Roksana Goly użytkownik
To dzieło, które udowadnia, że nawet najgłębsze rodzinne rany można uleczyć, jeśli tylko starczy nam odwagi, by otworzyć drzwi do tytułowego pokoju.
Fabuła Pokoju Marvina skupia się na losach dwóch sióstr, Bessie (Diane Keaton) oraz Lee (Meryl Streep), których drogi życiowe rozeszły się na dwadzieścia lat. Bessie została na Florydzie, aby w pełni poświęcić się opiece nad sparaliżowanym, schorowanym ojcem Marvinem oraz ekscentryczną ciotką Ruth. Z kolei Lee uciekła od rodzinnych zobowiązań do Ohio, próbując ułożyć sobie życie na własnych warunkach i samotnie wychowując dwóch synów. Punktem zwrotnym opowieści staje się moment, w którym u Bessie lekarze diagnozują białaczkę. Jedyną szansą na jej ratunek okazuje się przeszczep szpiku kostnego od bliskiego krewnego. Ta dramatyczna sytuacja zmusza Lee do spakowania walizek i powrotu w rodzinne strony.
Scenariusz filmu na podstawie własnej, głośnej sztuki teatralnej napisał Scott McPherson. Pisarz przelał na papier swoje osobiste, bolesne doświadczenia, które zdobył podczas opieki nad wieloletnim partnerem umierającym na AIDS. Co niezwykle smutne, zaledwie dwa lata po teatralnej premierze i niedługo po ukończeniu filmowego skryptu, McPherson sam zmarł z powodu tej samej choroby, czyniąc z Pokoju Marvina swój testament. Tekst zachwycił Roberta De Niro, który jako producent zaangażował do projektu absolutną elitę Hollywood. To właśnie w tym scenariuszu tkwi siła dialogów, czego najlepszym dowodem jest kluczowy cytat padający z ust ciotki bohaterek: „Jakim cudem jedna siostra może być dobra, a druga zła?”. To pytanie idealnie definiuje fundament całego filmu.
Pokój Marvina to głęboka opowieść o obowiązku, miłości i skomplikowanych relacjach rodzinnych. Reżyser analizuje mechanizmy obronne, jakie budujemy przez lata, by odgrodzić się od poczucia winy i zadawnionych urazów. Film pokazuje, jak oblicze zbliżającej się śmierci i cierpienia potrafi skruszyć wieloletnie żale, wybaczyć dawne błędy i na nowo zdefiniować pojęcie bliskości. Choroba Bessie nie staje się tu wyłącznie pretekstem do wyciskania łez, ale katalizatorem zmian dla całej rodziny. Widz obserwuje bolesny, lecz piękny proces, w którym wymuszona sytuacją bliskość fizyczna powoli przekształca się w autentyczną bliskość emocjonalną. Bohaterowie uczą się na nowo rozmawiać, słuchać i akceptować swoje słabości.
Największą siłą napędową produkcji są kreacje aktorskie. Uwielbiam Meryl Streep w takim szorstkim, z pozoru negatywnym wydaniu. Jej Lee jest początkowo egoistyczna, wiecznie poirytowana, cyniczna i niezdolna do okazania ciepła własnym dzieciom. Streep genialnie ukrywa pod tą grubą, pancerną powłoką głęboki lęk przed odrzuceniem oraz paraliżujące poczucie winy za porzucenie ojca. Ewolucja jej postaci – od kobiety uciekającej przed odpowiedzialnością do kogoś, kto potrafi przejąć trudną pałeczkę opieki – jest zagrana po mistrzowsku. Znakomicie sekunduje jej Diane Keaton jako pełna wewnętrznego światła Bessie, co zresztą przyniosło jej zasłużoną nominację do Oscara.
Na osobną uwagę zasługuje drugi plan. Robert De Niro, który wciela się w postać doktora Wally'ego, zrezygnował tutaj ze swojego charakterystycznego wizerunku twardziela czy gangstera. Jako lekarz prowadzący Bessie, De Niro jest uroczo rozkojarzony, nieco niezdarny, a przy tym przepełniony autentyczną empatią i ciepłem. Jego postać wprowadza do filmu niezwykle potrzebny element komediowy, rozładowujący wszechobecne, emocjonalne napięcie. Doskonale wypada także młody Leonardo DiCaprio, który jako zbuntowany Hank tworzy poruszający portret nastolatka szukającego autorytetu i akceptacji w świecie dorosłych.
Pokój Marvina choć podejmuje tematy ostateczne – odchodzenie, starość, ciężką chorobę i rozpad więzi – paradoksalnie niesie ze sobą ogromną dawkę nadziei i życiowego optymizmu. Jerry Zaks stworzył dzieło, które zmusza widza do spojrzenia we własne zwierciadło i zadania sobie pytania o to, co w życiu jest naprawdę istotne. To dzieło, które udowadnia, że nawet najgłębsze rodzinne rany można uleczyć, jeśli tylko starczy nam odwagi, by otworzyć drzwi do tytułowego pokoju.
aktorstwo świetne ale film taki sobie