Pewnej nocy w pobliżu małego miasteczka rozbija się kapsuła zawierająca potworka zwanego Critter. Stworzenia o nienasyconym głodzie zabija wszystko co się rusza, rozmnażając się z zastraszającym tempie. W tym samym czasie Drea, jej brat i dwoje dzieci będące pod jej opieką, odnajdują w lesie łagodnego Crittera, co czyni ich głównym celem potworów.

Choć należało się spodziewać, że Crittersi prędzej czy później powrócą, to nie jest to come back na jaki czekałem. 3

Jak już wspomniałem "Critters Attack!" to nie żadna nowość, a kolejny z powrotów. Składająca się z czterech części seria. jest czule zapamiętana (przez tych, którzy ją pamiętają) jako jedna z bardziej zabawnych i zapadających w pamięć serii filmów o potworkach z lat 80. Filmy koncentrują się na rasie wygłodniałych kosmitów, którzy przybywają na Ziemię, aby żywić się, rozmnażać i ogólnie siać spustoszenie. Nie inaczej rzecz ma się w najnowszej osłonie, której schemat jest podobny do pierwowzorów, a przynajmniej taki zamysł mieli twórcy filmu.

Nie jest do końca jasne czy film ma być restartem, czy kolejną częścią, gdyż twórcy nie dają ku temu wyraźnych wskazówek. Tym razem naszą bohaterką jest Drea, młoda dziewczyna, która próbuje dostać się do eleganckiego college'u, opiekując się dziećmi jednego z pracowników. Podczas pobytu ze swoimi dwoma podopiecznymi i swoim młodszym bratem bohaterka natyka się na „Biankę” - ładniejszą wersję tytułowych paskud. Wkrótce pojawiają się źli Crittersi, który opanowuje miasto i zjadają wszystkich wokoło.

Ogądając "Critters Attack!" od początku ma się odczucie niskobudżetowej produkcji, gdzie cięcie kosztów to sprawa priorytetowa. Liczba scen z potworami nie jest tak duża jak można by oczekiwać, gdyż w zamian dostajemy przesyt rozmów i głupawych zachowań bohaterów, którzy do bólu odgrywają swoje role. Nie są to może najnudniejsi bohaterowie horrorów w historii, ale po obejrzeniu filmu zapewne zapomnisz wszystkie ich nazwiska i wygląd. Ale hej, nie jesteśmy tutaj dla ludzi - jesteśmy tutaj, aby oglądać futrzane potworki obgryzające ludziom twarze. Cóż, również złe wieści. Chociaż same stworzenia są wizualnie niezmienione od swojego klasycznego wyglądu to jednak nie jest to już to samo co kiedyś.

Urok stworzeń w oryginalnych filmach polegał na tym, że zamiast maszynek do jedzenia wielkości piłki, Crittersi byli w rzeczywistości inteligentnymi, przebiegłymi małymi robalami. Mogli latać statkami kosmicznymi, planować, a nawet ze sobą rozmawiać. Mieli odrobinę charyzmy, a to sprawiło, że dobrze się bawili. "Critters Attack!" eliminuje te aspekty, dzięki czemu stworzenia są o wiele bardziej nijakie. Elemenyt science-fiction również zostały drastycznie okrojone, prawdopodobnie z powodu ograniczeń budżetowych, co pozbawia franczyzę wielu jej charakterystycznych cech. Nikt nie prosi, by wydano miliony na efekty specjalne, ale więcej laserów i zmieniających kształt łowców nagród z kosmosu było by wskazane. Stali bywalcy serii Don Keith Opper i Terrence Mann są nieobecni, a powraca tylko Dee Wallace, choć nie w formie jakiej można oczekiwać. Oczywiście nakręcenie nowego filmu Critters wyłącznie dla fanów byłoby szalone, ale ta produkcja nie wydaje się zbyt chętna do stawienia czoła nowej publiczności, a widzom, którzy widzieli już wcześniejsze cześć daje jedynie namiastkę oryginału.

Niestety pomimo szczerych chęci film, nijak się ma do poprzedzających go części. Śmiało można powiedzieć, że ten film raczej zrazi niż zachęci nowych widzów, a fani franczyzy z pewnością będą rozczarowani jego poziomem.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

Hessus666 2

Totalnie sp..przony temat powrotu do Crittów. Podnoszę ocenę tylko ze względu na blond suczkę Crittersa.

Proszę czekać…