Akcja filmu rozpoczyna się dość niewinnie – grupa nastolatków uzależnionych od technologii trafia na… obóz offline. Wspólna wędrówka po lasach bez dostępu do smartfonów nie zakończy się jednak tak, jak zaplanowali to organizatorzy. Będą musieli zawalczyć o prawdziwe życie z czymś, czego nie widzieli nawet w najciemniejszych zakamarkach internetu. W obliczu czyhającego w lesie śmiertelnego niebezpieczeństwa odkryją, czym jest prawdziwa przyjaźń, miłość i poświęcenie. Czy wyjdą z tego cało, czy w krwistych kawałeczkach?
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Pean na cześć miłości do pewnego gatunku, ale to kolaż, nie autorskie kino. Przeszczep udany, ale to nie są twórcy organy. 5

Wszyscy entuzjaści kina gore, makabreski, flaków niespożywczych, horrorów klasy B, ale nawet o wiele dalej w alfabecie, filmów doskonałych w byciu złymi, biegiem na nową produkcję Bartosza Kowalskiego W lesie dziś nie zaśnie nikt. Niestety, prócz kolażu fascynacji, demaskacji swoich kinofilskich pasji reżysera i szczerego oraz świadomego peanu na cześć slasherów, nie ma tutaj autorskiej parafki. Więcej tutaj krwi, niż wyobraźni. To przeszczep udany, ale nie są to twórcy organy. Widzimy, że można zrobić zgrabne kino gatunkowe w Polsce, z ciekawym startem i intrygującym zamysłem, tylko czemu zamiast próby pozostania muzykiem, wybrać jednak rolę dj grającego cudze kawałki? Guilty pleasure dla fanów pewnego rodzaju narracji, chęci przebywania w czymś znanym i oswojonym oraz kinowo wielbionym. Jednak brakuje tutaj autorskości, czy zuchwałości i parafrazując tytuł: w kinie może zasnąć ktoś.

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020) - Julia Wieniawa-Narkiewicz

Grupa nastolatków przyjeżdża na osobliwy obóz przetrwania – bez zabawek technologicznych. Jest to wyprawa offline. Przy wejściu zostawiają telefony, gdyż te wpłynęły destrukcyjnie na ich życie i to bohaterowie zaczęli należeć do nich, a nie odwrotnie. W filmie pojawia się ekscentryczny ksiądz, który odmówi za nich modlitwę i poświęci ich telefony komórkowe. Do tego osobliwy drużynowy i od początku pełzająca wokół, nadchodząca groza. Zamysł co najmniej nakręcający widza. Podążamy za jedną z grup, do której należą ostro narysowane i jednoznacznie osobowości: Chcąca by widziano w niej więcej, ale nie reprezentująca tego brzydząca się przyrodą, robiąca makijaż skuteczniej, niż rozstawia namiot blondynka, tajemnicza i odseparowana od grupy od początku wyglądająca na osobę, która poradzi sobie w prawdziwym świecie, zahartowana Zosia, lekko niezdarny, z wybitnymi osiągnięciami w świecie gier i popularnością na youtubie chłopak, którego wiedza ze świata offline będzie mogła przydać się w świecie rzeczywistym, młody człowiek mający więcej kontaktów z dziewczynami przez Internet, niż w świecie rzeczywistym oraz kolejny, który nie może porozumieć się z zobojętniałą rodziną. Wszyscy wyruszają we wspólną wędrówkę wraz z opiekunką grupy, by doświadczyć prawdziwego świata. Jednak, o ironio, doświadczą czegoś, co wykracza poza świat nie tylko realny, ale z pewnością i wirtualny.

Bartosz Kowalski kompletuje tutaj mnóstwo ruchów i zagrań z kina gatunkowego, mamy prawdziwą ucztę odniesień do tytułów i można bawić się w wyliczankę. Spotyka je ze sobą, by zaserwować nam rozróbę. Niestety, konwencje, które wykorzystuje są przewidywalne i jego mrugnięciem okiem od początku oraz świadomość tego nie powstrzymuje przed poczuciem przez widza w pewnym momencie nieznośnej powtarzalności (ale reżyser jest usprawiedliwiony, oczywistość to nie jego błąd) Obustronna zgoda, że mamy do czynienia z pastiszem, a raczej powtórzeniem i spotkaniem kilku cudzych pastiszów nie daje widzowi satysfakcji, bo mamy deja vu. To jest celebracja banalności z sarkazmem chwilami niebanalnym, ale to krótkie epizody. Strefa komfortu jest tutaj, tak ogromna, bo szybko łapiemy co będzie działo się dalej, a nuda nie jest elementem żadnego gatunku. Wjeżdża nastrój kina przygodowego.

W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020) - Gabriela Muskała

Fun for fun jest w kinie potrzebne. Tylko niezależnie od dystansu tego filmu wobec samego siebie i naszego wobec dzieła, to nie mamy do czynienia z niczym zobowiązującym, a na dodatek w pewnym momencie ten naddatek groteski i inspiracji cudzym kinem przestanie być usprawiedliwiany w jakikolwiek sposób. Im więcej w las, tym więcej drzew, tylko, że one przestają się od siebie różnić, a kolejne wydarzenia nie są zaskakujące. Chroniczna prostolinijność nie jest uzupełniona niczym innym, więc temperatura i siły witalne filmu opadają – zabawa przemocą nie jest już w pewnym momencie kreatywna. Trudno jest zachwycać się po obiecującym początku niekończącą się konwencjonalnością. Granica pomiędzy inspiracją, a naśladownictwem zostaje tutaj rozszarpana i nie jest to akt odwagi, a irytująca przesada.

Ciekawa mogłaby być ta krwawa zabawa, karuzela brutalności, gdyby było więcej reżysera w tym dziele, a nie miksera, a właściwie zapożyczającego od innych, bez budowania na tym czegoś oryginalnego. Nikt nie ukrywa swoich intencji. Bartosz Kowalski od początku proponuje nam do tego popcorn, ale do tego po prostu zachwyt klasyką, gdzie zabrakło mocno autoironii. Czy to już nie jest kalkowanie? Zdecydowanie to kino, które się droczy przez jakiś czas z pomysłem, ale nie odświeża naszego zatęchłego gatunkowo świata, jak sprytny i bolesny Wilkołak, czy oniryczny, nieokiełznany i niejednoznaczny Demon. W Lesie dziś nie zaśnie nikt nie zostało w lesie i czuje puls gatunkowy, ale jest składanką, a nie indywidualnym dziełem.

1 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 10
LakiLou 8

Widać, że film zrobiony przez fana gatunku. Wiele tutaj znanych motywów z innych filmów jak np. Piątek 13 do tego piękna sceneria czy fajnie zrealizowane sceny zabójstw. No i trzeba przyznać, że aktorsko naprawdę daje radę. Gąsiewska zaprawdę przepiękna jest ;) Ten film to takie the best of slasher i każdy fan gatunku go doceni.

poeta777 5

Zaskakująco dobry… jak na polski horror. Jednak przed nami jeszcze długa droga do dobrego horroru ogółem.

als 7

Naprawdę solidna polska produkcja. Ładne kadry, klimat. Inteligentny tytuł (sic!). Historyjka może i banalna, ale ładnie wpasowana w konwencje.
Dla mnie wiekowo 12+.
Może to jeszcze nie Piła czy Wzgórza mają oczy, ale jesteśmy na dobrej drodze :)
Widać też, że od czasów "Legendy" w polskim kinie dużo się zmieniło…
Panie Kowalski, czekam na dalsze filmy!

Hessus666

Wrong Turn w wersji PL. Oby się okazało, że wreszcie Polacy zaczynają tworzyć także tego typu pilmy. Ocena 6/10

Sweet_Foxy 4

Do bólu przewidywalny, banalny i schematyczny. Irytujące wstawki autotematyczne. Niezła muzyka.

LakiLou Sweet_Foxy 8

@Sweet_Foxy Ten film taki właśnie miał być. Do bólu klasyczny slasher z wszystkimi jego wadami jak i zaletami. Jak ktoś lubi ten gatunek to na tym filmie będzie się bawił wyśmienicie, a jak nie to się od niego odbije.

Sweet_Foxy LakiLou 4

@LakiLou To super, że Tobie się podobał. Mnie irytowały teksty o tym, jak to jest w horrorach; nie podobało mi się także to, że nie było ani jednego momentu, który by mnie zaskoczył lub przestraszył.

Proszę czekać…