Spin-off serii G.I. Joe opowiadający o jednej z postaci występującej w poprzednich filmach serii znanym jako Snake Eyes.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Ogląda się to, jak domek dla lalek, w którym ktoś przestawia po prostu figurki. Kino akcji bez rozpalającej akcji i wchodzące na poziom naprawdę wątłych i anemicznych interakcji. 2

Jeżeli dostajesz film, który chce aspirować do czegoś więcej, niż serii ekspresji scen walk i nie wytrzymuje tylko tego, żeby po prostu wywiązywać się z definicji skutecznego i prostego kina akcji, to naprawdę czujesz się jako widz bezradny. Tak dziurawy materiał, że już go nie da się chwycić w ręce dostajemy w Snake Eyes: Geneza G.I Joe. To kino naprawdę irytującego amoku, a nie szybkości kontrolowanej i błyskawicznie kończy się tutaj paliwo, no i film może nas rozpalić tylko ze złości i rozczarowania. Produkcja razi swoją nieskutecznością, a nikt nie siada do tego seansu w celu filozoficznych rozważań o moralności, tylko chcemy fajerwerków i pełnych wyobraźni starć oraz zderzeń. Niestety to seria niecelnych po każdym względem nie tylko scenariuszowym, bo po co mówić o nieobecnych, uderzeń.

Snake Eyes. Geneza G.I. Joe (2021) - Henry Golding

Wracamy do serii opowiadania o jednej z najbardziej niejednoznacznych postaci, która unika prostych klisz superbohaterskich. Seria tworzenia kina o popularnych zabawkach, nadania im indywidualnych cech i ożywienia. Tytułowy Snake Eyes przechodzi trzy próby, dzięki którym trafia do klanu Arashikage. Po wielu latach będzie mógł się zemścić na swoim przybranym bracie, którego wini za zabicie ważnej dla swojego życia postaci - mentora i autorytetu. Potem dostajemy niekończący się, bez charyzmy i jakiejkolwiek witalności szereg komunałów, gdzie czasami ktoś coś przyspieszy, ale to wymachiwanie bronią naprawdę jest na poziomie podstawowym.

Nieudolność Snake Eyes: Geneza G.I Joe opiera się na ogromnej ignorancji wobec poprzednich filmów i z każdą minutą odbierania jakiejkolwiek elektryczności i szansy na zaintrygowanie nas wtórną historią o wartościach i bliskich, czy bohaterem. Im dłużej to oglądamy, tym bardziej widzimy, jak nie ma się czego chwytać. Wiemy doskonale jaki ma potencjał wiodąca postać — enigmatyczna i nieprzenikliwa. Twórcy nie mają kompletnie na niego pomysłu, a jego anemiczność jest bardzo komunikatywna z dialogami, które ocierają się o wysoki poziom kiczu i po prostu zamiast pokazywania, to mamy wszystko łopatologicznie objaśniane. Nawet nie zdążymy się nad tym zastanowić, bo nie ma tej zaczepki w nas i zainteresowania. To kwestia oczywiście scenariusza jako pretekstu, tylko do czego...? Do naprawdę za szybko, niedających się nasycić scen walki? To nie jest jedna z tych sytuacji, że dajesz taryfę ulgową, bo dostajesz coś innego w zamian, swoistą rekompensatę. Wizualne przedstawienie tego i konstrukcja nie jest nawet nagrodą pocieszenia.

Snake Eyes. Geneza G.I. Joe (2021) - Henry Golding

Ten film nie ma tożsamości, tak samo, jak główny bohater ani żadna relacja, która tutaj powstaje. Jest to rozmazane, równie niedbałe, jak efekty niespecjalnie specjalne. Naprawdę ogląda się to, jak domek dla lalek, w którym ktoś przestawia po prostu figurki. To jest ten poziom wiarygodności emocjonalnej i wrażeń z konfrontacji. Kino akcji bez akcji i z wysokim poziomem nieradzenia sobie z interakcji pokazywaniem.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 4
ana481516 4

Nie podeszło, za dużo rzeczy mi tu nie pasowało.

Bercik022

Mi się wydawało cały czas, że oglądam jakiś reebot serii :P. Nie było źle takie 5+/10 ale operator kamery to powinien dostać zakaz pracy, tyle trzęsienia to dawno nie widziałem.

pajki_filmaniak 8

nie zawiodłem się dobrze że wybrałem się na film do kina ogólnie dobra kolejna część G.I.Joe

Więcej informacji

Proszę czekać…