby tworzenia historii realistycznej, a nie mitologicznych pokazuje momenty, w których było trudniej naszemu bohaterowi i innym przez jego nieobliczalną osobowość. Bohater generuje wiele emocji, wobec których nie zostajemy obojętnymi obserwatorami. Czasami pojawią się momenty ckliwe, metafory grubo ciosane, ale to naprawdę sytuacje epizodyczne.

Ciekawie też dotyka Pieprzyca z dystansem, poczuciem humoru i prawdomównością faktu, że Mietek Kosz nie widzi, w czym muzyk problemu nie widzi. Pojawiają się sytuację, w których czuje wobec siebie taryfę ulgową oraz brak zrozumienia ludzi, że to nie jest jego źródłem nieszczęścia – doskonale przedstawia tę ludzką nieświadomość scena lekarza objaśniającego mu, jak inne zmysły się wyostrzają, kiedy jeden zanika. Widomy tłumaczy niewidomemu, jak się czuje niewidomy.

Ikar. Legenda Mietka Kosza (2019) - Dawid Ogrodnik

Bardzo intrygująco i z wigorem Maciej Pieprzyca, chociaż jednak bez wielkiego pazura przenosi nas w czasy uwalniania jazzu, dawania żyć muzykom na scenie własnym życiem, w oparach dymu i alkoholu, z klimatem, a nie tylko na bankietach i imprezach firmowych, czy wielkich i nadętych konkursach pianistycznych. Pokazuje pewien kompleks artystów, którzy osiągając w kraju wszystko następnym etapem jaki wybierali nie była międzynarodowa kariera, a stagnacja, wtórność, powtarzalność. Dlatego Mietkowi, niczym Ikarowi płoną skrzydła, gdyż wie, że mógłby unieść się wysoko nad ziemią i chce być blisko słońca. Jednak tak wielu uważa, że jest to dla niego nieosiągalne. To akurat bardzo udana analogia do pewnej narodowej defensywy artystów, bo nie wszyscy mieli wsparcie i odwagę. A ten, który nie widzi i o tym marzy musi być szczególnie naiwnym.

Mając tylko technikę, artysta nie staje się legendą, a poprawnym muzykiem. Nie osobowością z charyzmą. Mietek Kosz, co Pieprzyca pokazuje bardzo szczegółowo posiadał wszystkie składniki, by zostać kimś wyjątkowym. I został. Ale nie pozostał w porozumieniu z nikim na świecie, prócz muzyką. Bez wysokich tonów, pietyzmu, ale też nie na paluszkach dostajemy historię osoby wyjątkowej opowiedzianej wyjątkowo, bardzo realistycznie. Chyba, że następuje moment grania, wtedy dzieje się magia.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…