Słońce też jest gwiazdą 2.5

Natasha i Daniel pochodzą z różnych środowisk. Ona nie wierzy w nic, czego nie da się udowodnić naukowo. On to niepoprawny romantyk. Jedno z nich wkrótce wyjedzie na zawsze. Spotykają się przypadkiem w Nowym Jorku i jest im dany zaledwie jeden wspólny dzień. Czy można przeżyć wielką miłość, gdy czasu jest tak niewiarygodnie mało?

Recenzje

Przeciętny serial dla nastolatków zaskakujący nieustannym brakiem umiejętnego zaskoczenia, wtórnymi zagrywkami i landrynkową poetyką. 2

Słońce też jest gwiazdą nie zabłysnęło zupełnie. Robi kompletnie nieudany skok na kino coming of age, wystylizowane i ubrane w ciepłe barwy oraz wyglądające jak z krzepiącej i „ambitnej” reklamy coca-coli czy firmy komórkowej. To utwór odrysowany od szablonu, pełny infantylnej, ale nie z rodzaju tej sensownej i umyślnej prostodusznej narracji. Opowiada o przeznaczeniu, sensie doświadczenia i nieodpuszczaniu uczuciu oraz przewartościowaniu swojego życia. To wszystko bardzo skrótowo ze zwrotami akcji, o których widz wie długo przed ich nadejściem. Żadnego ryzyka filmowego, brak zmyślnych i sprytnych plot twistów, tylko landrynkowa poetyka z nastoletniego pamiętnika.

Historia opowiada od początku o trudnym wyzwaniu, jakie spotyka Natashe i jej rodzinie. Został dzień do ich deportacji po wielu latach pobytu w USA z powrotem na Jamajkę. Cała jej rodzina jest rozkochana i wdzięczna Ameryce, za to co im dała. To właśnie Natashe rusza w jednodniową podróż, by spróbować zawalczyć o pozostanie rodziny. Na swojej drodze spotka innego przybysza spoza Ameryki, Koreańczyka Daniela. Ten próbuje spełnić zaprojektowane przez rodziców marzenia wobec jego przyszłości, ale dusza poety chce przejąć stery. Chłopak wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, a jego spojrzenie padło na Natashe. Jest zdeterminowany, nie odpuszcza jej, podąża z nią. Ona wierzy w rozum, on natomiast w serce. Jeden, intensywny dzień razem sprawi, że przeżyją przygodę, poddając pod wątpliwość własne przekonania, wysyłając sygnał do widza, że miłość nikogo nie oszczędzi i jest wartością nadrzędną.

Niestety, utwór, który od początku wystawia jako swojego ulubieńca i zawodnika uczucia, jest w tych zawodach nieporadny i kompletnie niewiarygodny. Przeciętny serial dla nastolatków miesza się tutaj z nawet udanymi i obiecującymi panoramami zróżnicowanych kulturowo i etnicznie, pulsujących całą dobę Stanów Zjednoczonych. Reżyser jednak kompletnie nie potrafi sparować tego uczucia z tym, co dzieje się z bohaterami, i udowodnić, jakim synonimem Nowego Jorku jest nieprzewidywalność i tchnąć w nas wiarę w jakiekolwiek wydarzenia. Żadnej temperatury czy tętna. Ta bajka nie ma żadnych realnych fundamentów, ale nie musiałaby, gdyby potrafiła się poruszać w obszarze fantazji, a nie odtwarzać kolejne niezaskakujące zaskoczenie. Do tego niesamowicie blado wypada rozegranie na zasadzie przeciwieństwa bohaterów w światopoglądzie – oko i szkiełko kontra czucia i wiara, jak w „Romantyczności” Adama Mickiewicza.

Słońce też jest gwiazdą jest utworem, który naprawdę mógł w intrygujący i finezyjny sposób spleść miejsce, w którym rodzi się uczucie i pokazać niewiarygodność chwili. Jednak popada w soft historię o zerowym ładunku dramatycznym. Czerpie z prostych wzruszeń, wręcz nacierając nam siłowo oczy. Film jest gwiazdą, która szyyyyyybko przestała świecić i spadła.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie