Zachód końca XIX wieku. Mode małżeństwo żyje na prerii z dala od cywilizacji. Gdy w bliskim sąsiedztwie osiedla się Lizzy ze swoim mężem, zaczynają się dziać trudne do wyjaśnienia zjawiska. Obie kobiety są atakowane przez nieznaną siłę. O zakłócanie ich spokoju podejrzewają demona prerii, który wydaje się niezwykle podstępny. Mężczyźni posądzają kobiety o paranoję i religijne zabobony.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Potwory z wewnątrz, czy z zewnątrz. Nieoczywiste strachy i konsekwencje osamotnienia. 6

Horror, który ma chrapkę odseparować się od oczywistych zagrywek gatunkowych i prostackiego robienia „buuu”. Świetnie realizuje, w przestrzeni pełnej pustki tezę, że najmniej przewidywalne i najstraszniejsze jest niewidoczne. Demony prerii to zuchwały debiut pełnometrażowy o postępującym obłędzie poddający pod wątpliwość komfort widza, co jest imaginacją, a co rzeczywistością. Czasami ten zabieg wydaje się być przestrzelony i dąży do ślepej uliczki, ale ciekawie prawi o przestrzeni determinującej nastroje i jałowej ziemi, na której nie może zdarzyć się nic dobrego.

Demony prerii (2018/II) - Caitlin Gerard

Spotykamy małżeństwo, które wydaje się, że mieszka na krańcu świata. Słychać tylko wiatr i ich nieliczne rozmowy, gdyż męża często nie ma. Jest to zachód z końca XIX wieku. Lizzy od początku jest zaniepokojona miejscem, do którego trafiają. Narastające odosobnienie, obsesyjne myśli, duża przestrzeń do wypełnienia negatywnymi, wręcz irracjonalnymi myślami. Któregoś dnia okaże się, że nadchodzi szansa na urozmaicone życie – mają sąsiadów, też małżeństwo. Jednak dotykają ich podobne tragedie, doświadczenia i determinizm miejsca, który pełni tutaj częściowo niemalże rolę bohatera.

Demony prerii mają pomysł na opakowanie, na wytworzenie nastroju i klimatu pozornie cichej i niewinnej przestrzeni. Wśród kurzu uschniętej ziemi nie widać demonów. A może są one w Lizzy, a nie na prerii? Problemem jest, że ostatecznie film się rozpada w dłoniach poprzez jednak uchylanie drzwi dla rozwiązań, które już widzieliśmy, a tutaj są chaotycznie zaprezentowane i w pewnym momencie irytująco, a nie intrygująco niejasne.

Demony prerii (2018/II) - Caitlin Gerard

Minimalizm i surowość tego obrazu robi wrażenie, bo obraz nie poddaje się nadmiarowi. Jednak scenariusz jest dosyć kruchy i wątek kobiecego opętania już jest mocno zużyty, a film w tej kwestii nie proponuje koncertu zaskoczeń. Trzeba przyznać, że potwór, który wiemy, że istnieje, ale nie wiemy, czy jest z zewnątrz, czy z wewnątrz potrafi skupić uwagę widza.

Demony Prerii to dzieło połowicznie spełnione. Skrojone dosyć konsekwentnie wizualnie, ale mniej stabilne scenariuszowo i nie czujemy zawsze, że te rozedrganie i chaos jest wyliczone, tylko wynika z braku pomysłu na dopracowanie i nadanie emocji oraz wielowymiarowości kilku wątkom. Nieoczywiste strachy i konsekwencje osamotnienia.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…