Grupa dzieciaków kąpie się nad zalewem - za chwilę dojdzie tu do tragedii. Towarzyszymy im jednak tylko przez moment, bowiem zaraz potem cofamy się w czasie do lat 80. XX wieku, by poznać historię miłości Yaojuna i Liyun, którzy razem pracują w fabryce i mieszkają w hotelu robotniczym. Rodzi im się synek, niedługo później Liyun zachodzi w ciążę po raz drugi. Jednak w Chińskiej Republice Ludowej obowiązuje już polityka jednego dziecka... W końcu pojawi się i trzecie dziecko - sprawiający kłopoty adoptowany syn.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Uderzająca antologia cierpienia. Wnikliwie o sztuce zrozumienia nieprzewidywalności rzeczywistości i nieprzerwana lekcja pokory w praktyce. 8

Uderzająca antologia cierpienia. Żegnaj, mój synu to film ingerujący w nasz organizm totalnie. Produkcja, który nie szuka drogi na skróty i zrośnięta z realizmem emocji oraz uczuć na przykładzie intymnej, siarczyście policzkującej na zmianę z okazywaniem wsparcia i bliskości wyczerpującej historii pokazuje patroszący społeczeństwo system polityki jednego dziecka w Chinach. Dojrzałe, niewstydliwe, a po prostu nieproste, nierozhisteryzowane kino. O sztuce zrozumienia nieprzewidywalności rzeczywistości i nieprzerwana lekcja pokory w praktyce.

Żegnaj, mój synu (2019) - Mei Yong

Kilkanaście lat, niejedno pokolenie, jednak cierpienie jest zbudowane z bardzo trwałego materiału. Widzimy wypadek z oddali, podczas którego dochodzi do tragedii. Przedstawia nam się świat po końcu świata małżeństwa, z którym rzeczywistość obeszła się bezwzględnie. Podczas tej odysei odwiedzamy różne momenty z ich życiorysu i dowiadujemy się, że nie jest to w pewnym sensie ich pierwsze pożegnanie… ich pierwsza strata dziecka. Raz z powodu państwa, które wyłudza posłuszeństwo obywateli, raz z powodu po prostu losowego, wypadku. Brak ich sprawczości w życiu podąża za nimi, prowadzi nas przez tę całą sagę, zachowując niesamowitą konsekwencje w konwencji, studium wszelakich emocji. Ich historia jest spleciona z drugą rodziną, która zna się z nimi od pokoleń. Są spleceni nie tylko wesołymi epizodami. Kiedyś jej przyjaciółka wpłynęła na ich los, z jednej strony ratując ich przed konsekwencjami posiadania drugiego dziecka, później zrobił to syn, namawiając swojego kolegę na wspólne pływanie. To szalenie skomplikowany utwór pokazujący różne wymiary cierpienia oraz niejedną perspektywę poczucia bezradności oraz odpowiedzialności.

Żegnaj, mój synu udaje się skupić na uczuciach i nie zgubić w przeskokach czasowych, tworząc utwór przecież niby epicki, ale niegubiący w całej spójności opowiadania wymiaru ludzkiego, koncentracji na detalach psychologicznych i swojego wielkiego humanizmu. To jest saga o cierpieniu, o różnym natężeniu i nasileniu, bardzo realistyczna, wręcz naturalistyczna, bo często pełna dezorientacji postaci i gorzkiej melancholii, niesięgająca do regulatora wydarzeń, by podkręcić ich dramaturgię. Tragedia sama pracuje na działanie, jest intensywna i nie pozostawia obojętnymi, nie trzeba jej doprawiać.

Żegnaj, mój synu (2019) - Jingchun Wang (II), Mei Yong

Bohaterowie niosą ciężar doświadczenia wspólnie z widzem. To długa i wspólna podróż od wyparcia, zaprzeczenia i wściekłości, bez romantyzowania smutku, straty, po irracjonalną próbę odtworzenia życia bez strat, do wspominania, które nie krzywdzi, nie zrywa plastrów, bo rany są już zagojone, a blizny są pamięcią niezwiązaną wyłącznie ze smutkiem. Zrozumienie braku możliwości sterowania przeszłością i umiejętność, by ona nie sterowała nami nie jest łatwym chwytem do opanowania, ale pogodzenie się z nieodwracalnym nie jest wywieszeniem białej flagi, czy uległością. To spokój i wolność.

Intrygującym manewrem w Żegnaj, Mój Synu jest nieograniczenie się do doświadczeń jednej rodziny, a spojrzenie również na ich przyjaciół, których wcale się nie etykietuje. Czują się zbrodniarzami bez kary. Przyjaciółka sprzed lat została osaczona bezwzględnie wspomnieniami i poczuciem winy, które nie wyparowało z czasem, a jej dziecko, przyjaciel ich syna, będąc już dorosłym, poszukuje odkupienia za błąd, który popełnił przed laty. Tutaj pokazuje się cierpienie również odpowiedzialnych częściowo za ból innych. To dodaje temu filmowi wymiaru przypowieści o człowieku, który ma wbudowane predyspozycje do popełniania błędów i jest to człowiecze, ale istotnym jest to, co zrobi później ze świadomością bycia winnym częściowo lub całkowicie zła, które, jak pisał Sidonie-Gabrielle Colette popełnia się bez przyjemności. W tym filmie przyjmuje się zasadę, że nie ma jednoznacznie złych ludzi i kropka.

Żegnaj, mój synu (2019) - Mei Yong, Jingchun Wang (II)

Żegnaj Mój synu pokazuje bardzo wnikliwie, nie rozjeżdżając się w obszernym czasowo opowiadaniu, ciężką historię życia pełnego doświadczeń i cierpienia oraz umiejętności jego ukojenia. Nie rozpaczać, nie znaczy zapomnieć. Wrażliwa historia o tym, jak nikt z nas nie jest w stanie całkowicie kontrolować swojego życia. Są rzeczy przed nami, za nami, ale najważniejsze są w nas.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…