Siedem lat po apokalipsie, Joel Dawson (Dylan O'Brien) wraz z resztą ludzkości żyje pod ziemią, odkąd gigantyczne stworzenia przejęły kontrolę nad ziemią. Po udanym połączeniu się przez radio ze swoją dziewczyną z liceum Aimee (Jessica Henwick), która jest teraz 80 mil dalej w nadmorskiej kolonii, Joel znów zaczyna się w niej zakochiwać. Gdy Joel zdaje sobie sprawę, że pod ziemią nic mu nie zostało, postanawia wbrew wszelkiej logice wyruszyć do Aimee, pomimo wszystkich niebezpiecznych potworów, które stoją mu na drodze.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Bez pseudo bohaterstwa coming of age wśród niecodziennych wartości, gdzie uczucia nie są mniej straszne, niż potwory. Solidne, kino przygodowe konkretnie ukierunkowane na rozrywkę. 7

Apokalipsa jest motywem w kinem nieustannie egzaltowanym i na różne metody obserwowanym. Tym razem widzimy koniec dosyć intrygująco, bez napaści wyzyskiem realnie nadchodzącego zjawiska dla wzbudzenia niepokoju i strachu, który wcale nie będzie niósł edukacyjnych treści i nie przełoży się na zmiany nawyków, tylko w Miłość i Potwory w formie przyzwoitej nastoletniej, historii przygodowej koniec świata może być subtelnym przekazaniem nadziei i chęci wyjścia ze strefy komfortu i kryjówki, by jeszcze coś uratować. Intrygująco, że tę myśl przedstawia młode pokolenie. To sympatyczna i niezobowiązująca podróż nie tylko po dorastaniu, ale również proponująca spojrzenie na młodych, nie tylko jak na eskapistycznych dziedziczy kapitalistycznych mechanizmów. Trochę uroku, trochę naiwności, mało realnego przerażenia, ale niegłupiej, ekscentrycznej drogi dojrzewania do pewnej odwagi. Bez stereotypów i jednoznacznego rozumienia, kiedy dziecko staje się dojrzałe. Coming of age wśród niecodziennych okoliczności i teen drama, gdzie miłość nie jest mniej straszna i niezrozumiała, niż potwory.

Miłość i potwory (2020/I) - Dylan O'Brien (II)

Spotykamy Joela po 7 latach od nadejścia katastrofy, która nieodwracalnie zmieniła porządek świata, próbując pozbyć się jego największego szkodnika, który na to pracował - człowieka. Opowiada nam trochę w formie zapisków z pamiętnika o sytuacji i oprowadza po świecie ocalałych. „Nie byliśmy tym zaskoczeni” mówi, co jest bardzo znamienne dla naszego pozafilmowego „tu i teraz”. Ludzie znajdują namiastkę potrzebnej bliskości i tworzą relację oraz imitację domu, mimo że w nieustannym poczuciu zagrożenia zmutowanymi owadami, które kiedyś można było potraktować kapciem lub wynieść w słoiku. Joel nie jest typem urodzonego wojownika. Gotuje, dba o ich zwierzęta oraz ma większe znaczenie dla ich wspólnoty, niż mu się samemu wydaje. Katastrofa wtrąciła się też w jego dojrzewającą wraz z nim relację. Prawdopodobnie pierwszą, wielką miłość, która ma imię Aimee. Kontaktują się co jakiś czas, będąc w innych koloniach. Osamotniony i stęskniony Joel uważa, że to jedyna bliska osoba, która została mu na tym świecie, w którym warto przygotować się na to, że do niczego nie da się przygotować. Niecodzienna sytuacja i niewinne spojrzenie na uczucia sprawia, że bohater, który widział jedynie potwory na swoich obrazkach wyrusza w 7-dniową podróż do swojej miłości. Nie będzie to młody Indiana Jones w bluzie sportowej ani nagle nie odnajdzie w sobie irracjonalnie superbohatera, kiedy sam plecak waży prawie tyle, co on. Skonfrontuje swoje wyobrażenia z rzeczywistością w imię uczucia…

Brzmi bardzo podniośle i romantycznie, prawda? Na szczęście Miłość i Potwory bardzo sympatycznie i bez wciskania nam kitu potrafi spuścić z tego powietrze i skupić naszą uwagę na drodze, a nie na celu. Nieprzewidywalna podróż będzie interesująca, zaskakująca i również wytworzy ciekawą więź bohatera… z psem. To dopisuje ogromną wartość dodatnią dla wiarygodności i szczerych intencji tej produkcji. Mamy tutaj ciekawie przedstawione kino dorastania, bez nagle wtórnej wzniosłości bohaterskich czynów, a właśnie trzymania dystansu od takiej emfazy. Dostajemy też skromną przypowieść o rozumienia wartości ofensywnej postawy wobec życia i docenienia bliskich w akompaniamencie zmutowanych robali. Proste wartości, ale niepokazane, jak odkrycie nowych i nieznanych lądów. Film chce krzepić, bez słodzika.

Miłość i potwory (2020/I) - Dylan O'Brien (II)

Miłość i potwory potrafi być też fascynująca w swojej scenografii i budowie. Mimo że zachowuje się momentami, jak gra platformowa, gdzie bohater ma więcej, niż jedno życie i oczywiście, że mamy sceny mało wiarygodne, ale „umowność” i kierunkowskaz intencji filmu kompletnie nie obiecuje nam czegoś innego. Zdecydowanie kino, które nie kreuje się na nic więcej, a osiąga dzięki temu bardzo solidną, z kilkoma emocjonalnymi zakrętami przyzwoity poziom konkretnej rozrywki z nienachalnie zbudowaną nadzieją.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 4
ana481516 7

6-7/10. Przyjemny dla oka.

Alter_Al 6

Utarty schemat, sprawdzony w dziesiątkach produkcji. Jest pies, dziecko, "przebudzenie mocy" i mowa ku pokrzepieniu serc i pochód porwanych przez charyzmatycznego bohatera ocalonych. Dobrze zrobione, przyjemnie się ogląda ale nie porywa.

Asmodeusz 6

nawet zabawny końcówka taka sobie

ar23s 5

Ot typowa bajeczka. Kiedyś puszczą to w telewizji i rodzice pozwolą oglądać swoim pociechom. 5/10

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Pozostałe

Proszę czekać…