Eddie Murphy wraca i to w dobrym stylu. 7

Po udanej roli Eddiego Murphy’ego w Dream Girls ciężko było o dobrą produkcję z jego udziałem. Zupełnie nowe światło na tego kultowego aktora rzuca film Nazywam się Dolemite. Udana współpraca z Netflixem to dopiero początek jego wielkiego powrotu, ponieważ wkrótce na ekrany kin mają wejść Książę w Nowym Jorku 2 oraz czwarta część Gliniarza z Beverly Hills.

Nazywam się Dolemite (2019) - Eddie Murphy (I)

Film Craiga Brewera to biografia kultowego, czarnoskórego komika Rudy'ego Raya Moore'a, którego szczyt kariery przypadł na lata 70. XX wieku. Największą popularnością cieszył się on wśród Afroamerykanów, gdyż to z ich kultury wywodziły się jego wszystkie żarty i styl bycia. Nazywam się Dolemite prowadzi widza przez sceniczne początki Rudy'ego, kiedy to pracując w sklepie z płytami, stworzył swoje alter ego, czyli wulgarnego alfonsa Dolemite sypiącego jak z rękawa seksistowskimi historyjkami. Obserwujemy jego pierwsze sukcesy na scenie, zdobywanie rozpoznawalności, aż do kulminacyjnego momentu w jego karierze, którym była premiera filmu Dolemite.

Za scenariusz do produkcji odpowiada duet Scott Alexander i Larry Karaszewski. Nic dziwnego, że zauważyć można pewien wpływ ich poprzednich dzieł takich jak Człowiek z księżyca, Skandalista Larry Flynt oraz Ed Wood. Tym, co odróżnia historię Rudy'ego Raya Moore'a od wspomnianych filmów jest brak dramatyzmu, Nazywam się Dolemite to czysto komediowa opowieść. Interesujący scenariusz wyreżyserowany przez Craiga Brewera przeradza się w historię o marzeniach i upartym ich spełnianiu. Pędzimy przez przełomowe wydarzenia z życia komika z dużą dozą sympatii i humoru.

Nazywam się Dolemite to aktorski popis Eddiego Murphy’ego. Swoją charyzmą, humorem i energią zaraża widza. Odtwórca roli Rudy’ego konsekwentnie buduje swoją postać, ukazując jej lepsze i gorsze strony. Komik w wykonaniu Murphy’ego to szalona postać pełna lepszych i gorszych pomysłów, marząca o sławie, wielkich pieniądzach i przede wszystkim uwielbieniu tłumów za to co robi. Do tego plejada aktorów takich jak Wesley Snipes, Keegan-Michael Key, Tituss Burgess, Chris Rock, Craig Robinson czy Da'Vine Joy Randolph, których postacie stanowią idealne dopełnienie historii i wybuchową mieszankę w połączeniu z Eddiem Murphym na czele.

Pod względem realizacji ciężko się czegokolwiek doczepić, co nie jest niczym dziwnym w przypadku produkcji Netflixa. Piękne zdjęcia, stroje z epoki, dobra realizacja i przede wszystkim rewelacyjny soundtrack pełen funku i soulu sprawiają, że nie da się przejść obojętnie obok tego filmu.

Mimo swojego lekkiego formatu film nie boi poruszać się na swój sposób ważnych tematów takich jak segregacja rasowa czy przemoc domowa. Nazywam się Dolemite jest może i wulgarną, seksistowską komedią, jednak nie brakuje tu momentów, w których można się wzruszyć i trzymać kciuki za głównego bohatera. Do tego pełne humoru sceny z kręcenia pierwszego filmu Rudy'ego Raya Moore'a sprawiają, że podczas seansu można się dobrze bawić.

Produkcja Craiga Brewera idealnie oddaje czarnoskóre amerykańskie społeczeństwo lat 70. Mamy tu prosty, wulgarny, pełen podtekstów humor i pełno dobrej muzyki, wokół której obudowano niektóre sceny. Nazywam się Dolemite zdecydowanie nie jest filmem dla każdego. Nawet jeśli nie leży nam tego typu komedia, warto ją obejrzeć, chociażby ze względu na Murphy’ego w swojej szczytowej formie czy samą interesującą postać Rudy'ego Raya Moore'a.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 2
i_darek1x 4

Dziwne poczucie humoru ? Nie dla mnie ! Ale niektórym się to podoba ? Charyzmatyczny główny bohater ma plan i robi niezłą karierę ;)

dareczek50 6

Miła sympatyczna komedia

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…