Akcja nowego filmu jednego z najciekawszych aktualnie tureckich reżyserów Emina Alpera rozgrywa się w niewielkiej wiosce w środkowej Anatolii. Zgodnie z lokalną tradycją zwaną „besleme” każda z trzech tytułowych córek w nadziei na lepsze życie „zaadoptowana” zostaje przez zamożniejsze rodziny, stając się dla nich kimś w rodzaju służącej. Z uwagi na nieprzewidziane okoliczności Reyhan, Haava oraz Nurhan muszą jednak wrócić w rodzinne strony pod opiekę sędziwego ojca. Kiedy okazuje się, że ta pierwsza jest w ciąży, Şevket aranżuje szybki ślub z pasterzem z wioski. Havva zmuszona zostaje do powrotu po śmierci jej przybranego brata. Nurhan z kolei odwozi jej drugi „ojciec”, wyraźnie rozczarowany postawą dziewczyny. To pierwszy moment od lat, kiedy siostry ponownie się spotykają.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

To siła sióstr! 7

Opowieść o Trzech Siostrach to wydawałoby się na pierwszy rzut oka niespieszny utwór o kobiecym uwikłaniu w odbierającą im podmiotowość tradycję. Jednak to opowieść o szerszej panoramie, bo dotykająca kryzysu tożsamości w przypadku obu płci w obliczu podejmowania ważnych decyzji i odpowiedzialności za nie z poczucia obowiązku dyktowanego przez miejsce życia.

Tytułowe trzy córki zamieszkują małą wioskę w środkowej Anatolii. Piękne widoki, ale do oglądania na chwilę dla zwiedzających, nas z zewnątrz, a nie życia wśród nich. Każda z tych kobiet w pewnym momencie życia zostaje wysłana z domu, by służyć zamożniejszej rodzinie. W tej kulturze niesie to radość i sukces. Każda próba podjęcia innej drogi prowadzi do pewnego ostracyzmu i konfliktów. W pewnym momencie siostry znowu spotykają się ze sobą w jednym miejscu i w jednym czasie, konfrontując się również ze swoim dominującym ojcem. To naturalny podział ról w rodzinie, jednak każda z sióstr ma swój charakter i osobowość, nie poddaje się tak łatwo i wręcz z pewną dozą kpiny traktuje ojca. Reyhan zachodzi w nieplanowaną ciążę, więc trzeba szybko zaaranżować ślub. Hava wraca po śmierci swojego przybranego brata, a Nurhan zostaje odesłana poprzez rozczarowanych, nowych rodziców, a raczej panów, u których służy. Po raz kolejny sfrustrowana zachowaniem dziecka przekroczyła granicę.

To skromna przypowieść o gorzkim świecie, gdzie człowieka nie traktuje się, jak wolną jednostkę i z podejściem indywidualnym, a wszystkich jednym, nieelastycznym regulaminem. Reżyser bez histerii pokazuje postaci z krwi i kości, by zasugerować bezsensowność takiego radykalizmu. Nie każda z kobiet jest gotowa do macierzyństwa, nie każda wie, jak się zachować, popełniają błędy, ale są z nich o wiele konsekwentniej rozliczane, niż mężczyźni. Ci tutaj wypadają karykaturalnie. Dużo gadają, piją, wydają polecenia i się przechwalają. Jednak to kobiety co chwilę widzimy wykonujące czynności wszelakie. Od gotowania, po rąbanie drzewa. To kobiety są tutaj witalne, żywotne i pełne energii. Jest kilka metaforycznych, bardzo mądrze poprowadzonych scen, które udowadniają męskie słabości, kobiety odgrywają się i nie dadzą się sterroryzować, ale nie jest to krwawa vendetta.

Nie ma w tej historii dramaturgii przedstawionej w wysokiej rozdzielczości, jest to raczej refleksja oblana sosem sisterhood, kobiecej lojalności i nieśmiertelnego, wzajemnego porozumienia, a nie kino interwencyjne pokazujące ekstremizmy obcych kultur wyrządzających krzywdę. Właśnie reżyser na kobiecą umiejętność wspólnotowości stawia nacisk. Siostry, mimo różnic w poglądach, wielu kłótni i nieporozumieniach, solidaryzują się. Ich niepisany, naturalny pakt jest potrzebny w tym świecie i wśród zachwycającej przestrzeni świetnie przedstawiony.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…