Znakomity reżyser John Chester wraz z żoną Molly muszą opuścić swoje małe mieszkanko w Los Angeles. Wszystko za sprawą ukochanego psa Todda, którego szczekanie drażni sąsiadów. Chesterowie traktują swoje wygnanie jako pretekst do realizacji marzenia o własnej farmie funkcjonującej w zgodzie z prawami natury. 80 hektarów ziemi w upalnej Kalifornii staje się odtąd ich nowym domem. Z pomocą przyjaciół i zapaleńców z całego świata, Jack i Molly realizują wyjątkowy projekt: 10 tysięcy drzew, ponad 200 rodzajów upraw i dziesiątki gatunków zwierząt żyjących w zgodzie ze sobą i swoją naturą, a wszystko to bez udziału szkodliwej chemii i bezdusznej technologii. Z każdym kolejnym dniem Chesterowie uczą się czegoś nowego o świecie i sobie samych. Przeżywają małe porażki i wielkie zwycięstwa, a otaczający ich ludzie i zwierzęta stają się źródłem inspiracji, radości, a czasem niezłych kłopotów. Ich idealistyczna wizja niezwykłej utopii powoli zaczyna nabierać realnych kształtów mimo niekończących się przeciwności losu. A widoki takie jak przyjaźń między świnią Emmą i kogutem Greasym, psia troska o owcze stado czy gęsi pomagające ratować uprawy przed inwazją ślimaków uświadamiają jak wielka moc i piękno kryje się w otaczającej nas naturze, której przecież jesteśmy częścią.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Nic nie o mówi o nas tak wiele, jak to jak traktujemy ziemię. Krzepiący dokument ze smaczkami fabularnymi o powrocie do dialogu z ziemią i zwierzętami, a dominacji. 6

Jesteśmy na etapie zaawansowanej separacji z przyrodą i odczuwania coraz większych konsekwencji nieposkromionego antropocentryzmu. Remedium na to jest wizja rzeczywistości z pełną energii komunikacji z naturą, odnowienia relacji i współpracy ze światem zwierząt i roślin z dokumentu zabarwionego fabułą Nasze miejsce na Ziemi. To czasami nazbyt idealistyczna i idylliczna, skrótowo opowiedziana, przez co chwilami traci na wiarygodności raju utraconego, który można przetransportować do współczesności. Jednak nadzieja i energia bohaterów tworzących tę krainę i śledzenie losów upodmiotowionych zwierząt jest bardzo krzepiące. Nie jest to szczegółowy instruktaż, jak stworzyć farmę marzeń i też z kilkoma wątpliwościami w konsekwencji działań twórców, ale niewątpliwe urocze przedstawienie cennych wartości wcielanych przez kogoś w życie. To prowokuje w nas entuzjazm, mnóstwo endorfin oraz inspiracji. To do nas często należy wybór co nazwiemy nieosiągalnym, a planem do realizacji.

Nasze miejsce na Ziemi (2018) -

Pretekstem do całkowitej zmiany życia reżysera Johna Chester i jego żony Molly jest ich ukochany pies Todd, którego szczekania nie dadzą rady tolerować sąsiedzi. Jedyną metodą na uszczęśliwienie psa i finalnie również siebie samych jest ucieczka z miasta. Dzięki psu, tak naprawdę w końcu urzeczywistniają marzenie – 80 hektarów ziemi w Kalifornii, która stanie się farmą będącą w świetnej relacji i koegzystująca z naturą. Bohaterowie nie chcą robić sobie ziemi poddaną i zmieniać krajobrazu, a współpracować z naturą, niczym bohaterka Honeyland hodując pszczoły: „Połowa plastra dla mnie, połowa dla nich”. Napotyka ich wiele trudności, gdyż tak radykalne podejście do niezmieniania nastrojów przyrody i klimatu, a czerpania z nich bez pomocy chemii i sztucznych środków, wymaga wiele cierpliwości, pieniędzy, ale też udowadnia, że można być pewnym tego, że nigdy nie można być niczego pewnym. Natura to żywioł, a oni ze swoim żywiołowym psem i sami pełni wigoru będą chcieli lepszego skrawka świata, nie tylko dla siebie.

Nasze miejsce na Ziemi to utwór wzruszający na wielu poziomach, gdyż pokazuje pracę u podstaw i niekonsumpcyjne podejście, które dla wielu z nas wydaje we współczesnej rzeczywistości z pewnością niemożliwe. To nie jest dokument, który podzieli się z nami każdym szczegółem i detalem dotyczącym rozwoju farmy i interesu, a większą ilością emocji i zabawi się nawet w budowaniem fabuły. Będziemy śledzić historie zwierząt tam mieszkających, a kto z nas zareaguje obojętnie na relację świnki Emmy, mającej parcie na szkło i osamotnionego koguta? To nie jest bajka, a rzeczywistość urozmaicona poprzez filmowe możliwości o różnorakie fabularne gatunki – mamy love story, komedię, ale chwilami również poważną dramaturgię.

Nasze miejsce na Ziemi (2018) -

Są momenty, kiedy bohaterowie sobie uświadamiają, że to utopijna wizja i są już setną sekundy, by zrezygnować, jednak natura potrafi docenić i odwdzięczyć się tym, że ktoś postępuje z nią fair. Nikt z nich nie wtrąca się jej cykl, w jej wyobraźnie, a czerpie z tego satysfakcje, chociaż musi być gotowy, że to w świecie prędkości i zysków bardzo niepraktyczne podejście. Dlatego tak bardzo chce się wierzyć temu obrazowi.

Jednak niektóre dłubanie przy fabule, układnie jej czasami w generującą konkretne zachowania i reakcje widza w danym miejscu, odsuwa nas od tej tezy spontaniczności doświadczenia związku z przyrodą i jej impulsywności. Do tego pewną nieścisłością, która nie będzie uwierała tylko widzowi o danej ideologii i przyzwyczajeniach, a nie będzie spójna z misją jaką prowadzą i powtarzają bohaterowie – jest kilka scen, gdzie pojawia się mięso jako pokarm. W żaden sposób wiarygodnie tego nie połączymy z niezagrabianiem świata zwierząt i natury, a życiu w zgodzie. To objaw dominacji człowieka i decydowaniu o cudzym życiu.

Nasze miejsce na Ziemi (2018) -

Nasze miejsce na Ziemi przede wszystkim daje w formie humorystycznej i z wyobraźnią dokumentalną człowiekowi nadzieję. Kapka własnej Arki Noego, miłość do świata i wiara, że głębsze wymiary egzystencji nie są zarezerwowane tylko dla ludzi. Potrzebujemy spojrzenia na świat wrażliwców. Ziemia nie jest własnością człowieka, to człowiek należy do Ziemi. Szkodząc jej, szkodzimy sobie, wszystko co ona odczuje, odczujemy prędzej, czy później i My. Nic nie o mówi o nas tak wiele, jak to jak traktujemy ziemię. Jak pisał Cyceron: Ziemia nigdy nie oddaje bez procentu tego, co otrzymała.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…