Jest rok 2074. Po tajemniczej globalnej katastrofie ludność Europy jest podzielona na liczne skłócone ze sobą plemiona. Los kontynentu leży w rękach zdanej na siebie trójki rodzeństwa: Kiano (Emilio Sakraya), Liv (Henriette Confurius) i Elji (David Ali Rashed) z pokojowo nastawionego plemienia Źródlan.
filmoznawczyni 🎬

Pomimo całej swej powierzchowności serial staje się najbardziej interesujący, gdy wykorzystuje swoje rozgałęzione wątki do zbadania natury plemienności i asymilacji. 5

Przy obecnym stanie rzeczy nie zdziwiłabym się, gdyby upadek ludzkości był bliżej, niż nam się wydaje. Mając to na uwadze, oglądanie kolejnego postapokaliptycznego serialu okazuje się dla mnie coraz cięższym doświadczeniem - zwłaszcza takiego, który nie jest przesączony eskapizmem, a bardziej przypomnieniem o dystopijnej przyszłości, do której wszyscy nieuchronnie zmierzamy. Na nasze nieszczęście, prawdopodobnie nie będziemy mieli magicznie zaawansowanej technologii legendarnych Atlantów, która nas uratuje - w każdym razie w to wątpię.

Nie wyprzedzając faktów. „Plemiona Europy” to najnowszy serial science-fiction Netflixa od producentów uwielbianego przez widzów „Dark”, który powstał na bazie tak wielu udanych motywów i pomysłów, że z pewnością zyska popularność. Akcja rozgrywa się w 2074 roku, 45 lat po globalnym blackoucie, zwanym enigmatycznie Czarnym Grudniem, który zapoczątkował redukcję Europy do garści plemion - zróżnicowanych mikropaństw o własnych wierzeniach, zwyczajach, kulturach i poziomach technologii. Oczywiście prawie wszyscy walczą o kontrolę nad tym, co pozostało, a ci, którzy są nastawieni pokojowo - mianowicie społeczność łowców – zbieraczy Źródlan, do których należą nasi trzej główni bohaterowie - nie mają innego wyboru, jak tylko zostać wciągnięci w konflikt toczący się poza granicami zamieszkanego przez nich lasu. Ich spokojna egzystencja zostaje zakłócona, gdy tajemniczy pojazd latający, należący do plemienia Atlantów, rozbija się w pobliżu ich osady. Kiano (Emilio Sakraya), Liv (Henriette Confurius) i Elja (David Ali Rashed) postanawiają zająć się umierającym pilotem, właścicielem tajemniczego sześcianu, który może, ale nie musi być kluczem do przejęcia władzy na Starym Kontynencie. W efekcie tego osada Źródlan staje się kierunkiem podróży Wron, despotycznej kasty mrocznych maruderów, na czele których stoi androgeniczny Kapitan w szpilkach na platformach, bezlitosna Varvara (Melika Foroutan) i towarzyszący im krąg męskich niewolników w makijażu i sprzęcie BDSM. Czy to wszystko jest nieokrzesaną aluzją do obecnej polityki europejskiej pogrążonej w chaosie? Być może. Brexit, który był bezpośrednią inspiracją reżysera i inne problemy mogą być przyczyną Czarnego Grudnia. Fabuła toczy się jednak bardziej w sferze fantazji niż rzeczywistości, a na ekranie dzieje się tyle, że ciężko mi było nadążyć.

Nie da się ukryć, że serial bazuje na ambitnej koncepcji. Fakt, że w 2029 roku (zaledwie za osiem lat!) coś sprawiło, że UE rozpadła się i zasadniczo pogrążyła europejskie społeczeństwo w erze nieustannych wojen plemiennych wydaje się interesującym punktem wyjściowym, który podkręca globalna sytuacja pandemiczna. Twórcy zakładają, że konflikt obejmuje również pozostałe części świata, choć jedyną rzeczą, która bezpośrednio do tego nawiązuje, jest stary artykuł o cyberwojnie między USA a Koreą Północną na skrawku gazety przypiętej do ściany kryjówki Elji. Nikt tak naprawdę nie wie, co wydarzyło się podczas Czarnego Grudnia, poza tym, że miało to związek z wymknięciem się technologii spod kontroli. Elja ma nadzieję, że sześcian, który znalazł we wraku, pomoże mu znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Nie dajcie się zwieść… „Plemiona Europy” mają do zaoferowanie znikomą ilość odkrywczych wątków. Na ich materiał genetyczny składają się DNA „Ludzkich dzieci”, „Igrzysk śmierci”, „The 100” oraz całkiem świeżego serialu od Apple TV+ pt. „See”. Fundamentem fabuły stały się losy trójki rodzeństwa, rozdzielonych na stosunkowo wczesnym etapie opowiadanej historii, którym zostały poświęcone trzy równoległe wątki: Elja ucieka z wioski z sześcianem i łączy siły z archetypem szelmowskiego łajdaka (w typie Hana Solo) w nadziei, że dostarczy artefakt we właściwie miejsce; Liv trafia w szeregi Szkarłatnych, siły militarnej, która pozwala plemionom znajdującym się pod ich sztandarem zachować swoją tożsamość kulturową; Kiano trafia do Berlina - siedziby Wron i musi walczyć o swoją wolność na arenie gladiatorów. Trzy różne drogi, choć wszystkie prowadzące do finału, któremu niemalże w ostatniej chwili udało się zapiąć ostatni fabularny guzik. 6-odcinków to zdecydowanie za mało czasu, aby właściwie rozplanować historię, nie mówiąc już o jej zakończeniu.

Dobra wiadomość jest jednak taka, że historia, którą udaje mu się opowiedzieć, jest wystarczająco mocna i ma duży potencjał długoterminowy. Ciągła zmiana scenografii i perspektyw pomaga w utrzymaniu tempa i poznaniu każdego bohatera z indywidualnej strony. Oznacza to również zasadzenie wielu nasion - w tym motywu enigmatycznego niebezpieczeństwa czającego się na Wschodzie - które przyniosą owoce dopiero w drugim sezonie - pod warunkiem, że „Plemiona Europy” go otrzymają. Co więcej, produkcja wygląda „odpowiednio drogo” jak na netflixowe standardy i pomimo sporej ilości mankamentów i zaniedbań ma niewysłowiony urok, głównie ze względu na niezłomną pracę nad efektami specjalnymi, a także występy obsady (szczególnie drugoplanowej).

A jednak, pomimo całej swojej powierzchowności, „Plemiona Europy” stają się najbardziej interesujące, gdy wykorzystują swoje rozgałęzione wątki do zbadania natury plemienności i asymilacji - czy musisz poświęcić swoje wartości i tożsamość, aby odnaleźć się w całkiem nowym środowisku? „Empatia to śmierć”- taką lekcję przekazuje Kiano mroczna Varvara, kiedy jest on zmuszony zaaklimatyzować się w pełnych okrucieństwa i sadyzmu życiu Wron. Tymczasem Liv pozornie zachowuje poczucie własnej tożsamości w fortecy Szkarłatnych, nawet gdy próbują ją podporządkować sobie w nieco w inny, bardziej zwodniczy sposób. W międzyczasie Elja dowiaduje się, jak to jest być naprawdę samotnym, pozbawionym plemienia i własnej tożsamości, pomimo posmakowania fascynującej wolności, która się z tym wiąże. Reżyser i scenarzysta Philip Koch bierze pod lupę dramaty własnych bohaterów, aby zbadać, co się dzieje, gdy społeczeństwa odcinają się od siebie i trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem nieźle.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 1
john6

Bez podawania szczegółów widzę, że jest to pierwsza z kilku części. Niestety ilość wątków jak na 6 odcinków została mocno ograniczona. Tendencyjność kilkukrotnie daje o sobie znać, ale jak to mówię "tak jest w scenariuszu i nie ma się co doszukiwać logiki". Nowy świat z nowymi zasadami, więc nie wszystko musi mieć sens. Dotrwałem do końca, ale jakoś nie czuję potrzeby oczekiwania kolejnych sezonów.

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…